1. Harry Potter - Książka, której nie chciałam nigdy przeczytać, książka, którą uważałam za głupią i zapewne nudną. Za każdym razem jak Tancerz o niej wspominał miałam dość jego ględzenia o tym, jaki to Harry jest wspaniały, ciekawy, interesujący i dobrze napisany. Myślałam sobie: "Magia? To nie dla mnie." Po wielu namowach i rozmowach postanowiłam przeczytać. Początki były naprawdę bardzo oporne. W ogóle nie mogłam się "wgryźć" ani zaciekawić. Pewnego razu, w autobusie doszłam do wniosku, że skoro mam ją przy sobie to zacznę czytać jeszcze raz i zaczęłam. Wsiąkłam na jakiś czas. Popołudniami zamiast się uczyć, ciągle czytałam Harrego Pottera, jednak jest to sporo stron. No i zawsze to siedem tomów. Historia jak dla mnie fantastyczna, bo ja to taka dziewczyna od fantasy trochę. Dlaczego akurat HP? Bo często do niego wracam, bo ulubiłam sobie świat magii, może na początku saga jest troszkę za grzeczna, ale później akcji nie brakuje. Z każdym tomem kochałam książkę bardziej i bardziej. A razem z nią J.K Rowling za to, że napisała Harrego. Jako, że po każdej przeczytanej książce od razu sięgałam po film miałam porównanie, filmy to nie to samo, ale też je lubię. Ponadto w Harrym mamy wiele barwnych postaci, fajnie opisaną akcję i naprawdę wciąga. Nie można zapomnieć też o tym, że Harry Potter to skarbnica pięknych i bardzo mądrych sentencji. Początkowo nienawidziłam Severusa i Dracona, ale później się do nich przekonałam, wiadomo, Dracon bo to taki niegrzeczny chłopiec, ostatecznie do Draco przekonałam się po obejrzeniu filmów, uwielbiam akcent Feltona przez co postać zrobiła się trochę barwniejsza. A Severus - polubiłam go w ostatniej części. No i Lupin, uwielbiam Lupina. Ulubiony tom? Nie mam takiego. Nie mam też ulubionej sceny, ja nigdy nie mam jednej ulubionej rzeczy.
2. Jeden dzień - po prostu uwielbiam tą historię. Na początku ciężko było mi się połapać o co w tym wszystkim chodzi. Emma i Dexter spotykają się raz w roku, piętnastego lipca, przez dwadzieścia lat. Całkowite przeciwieństwa, ona z marzeniami o spokojnej pracy, ale satysfakcjonującej, kochająca pisarstwo, a on człowiek goniący za pieniądzem, za popularnością. Książka wydawałaby się nudna, ale nie jest, fajnie mi się ją czytało, niebanalna historia, przynajmniej ja nie spotkałam się z niczym podobnym. Ja od początku wiedziałam, że oni będą razem, ale chwała Bogu nie znałam zakończenia, gdzie płakałam jak bóbr, czy to właśnie czytając książkę, czy później oglądając film. Jako, że jestem bardzo uczuciowa to ostatnie strony poruszyły mnie do tego stopnia, że aż mama sprawdzała czy wszystko w porządku. Pan Nicholss ma bardzo lekkie pióro, bardzo wygodnie i szybko się czyta, przynajmniej dla mnie. Książka kryjąca pewne niejasności, momentami może naciągana, ale miło ją wspominam i patrząc na nią robi mi się mimo wszystko na sercu cieplej, bo ona kochała go całe życie, a on kretyn zrozumiał to po kilkunastu latach. Oboje trwali w dziwnych związkach nie kochając tak naprawdę partnera. Jeden dzień nie jest szczególnie długi, szczególnie inny, ani nawet wybitny, po prostu dobra książka. Ot co. Mnie urzekł.
