Dzisiaj jest naprawdę dobrze. Wstałam sobie przed dziewiątą rano, z łóżka wyszłam o trzynastej, na czternastą byłam umówiona z rodziną na grilla. No to wstałam i się ogarnęłam, choć nie byłam zachwycona tym pomysłem, ale - nieważne. Pojechałam z mamą, robiłam dziś za kierowcę, na początku się cholernie bałam, bo o ile jeżdżę swoim i się nie boję, o tyle mamy samochodem cykam się jak diabli, bo nowszy, bo droższy, bo lepszy i bo jej. No ale - skoro prawo jazdy mam to czasami mnie wykorzystuje. Woziłam gości do sklepu, bo się carlo rossi pokończyło, zasiadły do samochodu mama i jej dwie siostry, pośmiałyśmy się, wróciłyśmy na miejsce Garden Party, zaparkowałam, a najmłodsza moja ciocia: "Jejku, Ty zaparkowałaś tak ładnie i w liniach stoisz, mój mąż tak nie umie" +15 do samooceny.
Pobawiłam się z moimi skarbami małymi, trzyletni synek mojej chrzestnej wycałował mnie po policzkach jak nigdy, cóż za całuśny dzieciak, uwielbiam go.
Później jakaś dziewczyna prowadzała na smyczy po osiedlu konia (!), wysoki, dobre metr osiemdziesiąt, ale młody, zadbany, nawet odważyłam się podejść i pogłaskać, bo dzieci chciały, co robiłam pierwszy raz, bo ja nie przepadam za końmi, ale tyn - piękny, no i kurcze, jak psa na smyczy. Zaintrygowało mnie to.
No i tańczyłam z chrzestną wolnego do Seweryna Krajewskiego, śpiewałyśmy wszystkie piosenki jakie znałyśmy, dzieciaki z nas się śmiały, reszta towarzystwa też, ale ponoć trzeba się bawić.
Ogólnie dużo śmiechu, radości, wspomnień, dowcipów, tekstów, pozytywnych wrażeń. Wspominaliśmy moją osiemnastkę, trochę rozwodziliśmy się nad maturą, trochę nad szkołą, trochę nad moim stylem jazdy. Wszystkiego po trochu. I wiecie co? Lubię takie dni, kiedy czuję się tak dobrze. Mimo cholernego bólu pleców, ale sama go sobie załatwiłam, nieważne, poleżałam na huśtawce i było lepiej.
Zostałam wyściskana i wytulona przez męża chrzestnej, który gratulował nam improwizowanego, nowego tańca, no a później tak na pożegnanie, życzył mi prostej drogi i "co by zakręty ci proste były".
Pierwszy raz nie pokłóciłam się z mamą w czasie jazdy, a wracałam już po ciemku, a nocą, jej samochodem jeszcze nigdy nie jeździłam. Taki mały sukces. Taki mój, taki prywatny.
Humor mam dobry, bawiłam się świetnie, przez calutkie siedem godzin na dworze uśmiech nie schodził mi praktycznie z twarzy, zapomniałam o maturze, problemach, zmartwieniach i niespełnionych planach.
***
Dziękuję Wam za tyle komentarzy pod ostatnim postem, które dały mi uśmiech i wiarę w to, że zrobiłam dobrze, jesteście kochani.
Nie mam pojęcia czemu, ale uwielbiam twojego bloga. Czytam go od miesiąca i się nie mogę nadziwić, nie wiem czemu.
OdpowiedzUsuńU mnie na majówkowego grilla liczyć co nie ma, bo z tego powodu, że jestem grekokatoliczką teraz mam święta no i wiesz, święcenie koszyków, przygotowania, te sprawy. No, ale źle nie jest. Mam nadzieję, że będziesz miała dużo takich wspaniałych dni o jakie prosisz ;) Pozdrawiam!
To bardzo miłe, dziękuję ;) Kurde, jestem w szoku ^^
UsuńNo to wesołych świąt! :)
Jak miło! i to jest post, który czytałam z uśmiechem na twarzy, tak dobrze wiedzieć, że miałaś wspaniały dzień (: mam nadzieję, że będziesz mieć takich wiele! grill...och pamiętam takie spotkania na dworze z pieczącą się kiełbaską, coś wspaniałego :)
OdpowiedzUsuń...lubię cię czytać. Kolejne +15 do samooceny...
