Umiesz odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest życie? Z czego się składa? Skąd ono się wzięło? Wierzysz w Boga? Czy może w teorię ewolucji i w to, że pochodzimy od małpy? A jeśli Bóg stworzył właśnie naszych pobratymców w postaci małp? Co jeśli to czynniki zewnętrzne wykreowały z małpy takie człowieka jakiego znamy teraz? Czy jest możliwe, by te dwie teorie miały wspólne korzenie? Jeśli spojrzymy na to z małym przymrużeniem to tak.
Biblia została napisana przez człowieka współczesnego, człowieka rozumnego o postawie zbliżonej do teraźniejszej. Coś na pewno ewoluowało, ale to nadal człowiek rozumny. W czasach, gdy urodził się Jezus na Ziemi nie było naukowców, którzy badaliby pochodzenie człowiek. Byli natomiast filozofowie, który tworzyli swoje własne teorie na podstawie myśli, spostrzeżeń, obserwacji, czasami dowodów. Wiele lat przed Jezusem o powstaniu człowieka i jego życiu mówiły mity. Ludzie po prostu musieli jakoś tłumaczyć sobie pory roku, zmiany pogody czy różny wygląd każdego człowieka. A wszystko to powstawało z niewiedzy.
Teoria powstania człowieka według duchownych i według biologii jest całkiem inna. Czy można jednocześnie wierzyć tym dwóm teoriom? To zależy głównie od człowieka i jego sumienia, usposobienia.
Bóg na pewno nie stworzył człowieka o wyprostowanej postawie umiejącego czytać i pisać, bowiem przed człowiekiem rozumnym wyróżniamy jeszcze siedmiu naszych pobratymców zbudowanych całkiem inaczej od nas. Mieli inne szczęki, większość z nich nie potrafiła nawet mówić, ich mózgoczaszki były większe lub mniejsze, byli od nas niżsi, niewielu z nich potrafiło stworzyć narzędzia, a jeśli już były dość prymitywne, żyli koczując.
Nigdy nie powiedziałam, że w Boga nie wierzę. Wątpię w pewne rzeczy zawarte w Biblii. Kiedyś, może pięć, może cztery lata temu rozmawiałam z jedną z ważnych dla mnie w życiu osób na temat wiary - tak, już wtedy coś się świeciło w moim mózgu jeśli chodzi o teologię. Doszliśmy z tą osobą do wniosku, że skoro na początku Bóg stworzył tylko Adama i Ewę, by rasa ludzka się rozrosła to oni mieli swoje dzieci. A później te dzieci musiały między sobą współżyć, by rasa dalej się rozrastała. Nie wiem. Ciężko mi jest to sobie wytłumaczyć.
Ja uważam, że człowiek jest dziełem Boskim, ale pod duchową postacią. Uważam, że Bóg tworzy naszą duszę, nie ciało. Ciało zależne jest od naszych rodziców, od tego jakie geny się połączą. Kolor oczu, skóry, włosów, grupa krwi, wysokość, sylwetka - to wszystko jest mieszanką genów naszych rodziców. Nie Boskich. Dusza pochodzi od Boga. Może macie sprzeczną teorię, jeśli tak - chętnie o niej poczytam.
Ciężko powiedzieć czym jest dusza. Jest niematerialna, nikt jej nie widział, choć dochodzą słuchy, że medium widzi aurę naszej duszy, że ktoś tam widział jak dusza opuszcza ciało i to sfotografował specjalnym sprzętem. Cóż - widziałam to zdjęcie, ale w czasie, kiedy photoshop jest używany nawet do zdjęć znajdujących się na płatkach śniadaniowych, gdzie są same płatki - nie można ufać temu co się widzi na zdjęciach, ilustracjach, filmach, reklamach.
Całkiem niedawno czytałam artykuł o kobiecie, która widzi duchy. Czuje je. Twierdzi, że po śmierci nasza dusza nadal żyje tak jakby dalej była ucieleśniona. Coraz częściej ktoś twierdzi, że dusza żyje swoim życiem po śmierci cielesnego właściciela.
