© Tumblr
Mówiłam
już, że Gdańsk bardzo przypadł mi do gustu? Chyba tak. Bardzo mi się
podoba, szczególnie na plaży fajnie w piątek się chodziło, niedługo, bo
niedługo, ale jednak. Rodzice zawieźli mnie do Gdańska, bo nie miałam
jak odebrać legitymacji studenckiej, przy okazji zajrzeliśmy nad morze,
pochodziłam po plaży, wypiłam dobrą kawę w knajpce obok i zjadłam
najlepszą na świecie szarlotkę. Niebo w gębie, normalnie.
Wieczorem
byłam w Starbucksie, piłam ich nowość - Pumpkin coffe, czuć tam było
również przyprawę korzenną, jejku, jaka pyszność. (Jedyny minus to
wielka cena) Pochodziłam po Galerii Bałtyckiej, odwiedziłam empik,
posłuchałam wywiadu z jakąś kobietą, to było mega, ludzie chodzili po
całym sklepie uradowani, wszyscy się uśmiechali, od razu lepsza
atmosfera. Miłe takie. Kupiłam książkę, no po prostu musiałam. Siła
wyższa.
Kupiłam
też portfel, jest po prostu mega, na zatrzask, czarny, skórka, miejsce
na szelkiego rodzaju karty i wizytówki, a ostatnio trochę mi tego
przybyło, w środku suwaczek, nic mi się już po portfelu nie
wala,odwiedzenie House'a było dobrym wyborem, tym bardziej, że teraz
jest -50% na paski i portfele, jeżeli kupisz cokolwiek innego z ich
asortymentu. Fajnie!
Całą
sobotę i całą niedzielę spędziłam na uczelni. Cóż, pierwszego dnia
wszyscy takie wypłosze, wszyscy się bali, czuli się niekomfortowo,
ciężko było nawiązać kontakt, tak czy inaczej odważyłam się i to ja w
75% do ludzi, których poznałam - zagadałam pierwsza. Pierwszego dnia
poznałam dwie, może trzy osoby. Drugiego już dużo więcej, pewnie z racji
tego, że mieliśmy pięć godzin ćwiczeń i pracowaliśmy w mniejszej
grupie.
Było
kilka naprawdę mega sytuacji typu: Profesor pyta nas o to, co jest
najczęstszą formą spędzania czasu przez ludzi (chodziło o walkę), z tyłu
padł tekst "SEKS!" a profesor tak się uśmiechnął i rzekł: "Moi
państwo... seks to tylko dodatek do życia!" albo następnego dnia, Pan
gada, gada i nagle: "Niedawno w XX wieku!" całe audytorium rży ze
śmiechu. Aczkolwiek przy sytuacji z McD teksty wykładowców leżą.
Siedzimy
sobie w Maku w przerwie, dzięki profesorowi od Podstaw psychologii, bo
już mu się gadać nie chciało i nas puścił. Spożywamy nikczemne
pożywienie, a do McD wchodzi młoda para! Kobitka w pięknej kiecce, facet
w wymuskanym gajerze, wpadli przed ślubem na BigMaka. No masakra,
ludzie wszyscy w szoku, bo to jeszcze pora taka, że na pewno nie po
ślubie, a oni siedzą i sobie wcinają fastfooda. Szok totalny, ale
obstawialiśmy, że może się tam poznali? No bo co innego? Zdjęcia
chcieliśmy robić, ale tak głupio trochę. Chodzi o Młodą Parę, nie o
jakichś tam gości. I to fejk nie był, ona umalowana, uczesana, on chyba
tylko uczesany. Wiecie, włoski na żel czy coś.
Grupa
zapowiada się fajnie, zarówno językowa, jak i ta ćwiczeniowa. Co do
języka to cyrk. Wszyscy kulejemy masakrycznie z angielskim, ale wszyscy
znamy niemiecki. Nasza nauczycielka ów języka była w szoku, bowiem dawno
nie mieli tak cienkiej grupy językowej z angielskiego. Hah, jesteśmy
jej wyzwaniem.
Ogólnie
jestem zadowolona, cieszę się, że zaczęłam studia, zakładam, że będzie
fajnie. Boję się tylko biologii, bo zapowiada się hardcore, najwyżej nie
zaliczę. (Dość prawdopodobne) Bowiem sam wykładowca (w moim przypadku
jeszcze gość od ćwiczeń) zapowiedział, że u niego mało kto zdaje.
Będzie ciężko, bo będzie, 60% studiów to wkład własny i już to odczuwam. Odczułam dziś po raz pierwszy syndrom studenta.
Miałam przepisać notatki, ogarnąć to jakoś, ale posprzątałam pokój,
posegregowałam dokumenty, wszystko oznaczyłam i dokładnie opisałam.
Ułożyłam sobie wszystko w biurku... Hahaha, sama z siebie się śmiałam.
Na razie przygotowałam sobie tylko to, co mam przeczytać na sobotę.
Boże, ile tego jest, ale chociaż zapowiada się ciekawie, więc nie będę
narzekać. (Na razie)
Męcząco
było, bardzo, drugiego dnia miałam pięciogodzinny wykład i tylko dwie
dziesięciominutowe przerwy, nie było nawet czasu wypić kawy, ale
przeżyłam. Odbiliśmy sobie na ćwiczeniach. Oglądaliśmy film o
eksperymencie więziennym Filipa Zimbardo - polecam, jeśli kogoś
interesują takie motywy. O tym też mam materiał do przeczytania.