OdpowiedzUsuńNie no, tu już dwadzieścia ;D
Usuń"zapomniałam o maturze" To czemu o niej wspominasz?:D
OdpowiedzUsuńBo jak wróciłam do domu to mi się o niej przypomniało :P
UsuńTo zabrzmiało jakby dom był przeklety xd
UsuńPrzeklęte są tylko vademecum z operonu xD
UsuńDla mnie ogólnie najgorsze na maturze był garnitur. Jak ja nienawidzę garniturów;/
UsuńAle za to jak facet wygląda w garniturze... ^^
UsuńŚmiesznie ;d
UsuńSeksownie!
UsuńCiekawe, w którym miejscu ;p
UsuńJak to w którym? W każdym ^^
UsuńJa na swój ślub (JEŚLI) będzie przyjdę bez garniaka :D
UsuńJuż dziś kup sobie dres... :D
UsuńDlaczego od razu dres?;>
UsuńTak mi przyszło do głowy ;p
UsuńLubię dresy miec w domu, a tak to chodzę w jeansach ;)
UsuńJa też lubię dresy ;D W domu ;D
UsuńBo są wygodne! :)
UsuńTo prawda ;D Ale najlepsze są leginsy, dla kobiet oczywiście, bo faceta sobie w tym nie wyobrażam :D
UsuńJa raz (!!) widziałem faceta w leginsach na ulicy. Aż musiałem się uszczypnąć, gdy go zobaczyłem obok.
UsuńW tamtym roku jak byłam w Gdańsku w maju, tak połazić sobie to na ławce siedziało dwóch facetów, moi zdaniem geje, kolorowe leginsy, kolorowe sweterki, mejkap i do tego torebki... :D
UsuńCałkowita załamka, a potem kobiety się dziwią, gdzie ci mężczyźni xd
UsuńO ile jestem tolerancyjna, o tyle wtedy jebłam śmiechem. ;D
UsuńTylko ta matura i matura :D Dzisiaj pojechałam do rodziny, to nie zdążyłam usiąść przy stole, to te pytania: kiedy piszesz, co piszesz, i ogólne wypytywanie o wszystko, o czym ja myśleć w tym momencie bym nie chciała :D
OdpowiedzUsuńMi też ostatnio wszyscy mówią, że ładnie jeżdżę. To co, że nie mam prawka, taki tam szczególik XD
Ja tego nie znoszę, no scyzoryk mi się otwiera w kieszeni, dopóki tylko pytają jest okej, ale jak wymyślają mi kierunki studiów, no aż mnie nosi żeby komuś zrobić krzywdę ;D
Usuńeeee tam, po co Ci prawko, grunt, że ładnie jeździsz ;P
Niechby tylko ktoś spróbowałby mi kierunek narzucać, to bym pozabijała chyba :D Chociaż tyle, że wiem, że jest ktoś kto za mnie kciuki trzyma :D
UsuńNiby tak :P Ale wiesz, jak jadę drogą to się tylko rozglądam, czy gdzieś policja nie jedzie, takiego mam stracha! A po maturze muszę parszywe testy zdawać, bo mi się cholera skończyly...
Ja bym się bała jeździć bez prawka, ja nawet z nim boję się policji xD
UsuńNa słowa "mój mąż tak nie umie" przypomniał mi się cytat z jednej z książek Terry'ego Pratchetta: "Gdyby kobiety były tak dobre jak mężczyźni, byłyby o wiele lepsze" - i to prawda, a jak! :D
OdpowiedzUsuńWidziałam kilka gatunków zwierząt na smyczach, ale konia jeszcze mi się udało... Ciekawe, oj, ciekawe.
To co, kiedy się planuje kolejny grill? ;)
No, koń na smyczy, niezbyt częste widowisko ;D A jaki grzeczny, grzeczniejszy niż mój pies! :)
UsuńA na grilla wpadaj kiedy chcesz, byle po 28 maja :D Zapraszam ;P
Tak fajnie to napisałaś, że aż gęba mi się sama rozszerza! :D Rozwalił mnie ten koń na smyczy xD No i gratuluję tak ładnego zaparkowania!!!, i udanej jazdy samochodem mamy :D.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam "My, dzieci z dworca ZOO" i muszę Ci powiedzieć, że to jest genialne!! Po przeczytaniu, jak szalona szukałam wywiadów z Christiane i mam zamiar film zobaczyć. Tak bardzo Ci dziękuję, że o tym napisałaś! :D I myślę, że będzie coś, co Cię zaiteresuje :D. Pisałam Ci już chyba o panu Andrzeju Sowie i jego świadectwie na wrzucie, nie? No to moja przyjaciółka nakręciła o nim film :). Jak będzie dostępny w internecie to od razu Ci go podeślę :).