Kiedyś nauczycielka na religii obwieściła, że nie mamy w gruncie rzeczy prawa płakać za zmarłymi. No to ją wyśmiałam. Tracimy bliską osobę i co? Mamy cieszyć się i radować? Dla mnie to jest głupota. Człowiek jest istotą, która bardziej przywiązuje się do ciała niż do duszy. Przywiązujemy się do naszej mamy, nie do jej duszy, do naszego partnera, a nie do jego duszy. Kochamy wszystkich ludzi, którzy są nam bliscy. Więc nie rozumiem dlaczego mamy za nimi nie płakać. Może i ich dusze wędrują gdzieś blisko nas, ale nie są cieleśni. Nie możemy z nimi porozmawiać. Nie możemy ich zobaczyć. Nie czujemy ich przy sobie. Właśnie dlatego płaczemy, bo wiemy, że nigdy już ich nie spotkamy jako tych, których znaliśmy.
Kiedyś ta sama pani powiedziała, że spotkamy naszych bliskich w Niebie, ale nie będziemy wiedzieli kim dla siebie byliśmy na ziemi. Skąd ona to wie? Nie przypominam sobie, by podparła się faktem.
Jestem trochę takim Niewiernym Tomaszem.
Pamiętam idąc do liceum zarzekałam się, że nie będę chodziła na religię. Pewnie myślicie "Taka z niej wierząca jak z koziej dupy trąba". Moment. W gimnazjum miałam nauczycielkę, która przerabiała z nami głupi podręcznik do religii w którym co roku było to samo i przez podstawówkę i przez gimnazjum. Dziesięć lat mówienia o tym samym rok w rok. Po co mi było to dalej? Ale stwierdziłam, że najpierw pójdę na religię i zobaczę czego naucza ksiądz. I już na pierwszej lekcji jego technika nauczania mnie zachwyciła.
Przez ostatnie dwa lata przerobiliśmy z nim Stary i Nowy testament, o czym wiele rozmawialiśmy i uczyliśmy. Później przyszedł czas na naukę Siglów i poszczególne tematy na temat działalności Jezusa. Przerobiliśmy również dwadzieścia cztery rodzaje krzyży, ich etymologię, znaczenie. (Co ostatnio mi się bardzo przydało), przerobiliśmy kilka przykazań wg nas, uczniów - najważniejszych, a teraz przerabiamy sobory i ikonografię. Religia stała się interesująca, aż chce się tam iść i posłuchać o tym wszystkim. Mówiliśmy o powstawaniu pierwszych kościołów i tak dalej. To wszystko może być interesujące tylko trzeba umieć to wyłożyć, tak, by młodzież zainteresować.
Znajomość znaczeń poszczególnych krzyży bardzo mi się przydała, gdy byłam w Gdańsku na starówce. Była sobie pani ze straganem i sprzedawała breloczki, pocztówki, różne pierdoły i breloki na szczęście. No i moja mama podeszła do tablicy z brelokami i czyta, który co oznacza, doszła do krzyża, który nazywa się Anch lub Egipski. Pod nim wisiało wyjaśnienie "Znak, który chroni przed wszelkim złem i jest pomocą dla kierowców. Daje nieśmiertelność" Patrzę, a ona już go zamierza kupować dla taty, który nomen omen jest kierowcą. Kazałam jej go zostawić. Patrzyła na mnie jak na debila, ale jak wytłumaczyłam jej jakie jest jego prawdziwe znaczenie to stwierdziła, że dobrze, że go nie kupiła. Otóż teraz bardzo często jest używany przez wiele grup okultystycznych, przez maniaków seksualnych pasjonujących się orgiami. Fakt - w starożytnym Egipcie wierzono, że jest to znak płodności, nieśmiertelności, dający wieczne zdrowie. Ale to taka dygresja. Po prostu trzeba zwracać uwagę na to, co nosimy na szyi i ciele. Żeby nie wyszło, że jesteśmy członkami sekty, o której pojęcia nie mamy. O, o sektach też mówiliśmy.
