Zdałam! Ludzie, zdałam egzamin na prawo jazdy! Teoria za pierwszym podejściem na zero błędów, praktyka za drugim razem ale i tak strasznie się cieszę. Nigdy nie cieszyłam się z czegoś do tego stopnia. Kiedy pan egzaminator kazał mi już zjechać do ośrodka, kiedy podbił mi kartkę, podpisał się i wpisał w rubrykę "pozytywny" byłam chyba przez chwilę najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Kiedy odebrałam od niego świstek, idąc do dwóch kochanych osób czekających na mnie wzniosłam ręce na znak Victorii, uśmiechnęłam się szeroko i cieszyłam, że mam to za sobą. Ludzie gapili się na mnie jak na idiotę, nie wiem co jest takiego dziwnego, w tym, że jak człowiek zda, to się cieszy? No kurde. Przede mną zdało kilka osób. Nikt się nie uśmiechał. Nikt się tak naprawdę nie cieszył. Te zdobyte prawo jazdy było dla nich niemal jak kara Boska, no ludzie. Nie wiem jak można się nie cieszyć, kiedy zda się egzamin.
Kocham jeździć. Mogłabym tak cały dzień, choć niekoniecznie na egzaminie. Strasznie stresujące, choć całą drogę gadałam sobie z egzaminatorem, świetnie mi się jechało, kiedy wsiadłam do samochodu stres minął, strach również. Jakie to beztroskie uczucie wiedzieć, że się zdało, że ma się to za sobą. Radością dzisiaj mogłam zarazić całe miasto, zresztą parę osób nawet zaraziłam.
Na koniec egzaminu egzaminator powiedział, że jak już się odstresowałam, to zaczęłam jeździć jak Bóg przykazał czyli pięknie. Byłam zszokowana, że słyszę coś takiego, nigdy nikt mnie tak nie podbudował.
Kiedy już wiedziałam, że zdałam, jak już wyszłam za bramę ośrodka i zadzwoniłam do taty, do rodziców moich rodziców zaczęłam pisać smsy do przyjaciół. Ręce trzęsły mi się jak nie wiem co, przez bite piętnaście minut drżałam, a w oczach w pewnym momencie miałam łzy, tak bardzo się cieszyłam.
Przez cały dzień żartowałam, opiłam zdobyte kwity i teraz pozostało tylko czekać na ich odbiór. Mam nadzieję, że szybko się z tym uwinął.
Nie powiem, stresu i emocji wiele mnie to kosztowało. Egzamin miałam mieć w południe, patrzę w niebo, minęło pięć minut - ulewa, grzmiało, błyskało się, no spanikowałam, najadłam się strachu, czekałam półtorej godziny na swoją kolej, dłużyło się, strasznie, pogoda się zmieniła, żar lał się z nieba, wszystko w myślach zaczęłam powtarzać i wszystko mieszałam, miałam wrażenie, że nic nie umiem. W nocy nie mogłam spać, bałam się, że zawalę placyk, ale elegancko, wszystko poszło jak z płatka.
JESTEM TAKA Z TEGO POWODU ZADOWOLONA !