Ściskam mocno! <3
Cieszę się, tak mają działać posty z nutą optymizmu ;) A dziękuję, dziękuję za gratulejszynsy ;D
UsuńŚwietna książka, uwielbiam ją i cieszę się, że udało mi się kogoś zarazić!
Ok, czekam ;)
Takie +15 potrafi poprawić humor i się trochę dowartościować :)
OdpowiedzUsuńBo przecież parkowanie, to trudna sztuka- jak sama napisałaś, nie każdy potrafi.
Dla mnie parkowanie nigdy nie sprawiało większych problemów, na kursie szło mi w miarę, na egzaminie już dobrze, a teraz to mnie nie stresuje ;D Mnie stresuje jedynie fakt, że czasami muszę kierować samochodem mamy, a to jej jakby drugie dziecko :D
UsuńNo taki komentarz od cioci rzeczywiście potrafi podnieść samoocenę :D Tego typu spotkania rodzinne są okej, gorzej kiedy nie jest już tak miło ;p
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o rodzinę ze strony mamy to zazwyczaj jest normalnie, miło, po prostu fajnie, gorzej z rodziną taty. Dla mnie są oni... nie mój świat. O :D
UsuńPodziwiam. Ja się z rodziną dobrze bawić nie umiem. A przynajmniej bardzo rzadko mi się to zdarza. Stateczne towarzystwo, zwykle przy stole siedzi, a najmłodszy starszy ode mnie członek rodziny jest tuż przed czterdziestką. :D Nikła to rozrywka.
OdpowiedzUsuńJeśli ma się w porządku rodzinę to może być fajnie, ja tak mam z rodziną mamy, z rodziną taty trochę gorzej. :)
UsuńJeju, zazdroszczę Ci. Chciałabym móc tak spędzić czas, śmiejąc się i wygłupiając. Kurwa, weź mnie do siebie..
OdpowiedzUsuńFajne są takie dni, kiedy myśli się tylko o zabawie. Ja taki miałam z przyjaciółką, jej kuzynem i 0,7l w zeszły weekend. :D Musisz mieć świetną rodzinę - ja bym właśnie od mojej chciała odpocząć.
OdpowiedzUsuńRóżnie bywa, ale ze strony mamy mam naprawdę fajną rodzinę ;) Są spięcia czy sprzeczki, ale tak jest wszędzie. Uuuu, 0,7 na trzech, widzę udana impreza ;P Ja nie piłam, nie piję, kiedy kieruję ;D Nigdy :D
UsuńI bardzo dobrze, szkoda, że nie wszyscy tak na to patrzą. Jeśli kiedyś zrobię prawo jazdy, raczej na imprezy samochodem nie będę jeździć. :D
UsuńA widzisz, ja nawet na imprezy mogę ;D Alkohol mógłby dla mnie w sumie nie istnieć, no dobra, może wino ;D
Usuńmówią, że z rodziną się tlyko an zdjęciach wychodzi dobrze, a to gówno prawda, bo ja na zdjęciach nawte dobrze nei wychodzę. no niewazne. też uwielbiam takie dni, kiedy mogę zapomnieć o wszystkim, pośmiać się (szczególnie z samej sibeie) i przede wszystkim porozmawiać z rodziną. mówiłam Ci juz, ze lubei twojego bloga? jeśli nei to teraz mówię. lubie go czytac, mimo że tak rzadko wpadam.
OdpowiedzUsuńpo za tym tez jakoś za końmi nie przepadam.
Ja też źle wychodzę na zdjęciach ;D i również lubię takie dni :)
UsuńCieszę się, ja Twojego też :)
to coś nas łączy! takie dni są fantastyczne!
Usuńmiło mi :)
Spory o "styl jazdy" z rodzicami to już standard hehe.