Niczego pewnymi być na tym świecie nie możemy. Jest tak wiele teorii ludzkości, tak wiele spostrzeżeń i sprzecznych dowodów, że każdy musi wierzyć w swoje odczucia i spostrzeżenia.
Człowiek to istota bardzo przekorna i niedoceniająca, o czym przekonałam się na samej sobie. Nigdy nie pomyślałam - "Mam dobre życie, bo jestem zdrowa, a przynajmniej mogę normalnie się poruszać". Nie pomyślałam tak dopóki nie doznałam kontuzji. Teraz w najgorszym wypadku czeka mnie operacyjne leczenie więzadła strzałkowego lewego stawu kolanowego. Boję się, strasznie. Wiem, inni nie mają nogi, dwóch, albo jeżdżą na wózku. Ale ja prawie mdleję na myśl, że ktoś miałby grzebać mi w mięśniach, centralnie przy samych kościach najważniejszego stawu w moim ciele. A jakby coś jeden z drugim zepsuli zamiast naprawić?
Nie możemy być niczego w życiu pewni na sto procent. Nawet sami swoim zmysłom nie zawsze możemy ufać. Różne rzeczy się dzieją i trzeba umieć to wszystko ogarnąć.
Postanowiłam, że skoro znam dokładnie ewolucję człowieka według biologii postanowiłam to poznać z drugiej, przeciwnej strony, czyli przeczytać Pismo Święte. Sama sobie życzę powodzenia, żebym przypadkiem nie zwątpiła, zamiast pogłębić swoją wiarę.
Pewni ludzie nie wierzą w nic. A są jeszcze lepsi, którzy mnie śmieszą - wierzą w istnienie szatana. Dzieci drogie kochane - jeśli istnieje szatan istnieje też Bóg i w drugą stronę. Albo wierzysz, albo nie. A nie, albo w Boga, albo w szatana. Nie ważne czy jest to nasz chrześcijański Bóg, czy bogowie innych religii. Chodzi o to, by wierzyć w swoją religię. Każdy może wierzyć w swoją religię. Nie przeszkadza mi inna wiara drugiego człowieka, dopóki nie zabija dla swojego boga, bo to już ani ciekawe, ani mądre, ani humanitarne, ani fajne. Jeśli ktoś wyznaje ateizm czy deizm - niech sobie w to wierzy, tylko niech nie obraża wyznawców chrześcijaństwa. Jeśli ktoś mówi mi, że moja religia jest głupia, to kłócę się z tą osobą, bo każdy MOŻE wierzyć w co tylko chce i jak ktoś nie wierzy całkowicie w nic to niech się odpierdoli od mojej religii. Od mojego Boga i od mojej wiary. Sama czasami najeżdżam na księży, ale ja wyznaję wiarę w Boga, nie w kapłana, więc niech sobie robią co chcą tylko tak, by ludzie nie widzieli, bo przynoszą durnie hańbę kościołowi. Jeśli jest to zgodne z ich sumieniem niech robią co chcą. Są materialiści. Są dziwkarze. Ale są też dobrzy ludzie, którzy pomagają innym, którzy doskonale przekazują swoją teologiczną wiedzę i nauczają wiernych. Nie wrzucajmy ich wszystkich do jednego worka, bo są różni.
Pytań w związku z ludzkością i wiarą można postawić multum. Chciałabym studiować teologię, tak dla siebie, nie żeby uczyć religii w szkole czy zostać zakonnicą. Chciałabym po prostu wiedzieć to wszystko, co wiedzą duchowni.