3. Ostatnia piosenka - kupiłam ją będąc na wakacjach w stolicy i od razu przeczytałam pierwszy rozdział, szczerze mówiąc okładka zarówno mnie zachęciła jak i zniechęciła. Zniechęciła, bo zobaczyłam na niej zdjęcie Miley, nie przepadam za nią, ale to nieważne. Zachęciła, bo w takich ciepłych kolorach, lubię takie zestawienia, a poza tym nie czytałam wcześniej nic Nicholasa Sparksa. Opowieść o zbuntowanej dziewczynie, zakochanej w najprzystojniejszym chłopaku i jej ojcu, który jak się później dowiadujemy cierpi na nieuleczalną chorobę. Książka pełna perypetii i zmagań z codziennością każdego z bohaterów. Ona? Zbuntowana, nie biedna, ale i nie bogata, szukająca w życiu celu. On? Bogaty, przystojny, wysportowany. (Swoją drogą typowy schemat, nie?). Może i jest to tandetna historyjka, ale w momencie kiedy ojciec Ronnie umiera płaczę jak nie wiem co i to naprawdę nie moja wina, że jestem tak uczuciowa. Po prostu nie lubię jak mi autor zabija fajnego bohatera, co Sparkowi zdarza się w każdej książce, bo jak to tak nie zabić kogoś na koniec? Do kolekcji płaczliwych książek zaliczam również kolejną pozycję na mojej liście.
4. Jesienna miłość - na podstawie, której zekranizowano Szkołę uczuć (kto to w ogóle tłumaczył?). Schemat podobny, bardzo wierzące dziewczę poznaje bogatego i najprzystojniejszego chłopaka. Zakochują się w sobie, a ona umiera. To bardzo duży skrót. Chyba każdy z nas choć raz widział ten film. Nie miałam pojęcia o istnieniu książki, dlatego pierwszy był film, a ja nigdy nie oglądam filmu dopóki nie przeczytam książki, dlatego do dziś nie oglądałam Władcy Pierścienia. Nieważne, wróćmy do Landona i Jamie. Jamie jest siedemnastoletnią (bodajże) córką pastora, nie może zapraszać chłopców do domu, ciągle czyta Biblię i niesamowicie wierzy w Boga. (Myślę, że sam Sparks jest bardzo wierzący, bowiem Bóg i Biblia przewijają się w jego książkach nie raz i nie dwa.) Jamie i Landon poznają się po tym jak chłopak narobił sobie problemów i musiał to odrobić, dziewczyna z dobrego serca pomaga mu, jednakże prosi go, aby nigdy się w niej nie zakochał. Landon początkowo ją wyśmiał, a później wpadł po uszy, bardziej niż ja w całkiem innej historii. Spędzają razem cudowne lato, ba, biotą nawet ślub. Niestety Jamie ma białaczkę, o czym Landon dowiaduje się oczywiście przed ślubem. Dzięki niej zmienia się, jest innym człowiekiem i studiuje medycynę. Momentami ciężka książka, w sensie, że smutna.
5. I wciąż ją kocham - ostatnia na mojej dzisiejszej liście książka N. Sparksa, ile można promować tego samego autora? No, do rzeczy. Oczywiście jest to książka o miłości. John poznaje olśniewającą Savannach, oczywiście latem. Książka czyta się bardzo przyjemnie, jednym tchem, jak już pewnie zauważyliście Sparks mi sprzyja. Wszystko pięknie, ładnie, tylko, że nasz bohater jest żołnierzem i służy w armii, przez co musi zostawić uroczą Savannach. Smutne, ale prawdziwe. Obiecują sobie, że zawsze będą razem, że będą na siebie czekać. Piszą do siebie listy, ale w pewnym momencie to wszystko blaknie, ona zrywa i tu pojawiają się tak zwane schody. John jest tym załamany, nie dziwię się, ja też bym była, może trochę sam jest sobie winien, bo przedłużył kontrakt po ataku na WTC, ale służył swojej ojczyźnie, a ona czepiała się, że miał czelność przedłużyć kontrakt. Chwila, impuls i John stracił dziewczynę. Historia jest smutna, bo Savannah bierze ślub ze swoim chorym na raka przyjacielem. (!) Spotykają się po jakimś czasie, ale w gruncie rzeczy oboje nadal się kochają. Z tego co pamiętam nikt nie umiera, ale to ich rozstanie jest wystarczająco dramatyczne, ażeby kogoś uśmiercić. Książkę przeczytałam w dwa, góra trzy dni i bardo długo na nią czekałam. Po tym jak skończyłam ją czytać byłam wściekła i przysięgam, że miałam ochotę pobić autora, choć nie przystoi. Ale co ja poradzę? No co? Ja po prostu oczekiwałam czegoś z Happy Endem wreszcie, a tu rozstanie głównych bohaterów. Zonk.
