Nadeszły tak upragnione wakacje. A wraz z wakacjami nadeszło zakończenie Mistrzostw Europy. Przyzwyczaiłam się do meczów i wypatrywania bramek. Od początku mówiłam, że całe mistrzostwa wygra Hiszpania, tak też się stało. Mimo radości z wygranej Hiszpanii szkoda mi Włochów, nigdy nie widziałam takiej rozpaczy po przegranej w żadnej drużynie. Tylko CR7 potrafi publicznie mocniej płakać. Choć mi samej chciało się płakać po bramce Czechów wbitej dla Polski. Cóż - mówi się życie i idzie się dalej. Na jesieni będą eliminacje do Mistrzostw Świata, a nóż może naszym się uda. Może jestem naiwna, ale jestem za swoimi, a nie jak gromada "kibiców" którzy do szesnastego czerwca wozili się z flagami, szalikami, koszulkami, a siedemnastego opychali te gadżety na allegro, bo wstyd. Mogli sami wyjść i zagrać lepiej. Tytoń i Lewandowski sami meczu nie wygrają.
Jakoś
mam wrażenie, że to wszystko za szybko się skończyło. Uważam, że Polska
pokazała się Europie z bardzo dobrej strony. Turyści byli bardzo zadowoleni z
przyjazdu do naszego kraju. Może nie jest tu aż tak strasznie. Ale z drugiej
strony jak spojrzeć na poczynania rządu, to jednak jest strasznie. (P)osłowie liżą tyłki przyjezdnym, a dla obywateli
swojego państwa nie robią nic. A to jest jedną z najgorszych form rządów.
No ale wszystko ma swój początek, swój koniec.
Tak niedawno kończyłam gimnazjum nie mogąc doczekać się pójścia do liceum. A w
piątek skończyłam już drugą klasę. Tak to dziwnie wygląda, że otrzymało się
promocję do klasy trzeciej, maturalnej. Nie widzę siebie w tej klasie, na
studniówce, na maturze. W ogóle nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ja? I
matura? Ale, że jak? Zadeklarowałam wstępnie sześć przedmiotów… Czuję, że
ciężki rok przede mną. Oczywiście mogłabym wszystko olać, mieć luz i nic nie
robić, ale chciałabym uzyskać jakiś przyzwoity wynik, dostać się na jakieś
studia. Zleci ten czas, bardzo szybko zleci. Skoro te dwa lata mi tak uciekły,
to i ten rok ucieknie.
Wszystko
mija, przemija, kończy się. I momentami tych końców dla mnie jest zbyt wiele.
Nie ze wszystkim daję sobie radę. Czasami mam ochotę wyjść i nigdy więcej już
nie wrócić. Zniknąć na wieczność. Ale wtedy przypominam sobie, że są na świecie
rzeczy, których jeszcze nie spróbowałam, miejsca, których nie widziałam,
ludzie, których nie poznałam. A poza tym jest kilka osób, które nie wyobrażają
sobie świata beze mnie. I jest jeszcze jeden piękny, cudowny, wspaniały,
kochany i najlepszy na świecie pies, który świata poza mną nie widzi. Ile osób
nie byłoby na podwórku zawsze wybiera mnie, jakoś przy nim chce mi się żyć.
Dopiero
dzisiaj poczułam, że mam wakacje. Cały lipiec mam zawalony, ale w sierpniu
chyba nawet ręką nie ruszę żeby coś zrobić. Jestem zmęczona. Jestem na półmetku
jazd. Wczoraj miałam jakiś straszny dzień. Nigdy nie jeździłam tak źle jak
wczoraj. Nie wiem co się ze mną działo. No ale cóż – mam jeszcze siedemnaście
godzin żeby to wszystko co mi nie wychodzi ogarnąć. Uwielbiam naszą
ekspresówkę. I wcale nie dziwi mnie to, że lubię trochę naginać przepisy, na
egzaminie nie będzie tak swobodnie. Jakoś to będzie. Za którymś razem zdam.
![]() |
| A po meczu odpoczywam tak... |