Biblia została napisana przez człowieka współczesnego, człowieka rozumnego o postawie zbliżonej do teraźniejszej. Coś na pewno ewoluowało, ale to nadal człowiek rozumny. W czasach, gdy urodził się Jezus na Ziemi nie było naukowców, którzy badaliby pochodzenie człowiek. Byli natomiast filozofowie, który tworzyli swoje własne teorie na podstawie myśli, spostrzeżeń, obserwacji, czasami dowodów. Wiele lat przed Jezusem o powstaniu człowieka i jego życiu mówiły mity. Ludzie po prostu musieli jakoś tłumaczyć sobie pory roku, zmiany pogody czy różny wygląd każdego człowieka. A wszystko to powstawało z niewiedzy.
Teoria powstania człowieka według duchownych i według biologii jest całkiem inna. Czy można jednocześnie wierzyć tym dwóm teoriom? To zależy głównie od człowieka i jego sumienia, usposobienia.
Bóg na pewno nie stworzył człowieka o wyprostowanej postawie umiejącego czytać i pisać, bowiem przed człowiekiem rozumnym wyróżniamy jeszcze siedmiu naszych pobratymców zbudowanych całkiem inaczej od nas. Mieli inne szczęki, większość z nich nie potrafiła nawet mówić, ich mózgoczaszki były większe lub mniejsze, byli od nas niżsi, niewielu z nich potrafiło stworzyć narzędzia, a jeśli już były dość prymitywne, żyli koczując.
Nigdy nie powiedziałam, że w Boga nie wierzę. Wątpię w pewne rzeczy zawarte w Biblii. Kiedyś, może pięć, może cztery lata temu rozmawiałam z jedną z ważnych dla mnie w życiu osób na temat wiary - tak, już wtedy coś się świeciło w moim mózgu jeśli chodzi o teologię. Doszliśmy z tą osobą do wniosku, że skoro na początku Bóg stworzył tylko Adama i Ewę, by rasa ludzka się rozrosła to oni mieli swoje dzieci. A później te dzieci musiały między sobą współżyć, by rasa dalej się rozrastała. Nie wiem. Ciężko mi jest to sobie wytłumaczyć.
Ja uważam, że człowiek jest dziełem Boskim, ale pod duchową postacią. Uważam, że Bóg tworzy naszą duszę, nie ciało. Ciało zależne jest od naszych rodziców, od tego jakie geny się połączą. Kolor oczu, skóry, włosów, grupa krwi, wysokość, sylwetka - to wszystko jest mieszanką genów naszych rodziców. Nie Boskich. Dusza pochodzi od Boga. Może macie sprzeczną teorię, jeśli tak - chętnie o niej poczytam.
Ciężko powiedzieć czym jest dusza. Jest niematerialna, nikt jej nie widział, choć dochodzą słuchy, że medium widzi aurę naszej duszy, że ktoś tam widział jak dusza opuszcza ciało i to sfotografował specjalnym sprzętem. Cóż - widziałam to zdjęcie, ale w czasie, kiedy photoshop jest używany nawet do zdjęć znajdujących się na płatkach śniadaniowych, gdzie są same płatki - nie można ufać temu co się widzi na zdjęciach, ilustracjach, filmach, reklamach.
Całkiem niedawno czytałam artykuł o kobiecie, która widzi duchy. Czuje je. Twierdzi, że po śmierci nasza dusza nadal żyje tak jakby dalej była ucieleśniona. Coraz częściej ktoś twierdzi, że dusza żyje swoim życiem po śmierci cielesnego właściciela.
Kiedyś nauczycielka na religii obwieściła, że nie mamy w gruncie rzeczy prawa płakać za zmarłymi. No to ją wyśmiałam. Tracimy bliską osobę i co? Mamy cieszyć się i radować? Dla mnie to jest głupota. Człowiek jest istotą, która bardziej przywiązuje się do ciała niż do duszy. Przywiązujemy się do naszej mamy, nie do jej duszy, do naszego partnera, a nie do jego duszy. Kochamy wszystkich ludzi, którzy są nam bliscy. Więc nie rozumiem dlaczego mamy za nimi nie płakać. Może i ich dusze wędrują gdzieś blisko nas, ale nie są cieleśni. Nie możemy z nimi porozmawiać. Nie możemy ich zobaczyć. Nie czujemy ich przy sobie. Właśnie dlatego płaczemy, bo wiemy, że nigdy już ich nie spotkamy jako tych, których znaliśmy.