6. S@motność w sieci - moja ulubiona Polska książka. Nie wiem jaki Leon jest w innych książkach, ale samotność jest fenomenalna. Książka na którą również długo czekałam, zresztą z własnej winy, ale zakochałam się w tej pozycji. Ona i Jakub. Jakub i Ona. Jakby ich nie ustawić to i tak będą kochankami z Internetu. Poznali się całkowicie przypadkiem, ona napisała akurat do niego, bo tak wyszło. Tak trafiło. Ich znajomość rozwija się w Sieci, jak sam tytuł mówi. Książkę czytałam z zapartym tchem, szybko. Czytałam dniem i nocą. Po zapoznaniu z lekturą napisałam nawet maila do autora, mam nadzieję, że przynajmniej przeczytał, bo nigdy nie sądziłam żeby odpisał. Lubię tą historię, bo mi się bardzo kojarzy. Lubię tą historię bo jest smutna. Bo ta kobieta i ten mężczyzna byli samotni. Bo to dramat. Bo to kilkaset stron o miłości, smutku, samotności, pustych nocach i trudnych dniach. Bo to książka o znajomości w tych czasach już niespiecyficznych. Bo Jakub kochał ją nad życie. Bo ona wybrała męża. Bo to książka o której wiele słyszałam i musiałam ją przeczytać. Po prostu uwielbiam.
7. Intruz - Fantasy. Gatunek mówi sam za siebie. Uwielbiam Intruza, bo to książka o przyszłości, trochę niezrozumiała na początku, ciężko przebrnąć przez pierwsze strony, ale później czytelnik łapie już o co chodzi i czyta z ogromnym zainteresowaniem. Książka opowiada o duszach, które przybywają na ziemię i zajmują ludzie ciała, opowiada o czasach, jakich my już nie zaznamy, nowoczesna technologia, zamiast lekarza uzdrowiciel, leki typu: bezból i wszystko robione w oka mgnieniu. Ludzie uciekają przed duszami, boją się dusz. Ukrywają się w głębi kontynentów, bojąc się tego, że dusze nadejdą i przejmą ich ciała. Dusze są dobre, traktują człowieka jako coś, w czym mogą żyć, ale dusze nie czują, nie mają uczuć i emocji. W ciele Melanie umieszczona zostaje niejaka Wagabunda, z którą dziewczyna walczy, pokazuje jej swoje emocje, uczucia, wspomnienia. Mel i Wanda zawierają ze sobą pakt, bowiem i Wanda poczuła coś do ukochanego Melanie. Mężczyzna ukrywa się z innymi nieopanowanymi przez dusze na pustyni, od momentu wyruszenia na poszukiwania zaczyna się akcja, która trwa nieustannie do samego końca książki. Polecam wszystkim, który lubią fantasy i nie pogardzą dobrą, niebanalną historią. Cały czas oczekuję premiery ekranizacji. (05.04.2013).