OdpowiedzUsuńNo ale w końcu mieścisz się w liniach, więc niech się odczepią! :)
U Ciebie dziewczyna prowadziła konia, a ja dziś widziałem faceta, który wyszedł na spacer z WYDRĄ na plecach .. nie, nie byłem naćpany.
To świetnie, że zapomniałaś o maturze. A swoja drogą jestem ciekaw jak wygląda Twoja praca na polski ;>
Pozdrawiam!
Moi rodzice, cóż, niby spoko, niby na luzie, ale lubią się czepiać. Ostatnio tata naprawił moją machinę, pojechaliśmy testować, do mnie jęczy, że za wolno, że za szybko,że to źle, tamto nie tak, wróciliśmy do domu, mówi do mamy "Nasza córka jeździ aż miło". A mama to hardcore. Nie lubię z nią jeździć, szczególnie jej samochodem, bo to jej drugie dziecko :D
UsuńWidzę, że Polska się rozwija, mi marzy się tygrys, jejku, naprawdę ;D
A pracę mogę Ci podesłać jeśli chcesz, ale jak ją poprawię, bo teraz to pokreślone gorzej niż brudnopis pierwszoklasisty :D
bardzo chętnie ją przeczytam, więc ślij kiedy będzie gotowa na picuś glancuś :)
UsuńJakoś przez wiadomość na bloggerze ? Bo nigdy nie robiłem takich myków.
Nie da się przez bloggera, albo mailem albo na gg, nie chcę jej publikować w sieci, bo nie lubię dawać ludziom gotowców, a to powtarzający się temat :D
UsuńMoje namiary są w zakładce Priceless ;)
Zatem możesz śmiało odebrać swoją e-pocztę :)
UsuńSuper ;)
Usuń"Nie byłam zachwycona pomysłem" - Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Skoro to był "naprawdę dobry dzień". :)
OdpowiedzUsuńTe imprezy, na które nie chcemy iść zwykle są najlepsze :)
UsuńTak, bawić się trzeba, ale tylko wtedy, gdy ma się na nią ochotę. Fajnie, że tak miło spędziłaś czas. ;) Gratuluję tych prywatnych sukcesów.
OdpowiedzUsuńTy widziałaś konia na "smyczy" i w sumie nic w tym bardzo dziwnego, bo to zwierzę... Ja widziałam na smyczy... dziecko.
No co Ty gadasz, kurde, jestem w szoku, dziecko na smyczy, świat nie widział :D
UsuńNo dla mnie to był szok, bo dziewczyna normalnie, po osiedlu domków jednorodzinnych go sobie prowadziła, niespotykane, przynajmniej u mnie. I w dodatku pierwszy raz widziałam tak zadbanego konia.
A widzisz, u mnie koniki po drogach szaleją, bo mamy niedaleko, zaraz za miastem, stadninę (tak to się nazywa?) i w weekendy kiedy jest mniejszy ruch na drogach panowie ubrani jak kowboje. Są nawet tzw. cowgirls (!). Przemierzają drogi wraz samochodami. Fajny widok, bo to nie napompowani dżokeje. Człowiek chce przez pasy przejść, to panowie się zatrzymują, zdejmują kapelusze, kłaniają się i przepuszczają. Mieszkam w niewielkim mieście, toteż łatwiej o taki widok.
UsuńNo wiesz, to może nie taka typowa smycz, ale takie szelki... No ale pieskom czy kotkom tez się teraz takie szelkowe smycze zakłada, żeby nie dusić. Dokładnie tak to wyglądało... Chore...
Oooo, no to faktycznie fajnie i miło. U mnie też miasteczko małe, są dwie stadniny, ale te konie zawsze na polach, a tu mają dużego i trzy małe za domem, ciekawa rodzina ;D A ogólnie mieszkam na wsi, gdzie ani jednego konia nie uświadczysz.