Kiedyś ta sama pani powiedziała, że spotkamy naszych bliskich w Niebie, ale nie będziemy wiedzieli kim dla siebie byliśmy na ziemi. Skąd ona to wie? Nie przypominam sobie, by podparła się faktem.
Jestem trochę takim Niewiernym Tomaszem.
Pamiętam idąc do liceum zarzekałam się, że nie będę chodziła na religię. Pewnie myślicie "Taka z niej wierząca jak z koziej dupy trąba". Moment. W gimnazjum miałam nauczycielkę, która przerabiała z nami głupi podręcznik do religii w którym co roku było to samo i przez podstawówkę i przez gimnazjum. Dziesięć lat mówienia o tym samym rok w rok. Po co mi było to dalej? Ale stwierdziłam, że najpierw pójdę na religię i zobaczę czego naucza ksiądz. I już na pierwszej lekcji jego technika nauczania mnie zachwyciła.
Przez ostatnie dwa lata przerobiliśmy z nim Stary i Nowy testament, o czym wiele rozmawialiśmy i uczyliśmy. Później przyszedł czas na naukę Siglów i poszczególne tematy na temat działalności Jezusa. Przerobiliśmy również dwadzieścia cztery rodzaje krzyży, ich etymologię, znaczenie. (Co ostatnio mi się bardzo przydało), przerobiliśmy kilka przykazań wg nas, uczniów - najważniejszych, a teraz przerabiamy sobory i ikonografię. Religia stała się interesująca, aż chce się tam iść i posłuchać o tym wszystkim. Mówiliśmy o powstawaniu pierwszych kościołów i tak dalej. To wszystko może być interesujące tylko trzeba umieć to wyłożyć, tak, by młodzież zainteresować.
Znajomość znaczeń poszczególnych krzyży bardzo mi się przydała, gdy byłam w Gdańsku na starówce. Była sobie pani ze straganem i sprzedawała breloczki, pocztówki, różne pierdoły i breloki na szczęście. No i moja mama podeszła do tablicy z brelokami i czyta, który co oznacza, doszła do krzyża, który nazywa się Anch lub Egipski. Pod nim wisiało wyjaśnienie "Znak, który chroni przed wszelkim złem i jest pomocą dla kierowców. Daje nieśmiertelność" Patrzę, a ona już go zamierza kupować dla taty, który nomen omen jest kierowcą. Kazałam jej go zostawić. Patrzyła na mnie jak na debila, ale jak wytłumaczyłam jej jakie jest jego prawdziwe znaczenie to stwierdziła, że dobrze, że go nie kupiła. Otóż teraz bardzo często jest używany przez wiele grup okultystycznych, przez maniaków seksualnych pasjonujących się orgiami. Fakt - w starożytnym Egipcie wierzono, że jest to znak płodności, nieśmiertelności, dający wieczne zdrowie. Ale to taka dygresja. Po prostu trzeba zwracać uwagę na to, co nosimy na szyi i ciele. Żeby nie wyszło, że jesteśmy członkami sekty, o której pojęcia nie mamy. O, o sektach też mówiliśmy.
Niczego pewnymi być na tym świecie nie możemy. Jest tak wiele teorii ludzkości, tak wiele spostrzeżeń i sprzecznych dowodów, że każdy musi wierzyć w swoje odczucia i spostrzeżenia.
Człowiek to istota bardzo przekorna i niedoceniająca, o czym przekonałam się na samej sobie. Nigdy nie pomyślałam - "Mam dobre życie, bo jestem zdrowa, a przynajmniej mogę normalnie się poruszać". Nie pomyślałam tak dopóki nie doznałam kontuzji. Teraz w najgorszym wypadku czeka mnie operacyjne leczenie więzadła strzałkowego lewego stawu kolanowego. Boję się, strasznie. Wiem, inni nie mają nogi, dwóch, albo jeżdżą na wózku. Ale ja prawie mdleję na myśl, że ktoś miałby grzebać mi w mięśniach, centralnie przy samych kościach najważniejszego stawu w moim ciele. A jakby coś jeden z drugim zepsuli zamiast naprawić?