8. Saga Zmierzch - to saga, od której zaczęło się moje nałogowe czytanie książek i chyba dlatego tak bardzo ją lubię i tak często do niej wracam, tak średnio raz na pół roku. Historia może trochę banalna - jak większość w tych czasach, ale nieważne. Czytało mi się ją bardzo fajnie, przesiedziałam nad nią całe święta Bożego Narodzenia 2008, bowiem pierwsze trzy części dostałam w prezencie, sama byłam zdziwiona, że jestem w stanie tak dużo przeczytać, ale to przerodziło się w maniakalne czytanie. Książki uwielbiałam naprawdę bardzo, bardzo mocno, do obejrzenia filmu, który zrobił na mnie okropne wrażenie i nadal robi nienajlepsze, prócz ostatniej części, którą naprawdę fajnie nakręcili i wbiła mnie w fotel. Ok, ale dziś nie o filmach. Bella to zwykła dziewczyna, a Edward to Grecki bóg i adonis, tak. W dodatku wampir. Takie to nierealne, wiadomo, ale wszędzie teraz pełno miłości młodych dziewcząt i seksownych wampirów. Ale mówimy nadal o książkach, a nie o aktorach ów role odgrywających. Moją ulubioną postacią jest chyba Alice. Jasper też jest fajny. Jak już się go troszkę pozna. Ogólnie pomysł niezły, wykonanie w miarę, komercha - na całego. Ale wiele zawdzięczam tej serii, gdyby nie to nigdy nie pomyślałabym, że czytanie jest fajne. Dzięki temu poznałam wiele wspaniałych książek, ale nie dam rady wszystkich ich opisać.
9. 50 twarzy Greya - Któż z nas nie słyszał o "Fifti szades of Grej?" Cóż, pierwszą część dostałam w prezencie, długo czekała, aż w ogóle na nią spojrzę, stało się i wzięłam się za seksownego Greya i młodziutką Anę. Pierwszą część pochłonęłam, drugą również, a trzecia nudziła mnie koszmarnie. Nie wiem dlaczego, ale każdego kogo znam nudzi ostatnia część tej serii. No nie jest zachwycająca. Cała seria nie jest zachwycająca. Zepsute tłumaczenie, kompletnie mi się nie spodobało. Nie podobało mi się również zastąpienie "Kurwa" słowem "Kuźwa". Nie czyta tego przedszkolak, tylko dorosły człowiek więc chyba wie co to kurwa i może jej używać i o niej czytać kiedy mu się podoba. O. Jest to książka typowo +18 i przeczytały ją tysięce kobiet na świecie. Dlaczego jest fenomenem? Nie wiem. Ale dostarczyła mi tyle radochy i śmiechu, że musiałam ją tutaj zakwalifikować. "Moja bogini zrobiła właśnie Arabeskę", "Ano! musisz jeść!", "Och, mój Szary, seksowny Grey". I inne takie, przeczytajcie, sami się pośmiejecie, mówię wam. A poza tym nadmienię, że miałam okazję czytać lepsze, autorskie opowiadanie z podtekstem erotycznym niż sceny seksu opisane przez E L James. Nie zniechęcam Was, bo sama chętnie to przeczytałam, mimo tego nieciekawego języka książka wciąga, ale cóż. Pomysł dobry, gorzej z realizacją.
10. Seria Szeptem - Seria czterech książek o upadłym aniele i młodej Norze (kto swoje dziecko Nora nazywa?). Oczywiście miłość na zabój, ale dobra, to już wiemy i pewnie się domyślamy. Trwa walka pomiędzy Nefilami i upadłymi aniołami, Patch to upadły anioł, a Nora jak się później okazuje jest Nefilim. Spotykają na drodze wiele przeciwności, ogólnie historia ciekawa, całkiem interesująca, wiele akcji, wiele intryg, dobrze się czytało. Nie wracam do tej książki, tak samo jak do pozycji numer dziewięć ale czytanie wspominam miło, tym bardziej, że Patch ponoć był takim ciachem, że szok, ciekawe. Tu na szczęście jest happy end, na ostatnią książkę czekałam aż rok, początkowo nie mogłam się doczekać, koniec końców przegapiłam premierę i książkę przeczytałam dopiero dwa miesiące po niej. Jeśli ktoś lubi fantasy to jest to książka dla niego, lecz jeśli w ogóle to Cię nie pociąga to nawet nie oglądaj okładek. Byłam ciekawa zakończenia, ostatnia książka była bardziej zaskakująca niżeli poprzednie co chyba jest plusem, bo budzić zaciekawienie w czytelniku przez cztery tomy to już jest coś, a co tu mówić o siedmiu, które zrobiły fenomen? Oczywiście mowa o Harrym Potterze i J.K Rowling?