Aczkolwiek mam nadzieję, że dam sobie radę. Kto jak nie ja? I kiedy jak nie teraz? ;)
Przerwa na zajebistą reklamę
Otóż moi kochani czytelnicy, chcę Wam polecić książkę mojego dobrego znajomego, (to znak, wszyscy wydają książki!) który
właśnie wydaje książkę. Jako, że znam nie tylko prolog i rozdział
pierwszy mogę Wam z całego serducha ją polecić. Opowiada o historii
Karola, swoją drogą historia fenomenalna, młody chłopak jest magicznie
utalentowany, jest Durem, ma moce, ale w swoim młodym życiu dorabia na
boku i studiuje. Na blogu, do którego zaraz podam link możecie przeczytać prolog oraz rozdział pierwszy. Ja byle czego nie czytam, więc kochani - naprawdę warto ;)

.png)
Dziękuję za reklamę <3
OdpowiedzUsuńmimo że zaocznie to i tak zazdroszczę ci, bo studiujesz w Gdańsku, a tam nie tylko morze ale i ogólnie śliczne miasto do tego Starbucks ach jak cię interesuje psychologia to pewnie jesteś zadowolona i zainteresowana wykładami, jednakże te 5 godz! Boże to już przesada na całego xD ja bym chyba zasnęła haha z tego eksperymentu dostałam 5 na sprawdzianie, musieliśmy wcześniej oglądać film na zajęciach: człowiek jako jednostka - a to był "cudny" atut profilu socjalnego w liceum :P
OdpowiedzUsuństudiujesz zaocznie na wydziale nauk społecznych? :D siema sąsiadko, ja siedzę na filologiczno-historycznym :D
OdpowiedzUsuńWażne że studia sa ciekawe i ludzie są mili:) Na pewno szybko sie poznacie i będzie się lepiej studiować. zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńCzy Ty przypadkiem nie studiujesz na UG?;D
OdpowiedzUsuńteż studiowałam na UG ;) dziennie na polonistyce ;)) mam nadzieję, że Uniwersytet nie będzie Ci za bardzo grał na nerwach :P
UsuńJak na razie bardzo mi się podoba, dziękuje za komentarz, również będę do Ciebie wpadać :>
OdpowiedzUsuńJa mam analogiczną sytuację z liceum - przyjazd do większego miasta, nowi ludzie, nauka i... dzieje się wszystko! :D
OdpowiedzUsuńPoczątki widzę pozytywne i brawo że przejęłaś inicjatywę w zapoznawaniu się z ludźmi :) z czasem przyzwyczaisz się do spędzania takiej ilości czasu na uczelni, i materiał też Cię zaciekawi. Powodzenia studentko! :*
OdpowiedzUsuńNowe początki to świetna okazja do pokonywania barier. Oby tak dalej ; *
OdpowiedzUsuńZaoczne studia i do tego psychologia, KOCHAM CIĘ! :) Baw się tam dobrze :*
OdpowiedzUsuńNie muszę chyba pisać, że cieszę się, że Gdańsk Ci się podoba? Mam nadzieję, że studia nie odwiodą Cię od popełnienia jakiejś notki z obserwacjami raz na jakiś czas. :-)
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałam portfela, bo w sumie kasę noszę po kieszeniach - jestem straszna haha ;D
OdpowiedzUsuńSwoją drogą ja też zwykle zagaduję pierwsza do osób, z którymi w jakiś sposób chcę nawiązać kontakt - skąd u nas taka nieśmiałość?
W Gdańsku nigdy nie byłam ani w żadnym innym polskim nadmorskim mieście, kiedyś będę musiała nadrobić :D Ale uwielbiam kupować portfele, mam też to szczęście w nieszczęściu, że ciągle mi się psują, więc ciągle mogę sobie kupować nowy. Powodzenia na studiach! :)
OdpowiedzUsuńStudia, studia, studia! :)
OdpowiedzUsuńPoczątki na studiach są ciężkie - zwłaszcza gdy część osób jest lekko zamknięta w sobie i ciężko z nich coś wydusić. Ale z czasem na pewno dojdziecie do dobrego zgrania i razem wszyscy przebrniecie przez te studia. Bo bez pomocy innych nie da się poradzić na studiach ... samemu nie da się ogarnąć wszystkiego - ale gdy połączycie siły będzie dobrze.
Gdańsk, hmmm zazdroszczę :)
PS.
UsuńPowiadasz, że o mnie pomyślałaś? A jakie to naloty masz na myśli hehe?
Gdańsk jest pięknym miastem z klimatem, stare miasto jestem tam cudowne, te uliczki i klimat, przyznam się że chciałabym tak kiedyś na stałe zamieszkać. W grupie można kogoś poznać, bo na wykładach gdy jest około 200 osób to, ja nawet po roku nie znam wszystkich twarzy. Cieszę się twoim szczęściem, ważne jest aby studiować z miłością i radością to co się lubi.
OdpowiedzUsuńGdański jest bardzo ładnym miastem to fakt. :) Na pewno będę zaglądała na Twojego bloga.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Gratulacje dla kolegi, od koleżanki, która też co nieco wydaje. Tyle, że moje cudeńko można dostać nawet w Empiku :D
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Gdańska! Jak ja bym tam chętnie zamieszkała...
OdpowiedzUsuńJak już skończysz te studia to będziesz moją panią psycholog ;-) trzymam kciuki!
Dama Pik