Nie możemy być niczego w życiu pewni na sto procent. Nawet sami swoim zmysłom nie zawsze możemy ufać. Różne rzeczy się dzieją i trzeba umieć to wszystko ogarnąć.
Postanowiłam, że skoro znam dokładnie ewolucję człowieka według biologii postanowiłam to poznać z drugiej, przeciwnej strony, czyli przeczytać Pismo Święte. Sama sobie życzę powodzenia, żebym przypadkiem nie zwątpiła, zamiast pogłębić swoją wiarę.
Pewni ludzie nie wierzą w nic. A są jeszcze lepsi, którzy mnie śmieszą - wierzą w istnienie szatana. Dzieci drogie kochane - jeśli istnieje szatan istnieje też Bóg i w drugą stronę. Albo wierzysz, albo nie. A nie, albo w Boga, albo w szatana. Nie ważne czy jest to nasz chrześcijański Bóg, czy bogowie innych religii. Chodzi o to, by wierzyć w swoją religię. Każdy może wierzyć w swoją religię. Nie przeszkadza mi inna wiara drugiego człowieka, dopóki nie zabija dla swojego boga, bo to już ani ciekawe, ani mądre, ani humanitarne, ani fajne. Jeśli ktoś wyznaje ateizm czy deizm - niech sobie w to wierzy, tylko niech nie obraża wyznawców chrześcijaństwa. Jeśli ktoś mówi mi, że moja religia jest głupia, to kłócę się z tą osobą, bo każdy MOŻE wierzyć w co tylko chce i jak ktoś nie wierzy całkowicie w nic to niech się odpierdoli od mojej religii. Od mojego Boga i od mojej wiary. Sama czasami najeżdżam na księży, ale ja wyznaję wiarę w Boga, nie w kapłana, więc niech sobie robią co chcą tylko tak, by ludzie nie widzieli, bo przynoszą durnie hańbę kościołowi. Jeśli jest to zgodne z ich sumieniem niech robią co chcą. Są materialiści. Są dziwkarze. Ale są też dobrzy ludzie, którzy pomagają innym, którzy doskonale przekazują swoją teologiczną wiedzę i nauczają wiernych. Nie wrzucajmy ich wszystkich do jednego worka, bo są różni.
Pytań w związku z ludzkością i wiarą można postawić multum. Chciałabym studiować teologię, tak dla siebie, nie żeby uczyć religii w szkole czy zostać zakonnicą. Chciałabym po prostu wiedzieć to wszystko, co wiedzą duchowni.
Ciekawy post.
OdpowiedzUsuńTeż często zastanawiam się nad teologią swojej wiary - chrześcijaństwa. Wątpię w sens tych wszystkich sakramentów, ale nie mnie decydować o ich słuszności. Wierzę w Boga, ale nie w Kapłana i Kościół.
Nauczyciel religii (czy też jakiegokolwiek przedmiotu) ma bardzo duże znaczenie, czy go polubimy i zrozumiemy, czy też nie.
Pozdrawiam!
http://my-logorrhea.blogspot.com/
Widzę, że mamy podobne spostrzeżenia jeśli chodzi o nauczanie religii. Trzeba mieć odpowiednie podejście, potrafić zainteresować młodzież. Niestety nie wszyscy są spragnieni tej wiedzy. Moim zdaniem mimo, że ktoś religii nie lubi mimo, że ktoś tam nudzi ale jako wierzący powinien mieć chociaż tą podstawową wiedzę. Niestety patrząc na moich rówieśników, którzy na lekcjach religii wypowiadają się i nie mają zielonego pojęcia o czym mówią, bo mówią same głupoty... Ręce opadają.