*****
Polecenie brzmiało "Twoja ulubiona książka". Wyszło dziesięć, takie tam małe odchylenie od reguły. Ja nie potrafię mieć jednej ulubionej rzeczy, po prostu. Tak jest z płytami, książkami, długopisami, kubkami i bluzkami. Może lista nie jest najciekawsza. Lubię fantasy i romansidła, co poradzę? Czytam też kryminały, ale jakbym miała wypisać jeszcze książki Browna i Cobena to w ogóle cały wieczór spędziłabym nad postem, który i tak pisałam kawał czasu. Cały dzień spędziłam z matematyką, trzydzieści zadań i szczerze mówiąc mam już dość.
Początkowo miałam opisać tylko pięć książek. Ogólnie powinnam wymienić tu wszystkie te, które posiadam (wszystkie powyżej prócz kilku tomów HP) mam w swojej prywatnej biblioteczce, ale i HP kupię, nie bez tego. Ale nie teraz, bo i tak kryzys finansowy wkradł się do mojego portfela.
Miłego tygodnia, kochani, oby zleciał jak najszybciej!
Wczoraj minęło pół roku. Nadal żyję.






Muszę obejrzeć/przeczytać "Jeden dzień"! To opowieść, która chyba jest mi dość dobrze znana, powiedziałabym, z życia wzięta. Chcę się przekonać, jak skończyła się w tym przypadku.
OdpowiedzUsuńHmm, nie mamy wielu punktów zaczepienia w tej materii XD Uwielbiam HP, ale Sparksa osobiście mocno nie trawię - nie lubię takich rzewnych historyjek :) I w sumie tylko w temacie HP pokrywają się nasze gusta - bywa :D
OdpowiedzUsuńkured, prawie wszystko czytałam, co tu wymieniłaś :D Intruza zaczęłam, ale mi się nie spodobał, a Jeden dzień po prostu ubóstwiam *.*
OdpowiedzUsuńMam w planach przeczytanie Greya w najbliższym czasie ;D
OdpowiedzUsuńHarry Potter, Szeptem, Intruz - też kocham te książki :)
Co do Ostatniej piosenki i Wciąż ja kocham to oglądałam filmy i to raczej nie moje klimaty. Zmierzch czytałam i zupełnie nie odpowiada mi historia, mimo że Intruza kocham :)
Jednakowoż, płakanie przy czytaniu książki, to ciekawa ucieczka od codzienności. :)
OdpowiedzUsuńprzeczytałam tylko sagę zmierzch i straciłam czas na obejrzenie filmu pt. szkoła uczuć, co niby jest na podstawie tej książki - nie wiem, nie znam się. a Harryego nigdy nie przeczytalam... i mi nie spieszno do tego. ;)
OdpowiedzUsuńnie, ale u nas jest moze skucsze sie na poejchanie na casting do Katowic. ;)
Czytałam HP, Zmierzch i Sparksa. :)
OdpowiedzUsuńChyba musisz usunąć mojego bloga z obserwowanych i wrzucić jeszcze raz, może to przez zmianę adresu.
A teraz?
OdpowiedzUsuńHarry Potter - przeczytałam wszystkie części i to dosyć niedawno a mam prawie 20 lat i nie żałuję :) reszta mnie zaintrygowała, aż chyba udam się do biblioteki!
