Noc... czyż to nie najpiękniejsza pora dnia? Tym bardziej, że jest to noc spadających gwiazd, choć doskonale wiemy iż to nie gwiazdy spadają, a spalają się meteory. A konkretniej Ziemię jak co roku w połowie sierpnia nawiedza rój Perseidów, zmierzający w kierunku Perseusza i Kasjopei. Obserwacje rozpoczęłam poprzedniej nocy, zaopatrzyłam się w wielki kubek malinowego cappuccino, koc i dobrą muzykę, lecz niebo płatało mi figle i niewiele widziałam, poza chmurami oczywiście, bo to one wszystko psuły. Przesiedziałam na dworze cztery godziny, widziałam może z pięć meteorów, zmarzłam strasznie, a do domu wróciłam zła. Dziś miałam już nigdzie nie iść i dać sobie spokój, ale jak wyjrzałam przez okno i zobaczyłam tak czyste niebo - nie mogłam sobie darować widowiska. Ubrałam się jak na zimę, opatuliłam kocem, zasiadłam w najciemniejszym miejscu mojego podwórka i patrzyłam na nieboskłon. Piękne. Cudowne. Wsłuchiwałam się w szum drzew, bowiem wieje wiatr i ogólnie jest zimno, ale warto, dla tych kilkunastu płonących w przestrzeni kosmicznej skał. Od dzieciaka lubiłam patrzeć w niebo i uważam, że dużo pożyteczniejsze byłoby nauczenie się gwiazdozbiorów na fizyce, zamiast klepać na pamięć kolejne wzory, których nie pamięta się po oddaniu kartki ze sprawdzianem. Może jakby było cieplej i miałabym z kim przesiedzieć całą noc pod gołym niebem to wcale bym się tu tym pięknem nie ekscytowała, tylko popijała herbatę z cytryną i liczyła Perseidy. Każdy ma jakiegoś fioła, ja mojego ćwiczyć mogę raz do roku, z pełnym usprawiedliwieniem przesiadywać noce pod gwiazdami, bez ludzi w pobliżu.
Po wczorajszej nocy jestem przeziębiona, czuję, że dzisiaj się tylko doprawiłam i jutro będę chodziła jak dziecko wojny w luźnym dresie i polarowej bluzie, bo będzie mi ciągle zimno. Już mi zimno, ale warto było. Szkoda, że przez okno w moim pokoju widać tak mały skrawek nieba.
Kiedy już zbierałam się do domu, zerknęłam ostatni raz, meteor zmierzał ku północy, musiał być ogromny, bo długo się spalał, pozostawiając za sobą swoistą łunę na granatowym tle. Piękny widok. Mam nadzieję, że kiedyś taki deszcz meteorytów obejrzę tak jak na Amerykańskich filmach, bo tam zawsze tych spadających gwiazd jest więcej.