Nie mogę się po prostu powstrzymać przed napisaniem, choć w sumie nie mam dopowiedzenia nic szczególnie ciekawego... :)
Po pierwsze chciałam Wam podziękować za tyle miłych słów pod poprzednim postem, mordka cieszyła mi się od ucha do ucha, a tak powinno być codziennie.
Ciężko było mi dzisiaj wstać, ale jakoś dałam radę, spięłam włosy w kok, zrobiłam delikatny makijaż, założyłam bluzkę, której nie lubię tylko dlatego, że pasowała do ulubionej spódnic. Możemy jechać. Odwiedziliśmy babcię, zawiozłam rodziców do szpitala, do dziadka, tak, robiłam dzisiaj za kierowcę. Myślałam, że mama nerwicy dostanie, wiadomo jakie mamy drogi, dziur więcej niż w Szwajcarskim serze, ominęłam jedną, wjechałam w dwie i co poradzić? A to przecież jej ukochany samochód. No ale nie było kłótni świątecznej, choć... nie chwal dnia przed zachodem słońca. Później chwila u drugiej babci. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i... home, sweet home.
Nie mogę patrzeć na jedzenie, od samego przygotowywania nie chce mi się na nie patrzeć. Ale powiem Wam, że sernik, który zrobiłam wygląda cudownie, smakuje ponoć równie dobrze, a tak się bałam, że zepsuję. Zachciało mi się eksperymentów w kuchni, ale jest dobrze!
Za oknem śnieg, ale już mi to nie przeszkadza, tak jakoś miło mi się zrobiło jak wróciłam do domu, pies mało nie przeskoczył płotu, żeby tylko biec równo z samochodem, nie wiem skąd kot wiedział, że wracam, ale też przybiegł równo z samochodem, lubię to.
Nareszcie chwila wytchnienia po tych wszystkich przygotowaniach, których w sumie jak dla mnie mogłoby nie być, ale co miałam powiedzieć rodzicom? Sorry, w tym roku świąt nie będzie? Chwała Bogu, że nikt jak na razie się do nas nie wybiera, jakoś nie mam ochoty koło nikogo skakać, donosić trunków czy jedzenia, po prostu chcę odpocząć. Należy mi się.
Rodzice odpłynęli. Mam czas dla siebie i wykorzystuję go siedząc z laptopem na kolanach, napiłabym się herbaty z cytryną, ale przecież nie pójdę jej zrobić bo mi się nie chce, a kawy już dwie dzisiaj wypiłam, więc następnej sobie nie zaparzę. Bez przesady.
Ręka boli, ale nie odpadła, House ponoć takie ręce ucina, ale chyba tym razem nie zgłoszę się do niego na wizytę.
W sumie to można zaryzykować stwierdzenie, że już po świętach, u mnie drugiego dnia świąt jakoś szczególnie się nie obchodzi, śniadanie we trójkę i każdy robi to na co ma ochotę, no chyba, że ktoś przyjedzie. Lany poniedziałek? Jak byłam mała to obchodziłam, tak samo jak prima aprilis, wyrosłam, za stara dupa jestem.
A to takie zdjęcie, bo obiecałam Insane, że pokażę moje pisanki, ale z racji, że mają srebrne "szramy" i farbki metaliczne do malowania dłońmi - każde zdjęcie jest prześwietlone i jakość średnia, nie umiem robić zdjęć, nie mam dobrego sprzętu, mam telefon, no i jak widzicie wiosenne kwiatki, króliczek ze słomy i z czekolady, no i kolorowe jajko, nie wiem jak ludzie je robią, ale są wspaniałe. To gdzie widać białą część również się prześwietla. Ta zielono, żółto beżowa część tego jajka jest śliczniejsza, ale ogólnie, cudeńko.
A to zdjęcie kartki od Sylwii i kurczaczek, którego mama mi kupiła rok temu, bo ponoć robiłam maślane oczy. Ale kto by jej tam wierzył... :)
Wesołych!


Ja w sumie święta spędzam solo przy książkach do geografii. A magii świąt nie ma - w sumie nie ma jak na wielkanoc zarzucać Kevina samego w Nowym Jorku hahah :D
OdpowiedzUsuńu mnie się w sumie dopiero jutro zacznie coś dziać, bo przyjeżdża rodzina z Niemiec :). Ładna ta kartka :D
OdpowiedzUsuńTo u ciebei w domu jest bardziej świątecznie niż u mnie;p A mnie ten śnieg wnerwia, jestem wręcz chory na tą przytłaczającą biel.
