Zawiodłam się na świecie. Myślałam, że będzie bardziej kolorowy. Ale i tak ma więcej kolorów niż bym przypuszczała jeszcze rok temu. Dochodzę do wniosku, że nic mnie nie zmieniło jak rok, który spędziłam sama. Na pisaniu. Na nauce. Na śnie i jawie. Na miłości i nienawiści. Na ignorancji i tęsknocie. Na układaniu miliona scenariuszy i ich niszczeniu. Na mówieni tak. I mówieniu nie. Na uśmiechu i smutku. Na radości i łzach. Zdałam maturę i dostałam się na studia. Wiesz? Zrozumiałam, że w życiu nic nie jest ważniejsze ode mnie samej. Liczę się ja, nie Ty. Nie ktoś z boku. Nie to, czego oczekiwałam po życiu. Liczy się to, czy mi jest dobrze, czy moje uczucia funkcjonują tak jak powinny. Czy moje myśli biegną w dobrym kierunku. Nie liczy się nic. Nic, co liczyło się wtedy. W co dzisiaj wierzę? W miłość. W przyjaźń? Chyba z powrotem wiara mi wiara w tą formę znajomości. Bo jednak są osoby, z którymi mogę zamienić kilka słów, osoby, które znają mnie bardzo dobrze, bo w całości nawet ja siebie nie znam. Ludzie znają moje myśli. Niektórzy piszą to, co ja właśnie miałam napisać. Niektórzy tylko rzucą okiem na treść i wiedzą, że to ja pisałam. Są ludzie, którzy dają mi to, czego nigdy nie dostałam od Ciebie. I wiesz co? Czasami kurwa żałuję, że Cię nie zatrzymałam. Że nie poprosiłam. Ale ile można? Tylko się kłóciliśmy. Ja oczekiwałam czegoś więcej, a Ty nie byłeś człowiekiem, który był w stanie mi to dać. Ale ja jestem głupia. Bo często zastanawiam się jak mogło być, gdyby tylko tamtego wieczora było inaczej? Ale to na nic. Nie miałam na to wpływu. I nadal go nie mam. Nie jestem człowiekiem, który nienawidzi czy żywi urazę. Nie jestem z tych, którzy nie wybaczają. Obudziłam się pewnego, lutowego dnia i czułam, że moje serce Ci wybaczyło, rany zaczęły się zabliźniać, a ja zrozumiałam, że miłość jakakolwiek by nie była, wybaczy. Średnio kilka razy w miesiącu mam ochotę wystukać Twój numer, żeby powiedzieć krótkie „Cześć, jak się masz? Co u Ciebie?”. Ale za każdym razem tchórzę i brak mi odwagi. I choć czuję, że nigdy to do Ciebie nie trafi… piszę to, by ulżyć swojej duszy. Rok temu napisałam do Ciebie list. Bardzo długi list, do dzisiaj pamiętam każde słowo, które w nim zawarłam. A później go spaliłam na własnych dłoniach, muskałam popiół zroszony moimi łzami. I choć wiem, że pamiętasz, mam wrażenie, że zapomniałeś. Od bardzo dawna byłam świadoma, że nigdy nie będę częścią Twojego życia. Ale tak już jest, że jeśli ktoś był Ci bliski – zastanawiasz się czy dobrze mu się wiedzie, czy wszystko okej. Tak, również się czasami zastanawiam, ale nie poznaję odpowiedzi na dręczące mnie pytania i nie będzie mi to dane. Nauczyłam się brać życie jakim jest, choć nadal narzekam. I słucham tych piosenek. I to właśnie wtedy moje myśli odbiegają w Twoją stronę, a ja im na to pozwalam, by później spojrzeć w lustro i obrazić się kilkoma epitetami. Bo po co? Dlaczego? Może jestem po prostu masochistką, która tak łatwo nie da odebrać sobie wspomnień? Która nigdy nie zapomniała, a po prostu odsunęła to wszystko od siebie? I dziś wiem, że to co czułam było i jest prawdziwe, choć powoli się oddala, odchodzi w odmęt wspomnień, nie puka do serca co dnia. Do tego trzeba dojrzeć. Mi zajęło to rok, a Tobie? Czy Ty czasami myślisz? Wspominasz? Sprawdzasz bezczelnie co u mnie, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu? Wiesz, że wcale nie zdałam lepiej matury niż Ty? Wiesz, że jeślibyś się ze mną założył musiałbyś postawić mi dużą flachę wódki? Wiesz, że byłam nieobecna w swoim życiu przez jakiś czas? Na początku nie umiałam się śmiać i cieszyć wszystkim. Zastanawiałam się jaki był w tym wszystkim sens. Ale dziś wiem, musiałam dorosnąć, a Ty zafundowałeś mi niezłą lekcję życia. I mimo całego sarkazmu tej sytuacji, byłeś najlepszym nauczycielem jakiego w życiu miałam. Nauczyłeś mnie, że mam robić to, czego potrzebuję, że mam walczyć o swoje i się nie poddawać. Wierzyłeś, że kiedyś coś napiszę, coś wielkiego. Wierzyłeś, że będę psychologiem. Mimo całego cierpienia czasami chciałabym porozmawiać. O tym, że pogoda denerwuje, że rząd jest o kant czterech liter, o tym, że matematyka na studiach jest porypana. O tym, że za rogiem czyha zło. Ale nie mogę i doskonale zdaję sobie sprawę z tego faktu. Dziś po prostu jestem pusta, a to czego słucham idealnie oddaje mój stan. Piszę, choć nie powinnam. Łamię wszelkie reguły. Ale zakazy są po to, by je łamać. A świat nigdy nie będzie opierał się na reflektowaniu regulaminów. Mieliśmy niepisany regulamin, a o dziwo oboje się go trzymamy po dziś dzień. Życie bywa przewrotne, bardziej niż nam się zdaje. Wybaczyłam Ci od tak i w niepamięć puściłam każdą łzę. Choć wybaczyć nie znaczy zapomnieć. Wybaczyć, to dać tej osobie swoje serce, na powrót czyste, pozwalając sobie, dać zaufanie tej osobie znów i jeszcze raz. Wybaczyć nie znaczy puścić w niepamięć. Wybaczyć znaczy oddać siebie na nowo. Choćby miało oberwać się jeszcze raz.