OdpowiedzUsuńGreya przeczytałam :d w domu mam Jeden dzień i zabiorę się za te książkę tak samo jak za "I wciąż ją kocham" :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam niecałą pierwszą część Pottera i przyznam szczerze, że również nie ciągnie mnie do tej serii. ;-) Natomiast czytałam "Ostatnią piosenkę", "Samotność w sieci" i sagę Zmierzch, czego nie żałuję.
OdpowiedzUsuńOhohoh, ktoś tu bardzo lubi Sparksa :) Bardzo fajnie, bo jest naprawdę świetny w tym, co robi. Czytając Jesienną miłość nie mogłam opanować łez. Z resztą, mam to przy większości jego książek.
OdpowiedzUsuńPOTTER! Powinnam od niego zacząć, ale ilość Sparksa przechyliła szalę. No cóż, potteromaniacy powinni trzymać się razem, a więc PIĄTECZKA :D Snape'a uwielbiałam od początku, choć trochę się go bałam. A Rickman w filmach, no po prostu cud, miód i orzeszki! Lupina też lubię :) A ulubiona część? Zdecydowanie Książę Pół-Krwi. :)
Do "50 Shades of Grey" chyba się nie przekonam. To nie dla mnie chyba ;)
Harry Potter <3Ja czytam Książę Półkrwi
OdpowiedzUsuńZapraszam na swój blog. Trwa na nim rozdanie ! Do wygrania dwie pary conversów :
http://essently.blogspot.com/2012/12/conversowe-rozdanie.html?showComment=1358874303739#c8910033450967935360
Coś mi się wydaje, że chyba jesteśmy podobnie wrażliwe :P Tzn. ja też lubię sobie popłakać czytając książkę czy oglądając film i to nawet bardzo szybko mi przychodzi. Koleżanki zazwyczaj się wtedy dziwią - jak to? z czego? a mnie najdrobniejszy element może wzruszyć;)
OdpowiedzUsuńPottera nie czytałam, odpycha mnie tak jak chyba kiedyś Ciebie. Zmierzch luuuubię, a w planach mam do przeczytania Ostatnią przystań Sparksa, bo właśnie ostatnio dostałam :)
Harry, Intruz, Grey, Szeptem tak, reszta zdecydowanie nie :):)
OdpowiedzUsuńSporo tego :) Ale same dobre pozycje!
OdpowiedzUsuńHarry Potter to już klasyka. Powiem Ci że też początkowo byłam na nie, pamiętam że czytaliśmy fragment na lekcji w podstawówce i jakoś mnie nie zachęcił. Widać potrzebowałam czasu żeby dojrzeć i pokochać tą magiczną książkę. Też lubię czytać romansidła, jeszcze ciekawiej jest jak nie ma spodziewanego happy endu.
Ba i Cię zaskoczę nigdy nie oglądałam "Szkoły uczuć" ;)
Greya i Jednego dnia nie czytałam, przez Intruza natomiast mimo usilnych starań nie przebrnęłam. Resztę znam i w większości doceniam, chociaż po czasie jaki minął od czytania Zmierzchu zastanawiam się, co mnie w tej książce tak ciekawiło. No, ale ciekawiło :)
OdpowiedzUsuńW połowie nasz gust książkowy zgadza się idealnie. ^^
OdpowiedzUsuńczytałaś "Bezpieczną przystań" Sparksa? też dobra ;D
OdpowiedzUsuńa co do rodziców - wiem, aż za dobrze...
No ja wypożyczyłam, ale szybko przeczytałam, mega mi się podobała c:
OdpowiedzUsuńJa przeczytałam Greya wszystkie trzy część na jednym oddechu prawie:) Podobały mi się bardzo ale trzecia część jest najsłabsza ale dla mnie nie jest nudna.
OdpowiedzUsuńUbóstwiam "Intruza".