OdpowiedzUsuńI zauważyłem wieżę! :D
Obrzydliwie nienawidzę tego obrzydliwego śniegu. I jeśli mam być szczera świąt też nie lubię. Nie lubię, kiedy coś wymusza na mnie przyspieszenie tętna, kiedy wcale nie mam na to ochoty. Po całej szopce serce zwolniło, kiedy mój Ukochany był już przy mnie. Koniec cyrku.
OdpowiedzUsuńTe pisanki są świetne... I gratuluję nierozwalenia samochodu ;p ;)
OdpowiedzUsuńboże, ja pamiętam jak mój dziadek sie na mnie darł jak wyjeżdżałam z garażu. boże. myślałam, ze mi umrze na miejscu, naprawdę! tak bardzo kocha swoją skodzinę ;D a co jajeczek! mamt akie same, robione przeze mnie i jestem z nich dumna! ;) a śnieg... dzisiaj jak przyszłam z kościoła to jak bałwan wyglądałam, o!
OdpowiedzUsuńBiedactwo się na pewno narobiłaś, ale racja już Po świętach więc luz. Upiekłaś sernik powiadasz? w te święta tyle zjadłam sernika...że już o nim, nawet myśleć nie mogę haha, ogólnie to zjadłam ZA DUŻO, ale to jest norma, żołądek mówi nie, a oczy chcą więcej :/ Jak twój dziadek się czuję? Piękne te pisanki ozdobione *.* pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńkoty to bardzo inteligentne stworzenia! i kochane, wbrew pozorom poznają swoich panów :P
OdpowiedzUsuńJa to się nawet ucieszyłam z tego śniegu. :D Ale marudzę, bo i marudzą wszyscy. Wiadomo, kwiecień, a tu tyyyle śniegu :).
OdpowiedzUsuńJa nic nie jem w te święta, odchudzam się ^^.
ja to patrząc za okno mam ochoty kolędy śpiewać :P pierwszy kwiecień i śnieg? WTF?!
OdpowiedzUsuńŚwietne to jajko, bardzo mi się podoba, aż poszukam w wolnej chwili jakiś instrukcji może coś znajdę ;)
OdpowiedzUsuń...i pomyśleć, że do jajcarni dołączy zając...
OdpowiedzUsuń:))
Dobrze że odpoczywasz, święta od tego są :) A sernik na pewno jest wyśmienity! My z mamą też postawiłyśmy na eksperymenty z wypiekami i wszystkie wyszły, wiec można ryzykować :D
OdpowiedzUsuńKochane zwierzaki, potrafią sprawić że serce aż podskakuje :)
Prześliczne jajka <3 Cudeńka po prostu!
FENOMENALNE są te jajeczka! Matko kochana, zakochałam się *.*
OdpowiedzUsuńJa też ani nikogo dzisiaj nie oblałam ani nie zostałam oblana. Nikogo w bambo też nie zrobiłam. Odebrało mi chęci.
Mnie też śnieg już nie przeszkadza, nawet wczoraj rzucałam w mamę śnieżkami :D
Tyle czasu zajmują przygotowania, a święta mijają w mgnieniu oka. Cóż za sprawiedliwość ;<
OdpowiedzUsuńŚwięta, święta i po świętach:)
OdpowiedzUsuńmm-adi.blogspot.com
Ma podobne jajka, hahah :D
OdpowiedzUsuńFajne jajka :D A u mnie w sumie wiosna :D
OdpowiedzUsuńRobiłam kiedyś takie jajka, są cudowne <3
OdpowiedzUsuńU mnie się jakoś nie obchodzi lanego poniedziałku, a poza tym w obecnej sytuacji to była by raczej wojna na śnieżki, niż lanie wodą.
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc to ja również nie lubię poniedziałku. Takie nużące lenistwo, nic się nie chce, a już wyrosłam z lanego poniedziałku, tak jak Ty.
OdpowiedzUsuńNo, ale już jest wtorek, jutro do szkoły... jeszcze gorzej ;)
Pozdrawiam
Roksana
20 na karku, ale chciałabym lany poniedziałek, taki porządny. z wodoodpornym tuszem..
OdpowiedzUsuń