UsuńTragedia, ja nie lubię jak mój pies jest na smyczy, bo wiem, że go to męczy, a co mówić dziecko, no ale to może ADHD miało czy coś :D
Wiesz, studiuję pedagogikę i jak na to patrzę to mi się serce kraja. Nawet u mnie w mieście jest jeden taki charakterystyczny chłopiec upośledzony umysłowo, nadpobudliwy i jego mama zawsze albo za rączkę trzymała, albo maksymalnie pociągnęła za kaptur jak chciał wybiec na ulicę, ale smycz to jakieś takie poniżenie dla małego człowieka moim zdaniem. Tamto dziecko wyglądało raczej na zdrowe. Może i ma ADHD, ale raczej nie dałoby się go stwierdzić jednoznacznie u cztero-, pięciolatka. Wszystkie w tym wieku szaleją jak opętane. :)
UsuńWiem, wiem. Ale dla mnie to tragedia, nie mogłabym tak dziecka "wyprowadzać na spacer".
UsuńWażne że dobrze się bawiłaś:) My mieliśmy grilla wczoraj i również bardzo się udał:P zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńWczoraj wg RMF fm był narodowy dzień grilla, ja miałam falstart xD
UsuńTakie spotkania są naprawdę fajne :)
OdpowiedzUsuńTeż je lubię, jeśli atmosfera jest taka dobra ;)
Usuńnadal mnie ten koń intryguje
OdpowiedzUsuńDobre, nie? :D
UsuńO Ty zdolna bestio! :) Tak ładnie zaparkować to nie lada wyczyn. Tym bardziej, kiedy ciocia tak wspaniale Cię wychwaliła. U mnie też na pewno momentalnie pojawiłby się banan na twarzy. Miłe są takie dni spędzane w ścisłym, rodzinnym gronie. Im więcej, tym lepiej. W końcu rodzina to coś najlepszego na świecie.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci świetnego zdania matury i dostania się na wymarzone studia, bo przeczytałam w którymś Twoim komentarzu na jakimś blogu o tym, że będziesz dobrze wspominać liceum :) Mi na szczęście został jeszcze rok do matury.
Miałam mega banana na twarzy ;D Uwielbiam takie dni, zwłaszcza, że z nimi spotykam się tak rzadko. Nie dziękuję, bo tu jestem przesądna :D No i w sumie to zazdroszczę Ci tego roku, bo mi została niecała doba :D
UsuńCzasem takie dni spędzone z rodziną mogą być naprawdę fajne :) Dobrze, że jesteś zadowolona ;) Też spędziłam majówkę w gronie rodziny. Było grillowanie, imprezowanie i o dziwo dobra zabawa. I też choć na chwilę odpoczęłam od myślenia o maturze. (Choć oczywiście nie obyło się bez pytać co zdajesz, na jakie studia chcesz iść.. u ciebie pewnie też, co? ^^) A teraz coraz bardziej się denerwuje, bo ostatnio prawie nic nie powtarzałam . Ale damy radę, co? :) A potem będziemy się cieszyć wakacjami :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki i za ciebie. I życzę powodzenia ;*
Bo najlepiej jest się czymś zająć niż stresować. ja dziś tylko szybka powtórka z lektur i idę na dwór, nie będę siedzieć i się zamartwiać :)
UsuńCo do pytań, tak, ale ja to ukróciłam, skończyłam temat, bo ja zdaję i ja wybieram studia, nikt inny ;)
Musimy dać radę! Ja też nie powtarzałam, nie uczyłam się, ale ja nie potrafię siąść i się uczyć, jak inni :D Ja też trzymam kciuki!
Ja niby obłożyłam się opracowaniami lektur, ale wszystko mnie rozprasza ^^ Stresuje się ogromnie, denerwowałabym się pewnie mniej gdybym lektury na bieżąco czytała, a tak... przez te trzy lata naprawdę niewiele w całości przeczytałam ^^
UsuńMasz już dokładnie sprecyzowane plany odnośnie studiów? ;)
Ja mam to samo, ja w ogóle nie czytałam, wiem, że to był błąd, a ogólnie przecież czytam dużo, ale kto by czytał lektury... :D
UsuńChciałabym iść na psychologię ;)
Jak mogę odnaleźć Twój blog? Albo mi się nie wyświetlił w profilu, albo go schowałaś :D Albo nie masz?
Takie dni są cudowne, radosne, pełne rozmów, wygłupów, bycia z tymi których się kocha. No i ba! Komplement za jazdę - ajć, zdecydowanie człowiek aż się unosi po takich słowach. Oby jak najwięcej takich dni, życzę Ci tego kochana!
OdpowiedzUsuń