OdpowiedzUsuńuwielbiam "Jeden Dzień" <3 po przeczytaniu posta, aż wstałam od biurka i wzięłam mój własny egzemplarz ;>
OdpowiedzUsuńod Sparka czytałam jedną książkę - "Anioł Stróż". Na resztę nigdy nie trafiam w bibliotece. A wszystkie 3 wymienione przez Ciebie jego książki uwielbiam zekranizowane i aż puściłam sobie piosenki ze "Szkoły Uczuć" ;p
Browna też uwielbiam! :D I za niedługo ma wyjść "Inferno"!! :D Już się nie umiem doczekać ;>
Uwielbiam książki Sparksa przeczytałam prawie wszystkie (e-booki to dobra sprawa ;p ). Jednak od czasu do czasu lubię też przeczytać jakieś dobre horrory ;))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://fly-farther.blogspot.com/
I wciąż ją kocham oglądałam film, fajny a 50 twarzy Greya mam zamiar przeczytać :)
OdpowiedzUsuńhe he he he he Grey!
OdpowiedzUsuńnie lubienie i polubienie HP jest cool : D
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńHmmm w sumie zbyt wiele happy endów to zło, ale Sparks w swoich książkach naprawdę przesadza. Natomiast jeśli chodzi o pozycję drugą u Ciebie, obejrzałam przed chwilą "Jeden dzień", zachęcił mnie Twój opis, ale się rozczarowałam - tyle przeszli, że powinni być razem, a nie że ona umiera. Nie przepadam za fantasy, za wyjątkiem Harrego Pottera, właśnie Intruza i Upadłych. Ale... przepraszam czy Tobie się 6 i 7 część HP podoba?! Nie wiem czy to wina tłumacza, ale styl tych dwóch tomów pozostaje wiele do życzenia.
OdpowiedzUsuńHa, widzę swojego "Intruza", w którym się zakochałam. Widzę również serię "Szeptem", którą miło mi się czytało, choć chyba dwóch tomów, ewentualnie ostatniego nie czytałam, ale pewna nie jestem. "Zmierzch" czytało się lekko, bez zbędnego myślenia, ot taka prosta historyjka z pięknym i przystojnym wampirem. Ostatni tom Greya faktycznie nudzi i powtarzamtona każdym kroku. I czuję pewną gorycz, że wiozę teraz mamie trzeci tom, bo pierwszy i drugi ma już za sobą. I jakoś tak źle się czuję, i mówię jej, że jednak troszkę nudnawo mi się to czytało, ale zabraniać nie będe, bo sama też była ciekawa. Mam już to za sobą, zapewne do nich nie wrócę ;) Natomiast Sparks jest kapitalny i stwerdzam to po jednej książce! Ale mam w planach więcej tego pana :D
OdpowiedzUsuńI masz rację, bardzo ciężko jest mieć jedną ulubioną rzecz. To prawie niewykonalne.
Oczojebne tło niedługo się zmieni. Zwyczajnie co chwilę je zmieniam, na pastelowe, a z pastelowego na mocne kolory. Zwyczajnie nie potrafię znaleźć złotego środka choć ostatnio przyszedł mi do głowy kapitalny pomysł :D
Łonet to był klasyk :D Jak sobie przypominam to mam banana na mordce. Ale to była dziecinada xD
Wreszcie znalazłam czas, by przeczytać ten post. No więc, zdarzyło mi się poczytać niektóre pozycje, wiadomo Zmierzch, i mało mnie interesuje opinia kogokolwiek, dla mnie to wspaniała książka i jest również moją ulubioną, wielbię też ekranizacje, taki fakt xD Jeden Dzień...czy w ekranizacji grała Anne Hathaway? bo coś jakbym kojarzyła, co do Ostatniej Piosenki, ty płakałaś przez własną uczuciowość, a co ja mam powiedzieć, jak sama coś takiego przeszłam, cudowna książka i ostatnio doszłam do wniosku, że sobie ją kupię, bo kiedyś pożyczyłam, i wrócę do niej na pewno :) mam to samo...nie mam tak, żeby powiedzieć jedną ulubioną rzecz :*
OdpowiedzUsuń