Cóż za wspaniały dzień, prawda? Wstałam z nastawieniem "Boże, znowu szkoła". Ale poszłam, cóż poradzić, taki los maturzysty. Na dzień doby i do widzenia dwa niemieckie. Aż dwie lekcje, z wf nas babka puściła, w środy ogólnie kończę albo przed dziesiątą albo przed dwunastą, humor poprawił mi się już na niemieckim, piąteczka za streszczenie cieszy.
Po szkole zapłaciłam za książkę, wysłałam kartki na święta i poszłam do mojej najlepszej cioci, z którą uwielbiam spędzać czas, z którą mogę się śmiać, wygłupiać, plotkować, rozmawiać na te mniej i te bardziej poważne tematy. Mogę się z nią również napić czerwonego półsłodkiego wina, albo drinki z advocata (swoją drogą polecam ze schłodzoną pepsi i dużą ilością lodu - tak świętowałam w sierpniu moje prawo jazdy). Mogę jej opowiedzieć najgłupszy na świecie kawał, a ona będzie tarzać się ze śmiechu na podłodze. Możemy się sobie wygadać, lepsza niż przyjaciółka. Mama jest czasami zazdrosna, ale ja potrzebuję odskoczni. Zresztą jej córka jest moim oczkiem w głowie.
Spędziłam dzisiejsze popołudnie z Kornelią u babci, najpierw grałyśmy w łapki, później w "pani zozozo pani siasiasia, pani zo, pani sia, pani zosia męża ma" i "anse kabanse flore", a później młoda mnie zaskoczyła jak się na mnie rzuciła i zaczęła mnie łaskotać, wygłupiałyśmy się dłuższy czas, w końcu Nela zrobiła ze mnie byka, z siebie torreadora i prosiła o czerwoną płachtę. Uwielbiam to dziecko. Babcia z ciocią były całe czerwone ze śmiechu, zresztą ja też, nie mogłam złapać tchu. Aż zdziwiłam się, że coś może dać mi tyle radości.
Nadmienię również, iż Kornelia jest bardzo mądrym i ambitnym dzieckiem, chodzi do pierwszej klasy. Ma tylko jedną czwórkę, kilka piątek i reszta szóstki. Pięknie prowadzi zeszyty i cudownie wypełnia kaligrafię. Sprawdzałam jej zadania z matematyki i też ani jednego błędu, co ciekawsze nie wspomaga się niczym na czym można by było liczyć, inne dzieci zazwyczaj próbują na palcach, a ona w pamięci, to jej się przyda w przyszłości. A jak czyta, Boże, muszę kupić jej Harrego Pottera, sama prosiła. Wspaniałe dziecko, prawda?
Ale po powrocie do domu humor bez większego powodu prysł, nie mogłam wymyślić dlaczego. Zrobiłam mamie obiad, oglądałam telewizję i myślałam "co jest grane?". Nadeszła godzina House'a. A ja siedziałam wściekła jak osa, po prostu mnie nosiło, czułam, że muszę się wyżyć. Przywrócić sobie jakąś harmonię. Rzuciłam House'a w cholerę i poszłam do siebie, włączyłam muzykę, głośno, w słuchawkach i usiadłam na rowerze stacjonarnym, tak się przejechałam, że aż rozbolała mnie chora noga, ale już przeszło, skatowałam się też innymi ćwiczeniami i poczułam się lepiej, odprężyłam się, pogratulowałam sobie, że z taką beznadziejną kondycją to zniosłam i poszłam do mojego psa.
Czuję się dużo lepiej, spokojna, ułożona i wyciszona. Aktywność fizyczna powoduje zwiększoną aktywność psychiczną, a poza tym organizm produkuje endorfiny, czyli hormony odpowiedzialne za dobry nastrój. Naprawdę mi lepiej.
Mam takie postanowienie, jeśli nie znajdę pracy na okres pomiędzy maturą, a studiami to będę rano wstawać i biegać. I wreszcie wytresuję mojego psiaka. Wspaniały jest. A jaki wdzięczny! Za wszystko, Boże, jak ja kocham zwierzęta.
Rzadko możecie "czytać" mnie taką radosną, więc cieszcie się razem ze mną, proszę.
Aaaaa, to inteligentna rozmowa na fb, moja i mojej K.
P: Cześć, jak wiesz, za miesiąc, a konkretnie 22.04 są moje urodziny, jako, że to moje ostatnie naście, to chciałabym to uczcić, wyskoczymy do jakiegoś klubu? Po szkole, wieczorem, obojętnie. Na piwo. Dwa. Ewentualnie siedem?
K: Ewentualnie siedem? Jak tak to oczywiście!
I próbna matura z niemieckiego na 73%. Może nie jest to szczyt moich możliwości, ani marzeń. Ale po jej napisaniu zwiesiłam głowę i czym prędzej wyszłam z klasy. Słuchanie - tragedia. Czytanie ze zrozumieniem? Ale o co chodzi?! A krótka i długa forma użytkowa - średnio na jeża. Może 40% będzie.
Okazało się, że słuchanie poszło mi lepiej niż zawsze, czytanie ze zrozumieniem bardzo dobrze, a w listach po prostu głupie błędy.
A jutro wolne, w mojej szkole są dni otwarte, jest również tradycja, że maturzyści ten dzień mają wolny. Wyśpię się, to znaczy wstanę o ósmej, posprzątam sobie, pójdę może z psem na dłuuugi spacer i znów się wyżyję. A w piątek - misja, ale o tym następnym razem.
Wiosna? Jutro? W kalendarzu, nie za oknem, ale zawsze to wiosna, nie? Astronomiczna już jest. Ale w końcu będzie ciepło, gorąco, zielono, niebiesko, różowo i żółto, będzie w końcu ten specyficzny zapach i darcie japy przez ptaki. Będzie miauczenie kotów i pisk dzieci na drodze. I będzie dużo Słoneczka. I będzie dużo trawy i śliczne lekkie chmury. I będą czerwone zachody Słońca. I będzie pozytywnie i miło. I będzie zajebiście!