OdpowiedzUsuńNie zgodzę się tylko z jednym stwierdzeniem. Nie ma człowieka, który nie wierzy w nic. Owszem, są ateiści, który nie wierzą w Boga ale wierzą np w naukę. Wierzą np, że Ziemia jest okrągła mimo, że nie sprawdzili tego/nie mogli sami się przekonać.
Powiem szczerze, że sama nie raz myślałam o studiach teologicznych. Chciałabym wiedzieć jak bronić wiary gdy ją ktoś atakuje ale też chciałabym mieć (podobnie jak ty) wiedzę taką, jak duchowni. Imponuje mi to. Często brakuje mi rozmów z kimś uduchowionym/głęboko wierzącym, który jakoś pomoże mi zrozumieć to, czego nie potrafię pojąć sama. Ciągle noszę się z zamiarem przeczytania Pisma Świętego ale jakoś odsuwam to w przyszłość.
Bardzo ciekawy post. Pozdrawiam
http://najaramsie.blogspot.com/
nauczanie religii w szkołach nijak się ma do prawdziwej wiary. To raczej odwalanie nudnego obowiązku. Chyba, że... trafi się na osobę, która wierzy w prawdziwym tego słowa znaczeniu i potrafi się tą wiara podzielić. Niestety niewiele jest takich osób.
OdpowiedzUsuńreligia, temat rzeka. jeśli o szkoły to katecheci, czy księża, czy nawet zakonnice powinny mieć podejście do młodzieży, zaciekawić ich, a nie tylko odwalić swój obowiązek. jeśli chcą nas zachęcić do kościoła to niech nam pokażą, że chodzenie ma jakiś sens. spektakle, ciekawe msze młodzieżowe - to jest coś. dobrze chociaż, że namiastka tego jest u mnie.
OdpowiedzUsuńciekawy post, nawiasem :)
czemu cię zatkało? / linshi
Dobrze, że poruszyłaś ten temat :) Ja wierzę w Boga, ale tak jak napisałaś w BOGA, a NIE w kapłanów. Dlatego do księży mam awersję. Nie do wszystkich. Znałam kilku w porządku, z POWOŁANIA. Dla Twojego księdza wielkie pokłony. Rozmawiacie o religii. Ja o tematach czysto religijnych rozmawiałam tylko w podstawówce. Od gimnazjum do teraz na RELIGII! poruszane są tematy związane z seksem, aborcją, hazardem, masturbacją, nałogami. I straszenie, że jeśli przestanę być dziewicą przed ślubem, to Bóg mnie ukaże. No kurwa. Zapamiętałam z rekolekcji, na których byli zakonnicy (przyjechali do nas pociągiem, a nie Mercedesem...), jak powiedzieli, że Bóg jest miłosierdziem i chce mojego szczęścia. Więc jeśli będę szczęśliwa żyjąc np. "na kocią łapę" z osobą, którą kocham nad życie, to Bóg też będzie szczęśliwy. I w tym momencie zdanie kapłanów mnie po prostu wali ;) Myślę, że ważne jest, by świadomie nie krzywdzić innych i być dobrym.
OdpowiedzUsuńPopieram to, co piszesz i mam nadzieję, że będziesz w tym trwała jak najdłużej :)
Nie chciałabym się wypowiadać na tematy wyższe ode mnie.
OdpowiedzUsuńnie wiem co powiedzieć, bo chyba tak na prawdę w nic nie wierzę...
