Potrzebuję żebyś mnie przytulił. Objął i tak cholernie mocno do siebie przytulił i nie puszczał, żebym wreszcie poczuła się bezpiecznie. Pogłaskaj mnie po plecach, szepcz do ucha, że wszystko będzie dobrze, mów mi, że będziemy wiecznie trwać, że teraz już wszystko się ułoży i już nigdy nie rozpieprzy.
Zaopiekuj się mną, ja nie mogę ciągle opiekować się ludźmi jeśli nikt nie dba o mnie. Nie mogę wiecznie się zadręczać, martwić, troszczyć o wszystkich i wszystko. Nie mogę już tak dalej.
Ludzie wiedzą, że mogą na mnie polegać, ale ja chyba już nie mam siły. Nie mam siły dbać o dom, o psa, o znajomych, o rodzinę i o siebie i o kilka innych spraw. Nie mam siły martwić się za przyjaciół, którzy sami się nie martwią.
Mam już dość patrzenia na facetów pod moim liceum czekających z kwiatami na swoje kobiety. Mam dość słuchania o tym jak to fajnie jest być w związku. Mimo iż cieszę się że moim znajomym i przyjaciołom wychodzi, że odnaleźli szczęście czasami nie mam ochoty słuchać. Sorry.
Rozumiesz? Potrzebuję Cię. I choćbyś nie wiem skąd miał się odnaleźć to weź to przyspiesz, bo nie wytrzymam.
Brakuje mi kogoś, o kogo mogłabym się troszczyć z miłości, tak po prostu. Bez zbędnych pytań po co i dlaczego. Bez gderania, że nie trzeba, bez marudzenia zajmij się sobą.
Daj się pokochać i pokochaj mnie, kimkolwiek nie jesteś, a gdzieś przecież być musisz.
Trzymaj mnie za rękę, muskaj mój kark, całuj mnie na dobranoc i dzień dobry, zasypiaj u mojego boku z ręką w moich długich włosach, rysuj na moich plecach literki i łaskocz kiedy jest coś nie tak.
Uśmiechaj się do mnie, mów mi, że mnie kochasz, siadaj obok mnie i zaczepiaj jak dziecko w pierwszej klasie, wygłupiaj się ze mną, siłuj się ze mną i śmiej się w głos.
Usuń smutek z moich oczu, namaluj uśmiech na ustach swoimi ustami, spraw, że świat nabierze barw, a życie stanie się prostsze.
I tylko Ty możesz zrobić to wszystko. Ale cholera wie, gdzie jesteś, kochanie.