Teraz jestem tego pewna.
Kochałam Cię.
Mam nadzieje że znajdziesz tego jedynego i będziesz szczesliwa:P zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńKocham takie listy. Uwielbiam ten moment kiedy mogę się wczuć w osobę która takie coś napisała i całą sytuację w której się znajdowała pisząc. Chyba nie ma nic prawdziwszego niż taki list ... i to jest w tym najpiękniejsze, choć bardzo często treść jest smutna.
OdpowiedzUsuńStarałem się wyobrazić co czułaś, udało mi się to lepiej lub gorzej ... ale wiem jak to jest być tym "masochistą", który nie może pozbyć się wspomnień. A wspomnienia są tu pewnie najważniejsze. No może oprócz tego WYBACZENIA.
"Wybaczyć znaczy oddać siebie na nowo" - piękne!
Mam nadzieję, że zachowasz wspomnienia a w przyszłości zdarzy się jeszcze wiele dobrych rzeczy które będziesz mogła wspominać.
Czy ten tekst jest do pewnej osoby o której mi niedawno wspominałaś,czy po prostu musiałaś wyrzucić z siebie frustracje? Trochę smutne i trochę nadziejne - humor mi się z miejsca pogorszył xD
OdpowiedzUsuń...czasami łatwiej jest coś napisać niż powiedzieć, ba pisanie oczyszcza. Piękny list, piękne słowa, piękna piosenka...
OdpowiedzUsuń...aż chce się czytać jeszcze raz...
Wspaniale napisane... Wybaczanie jest trudną sztuką i niezmiernie się cieszę, że to potrafisz :) Oraz z tego, że dana Ci jest umiejętność akceptowania tego, co było i tego, co czujesz.
OdpowiedzUsuń"Zawiodłam się na świecie. Myślałam, że będzie bardziej kolorowy." Pięknie napisane, cała prawda o świecie.
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o wybaczanie, nikomu jeszcze nie wybaczyłem, żadnej zdrady, żadnego złego uczynku. Nawet nie to, że nie potrafię, nie chcę. Żadna z nich nie zasługuje na wybaczenie.
Hmm... Podobno wszystko ma sens, wszystko jest po coś. Nauczył Cię wiele, pokazał wiele, dał do zapamiętania bardzo wiele. Ale wiesz kiedyś przyjdzie ktoś kto pobije go tym wszystkim na głowę po stokroć. I Jego nie zapomnisz pewnie nigdy, ale to, że już go nie ma nie będzie miało wtedy dla Ciebie żadnego znaczenia, bo będziesz szczęśliwa bez niego.
OdpowiedzUsuńNo... a że Ty bardzo przypominasz mi mnie samą, to... Sentymenty już chyba zostaną z nami na zawsze ;)
A mówiłam już, że ładnie piszesz? No, to mówię - piszę teraz ooo! :)
Jestem z Ciebie dumna! Tak bardzo. Minął ten najgorszy czas, ułożyłaś sobie to wszystko, wróciłaś do życia. Cieszy mnie ta przemiana, dojrzałaś i mogę to stwierdzić z czystym sercem. Wiesz, że jesteś cudowną osobą? I wybaczasz, co jest równie piękne, szczególnie że wybaczyłaś temu, przez którego nie raz uroniłaś łzę, kłóciłaś się, tęskniłaś. Teraz inne rzeczy stały się priorytetem, a Twoje serce myślę, że jest znów gotowe by się otworzyć dla kogoś. Gratuluję kochana! :*
OdpowiedzUsuńJa uważam, że każdy wydarzenie nas czegoś uczy. I przede wszystkim nie warto przewidywać, zastanawiać się. Trzeba żyć chwilą i cieszyć się, póki wszystko jest. I musimy być świadomi tego, że wszystko się kończy i nie ma nic na zawsze. Niestety
OdpowiedzUsuńTrzeba tak żyć aby nie krzywdzić ludzi w tym szczególnie samych siebie.
OdpowiedzUsuń