OdpowiedzUsuńja też nie umiem komentować takich postów,ale je bardzo lubię :)
OdpowiedzUsuńBiblia to przenośnia. Nie ma co się zastanawiać nad sensem istnienia Adama, Ewy i ich synów, bo są oni tylko mateforą, a Bóg stworzył duszę, nie ciało (przynajmniej w mojej opinii). Jeśli spojrzysz na to z tej perspektywy, to obie teorie piwstania człowieka nie nachodzą na siebie. Śmieszą mnie katecheci, którzy sądzą, że we wszystkim mają racje, pamiętam te pytania z podstawówki ,,czy jeśli ktoś coś tam, ale coś tam, to czy idzie do nieba?'' ,,prawdopodonie do czyścca''. Kim ci ludzie są, żeby o tym wiedzieć? Nie lubię religii, moje pytania zzwyczaj muszę powtarzać kilka razy, a i tak nie doczekam się konkretnej odpowiedzi. Zamierzam rzucić to w cholerę i tyle. Cały ten przedmiot ma chyba na celu narzucać dzieciom katolicyzm (warto zauważyć, że trzeba przynieść zgodę, aby NIE chodzić na relgię, a nie odwrotnie). Uczyć się o Bogu powinniśmy się w Kościele, a nie w szkole. Mimo to cieszę się, że masz fajnego nauczyciela, który Was czegoś uczy, a nie pieprzy bez ładu i składu.
OdpowiedzUsuńNaprawdę żaden ksiądz ani katecheta nie powiedział Ci, że to co jest zawarte w Piśmie Świętym to "Poemat o stworzeniu świata"? A poemat, jak to poemat, nie musi być prawdą.
OdpowiedzUsuńOczywiście, że możemy porozmawiać ze zmarłymi i czujemy ich blisko siebie. Każdy, komu zmarł ktoś naprawdę bliski, kogo bardzo kochał, potwierdzi to.
Ja to czuję, naprawdę czuję i wiem.
Bierzesz biblię zbyt dosłownie. Powinnaś rozpoznawać taką banalną symbolikę jaka jest w niej zawarta. Adam i Ewa to tylko symbole kobiety i mężczyzny, co nie oznacza że na początku było tylko dwóch przedstawicieli rasy ludzkiej....
OdpowiedzUsuńJa nie mówię, że to co tam jest, jest całkowitą prawdą i wiem, że to symbole. Nie wiedziałam, że muszę o tym nadmienić, by nie zostać źle zrozumianą.
UsuńBędąc jeszcze w gimnazjum zabrałam się za czytanie Pisma Świętego. Zaczęłam od Starego Testamentu, a nie od Nowego Testamentu jak wszyscy "gorliwi" chrześcijanie radzą. Faktycznie, można tamtejsze historie traktować dosłownie jak i przenośnie, choć spróbuj znaleźć drugie dno w historii dwóch córek Lota, które upiły ojca, aby mieć z nim dzieci, ponieważ mieszkali na pustkowiu. Jako kobieta z wieloma treściami się nie zgadzałam jak i uważałam za niesprawiedliwe, ale cóż, musimy się pogodzić z łatką "tej słabszej i nieczystej płci". Ale nie o tym miałam pisać.
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim chciałam też zauważyć, że lekcje religii zależą od księży / katechetów / ojców. W III klasie gimnazjum uczył nas ojciec franciszkanin, niewiele po 30 i chodzący w habicie i glanach. Te lekcje były dobre, bo poruszał tematy, które nas młodych powinny interesować jak aborcja, eutanazja, wojny, narkomania itd. W liceum natomiast trafiłam na katechetę, który równie dobrze potrafił zainteresować tematem moralności, mówiliśmy o różnych religiach, okultyzmie, miłości, satanizmie, małżeństwie itd. Także życzę każdemu jak najlepszego katechety / księdza, aby jednak ta religia była interesującym przedmiotem.
Sama siebie nie uważam za wierzącą osobę, ale podziwiam osoby, które widzą w tym sens. Ja niestety od wielu lat widzę w tym tylko komercję, staromodność, wyzysk. Może chrześcijaństwo potrzebuje małej rewolucji, bo póki co mam wrażenie, że pieniądze są najważniejsze.
Powinniśmy się cieszyć tym co mamy. Największe wrażenie robią na mnie filmy dokumentalne o deformacjach, wadach genetycznych i chorobach. Wtedy dopiero doceniam swą "normalność" i zdrowie.