Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

22.03.2013

57. Spełnienie małego-wielkiego marzenia.

Rok temu, kiedy dostałam wiadomość, że jest organizowana akcja krwiodawstwa pobiegłam jak najszybciej zapytać czy ja też mogę. Brakowało mi miesiąca do skończenia osiemnastu lat, nie mogłam. Wówczas obiecałam sobie, że "za rok na pewno pójdę."

Poszłam, dzisiaj. O akcji wiedziałam od prawie tygodnia, zeszłej nocy prawie nie spałam, mam taką tendencję panikary. Wstałam rano, uszykowałam i pojechałam. Wypełniłam ankietę, całkiem szczerze, za co dostałam niewąski opierdol od lekarza. Pytanie "Czy kiedykolwiek chorowałeś na...." Zaznaczyłam jedną odpowiedź, rzucił się do mnie po co to zaznaczyłam, mówię, że tak trzeba i że kiedyś miałam z tym problemy, a on do mnie "kiedy?". Odpowiadam mu, że około osiem lat temu, a  ten do mnie z mordą, że takich rzeczy się nie zaznacza. To po kiego kija w pytaniu zawarto słowo: kiedykolwiek?

Nie dość, że czekałam dwie godziny aż pobrano mi próbkę krwi, to jeszcze taki zjazd na dzień dobry. Spojrzałam na telefon - 16 połączeń nieodebranych. Wiedziałam, że coś się dzieje. Rzadko mam takie przeczucia.  No ale wstępne badania przeszłam, zaproszono mnie na fotel. Wyjęłam telefon, dzwonię do mamy. Dziadek miał zawał. Głowa w drugą stronę, 450 ml krwi w saszetce,  wstaję - szumi mi w głowie, nie wypuścili mnie dopóki wszystko się nie poprawiło. Nie dość, że źle znoszę widok krwi - mdleję, bądź przelewam się przez ręce to jeszcze zdenerwowałam się bo z dziadkiem coś nie tak. Jak już pozwolono mi wstać, podpisałam się, odebrałam czekoladę, prawie biegłam do szpitala na intensywną terapię. 

Weszłam, nikt mnie nie zatrzymywał, dziadek ucieszył się jakby nie widział mnie kilka lat, rzucił komplementem "Słabo wyglądasz". Ogrzał mi dłonie swoimi, porozmawialiśmy, pożartowaliśmy. Musiałam wyglądać strasznie, ponoć byłam biała jak ściana bo wygonił mnie do niego do domu, żebym coś zjadła i wypiła kawę. 

W domu u dziadków dopadły mnie moje dzieciaki, oddałam im czekolady, sama zostawiłam sobie jedną, bo to jednak prawie pół litra krwi. Poszłam babci po zakupy, jedne, drugie. Nie ważne, że czułam się źle, nie lubię kiedy babcia czuje się źle, rodzina jest dla mnie ważniejsza. Poszłam odebrać jeszcze jedno dziecko z przedszkola, żeby babcia nie musiała gonić - problemy, bo nie jestem upoważniona, ale w końcu udało się, doprowadziłam jeszcze jednego rozrabiakę. Troje dzieci - istny Sajgon. W dodatku nasilający się ból głowy i ręki po ukłuci. A oni dorwali trąbki urodzinowe, całe osiedle słyszało tę trójcę. Ale to jednak dzieci. 

Babcia się denerwowała na mnie, bo nic nie chciałam cały dzień jeść, po prostu nie mogłam. I nawet kawy nie wypiłam, a ja przecież uwielbiam kawę. 

Wieczorem znowu byłam u dziadka, tym razem z mamą, strasznie się w pracy denerwowała, o dziadka, rano i o mnie, bo nie odbierałam. Potem się z niej nabijaliśmy, że jak dzwoni, ktoś nie odbiera, to dzwoni non stop, że trafić na otwartą linię, to tak jak w tych wszystkich telekonkursach. 

Oczywiście będąc na oddawaniu krwi nie musiałam iść do szkoły, tak czy tak miałabym chyba tylko dwie lekcje, teraz okres oczekiwania, na książeczkę krwiodawcy, będę wiedziała w końcu jaką mam grupę krwi, przy okazji dostanę wyniki badań. 

Ale nie oddałam krwi dla poznania ich, oddałam krew bo chcę jakoś przyczynić się do ratowania życia, chciałam oddawać również szpik, ale szczerze mówiąc - strasznie się boję. Chcę podpisać również kartę dawcy, ale o to toczę ogromny bój z rodzicami i strasznie się o to kłóciliśmy już nie raz. 

Od dawna chciałam oddawać krew, nie mogła, po osiemnastce jakoś tak się nie złożyło, nie będę tego robiła regularnie co trzy miesiące, muszę zdecydować, czy będę dalej oddawała krew, poza tym muszę się dowiedzieć czy jestem całkowicie zdrowa. 

Czuję się dobrze, dobrze z tym, że w końcu oddałam krew i nie zemdlałam. Boli mnie ręka, głowa, zimno mi, ale jeśli tylko moja krew uratuje kiedykolwiek jedno życie - będzie to dla mnie wystarczającą nagrodą. 

I nie musicie uświadamiać mnie, jakie są koszty oddawania krwi. Wiem. Podpisując zgodę, wiedziałam co robię, doskonale. Nie raz i nie dwa to analizowałam. Nie raz i nie dwa się tego bałam. Ale jeśli to może komuś pomóc, to jak najbardziej. 

3.02.2013

41. Marzenie ściętej głowy.

Skończę psychologię, dziennikarstwo albo edukację wczesnoszkolną, marzę o tym pierwszym od czterech lat, drzemie to we mnie od dawna i bardzo chciałabym owe marzenie ziścić. Uda się. Chciałabym do kompletu wspaniałego faceta, pracującego od ósmej do szesnastej, ja miałabym własny gabinet, stać by nas było na kupno uroczego i przytulnego domku na przedmieściach, tak aby mieć ciszę i spokój, a jednak być na tyle blisko miasta, na ile się da. 
Dom otaczałby ogromny ogród zasiany zieloną trawą, kilka skalniaków, w których rosłoby wiele kwiatów, róż, najlepiej czarnych i mocno bordowych. 
Dom miałby parter i pięto, na parterze znajdowałby się duży salon, z telewizorem i xboxem, alei  z pięknym kominkiem obudowanym kamieniami, w którym paliłoby się najprawdziwsze drewno, z drewnianą podłogą, skórzanymi, beżowymi kanapami i szklanym stolikiem do kawy, na podłodze leżałby puchaty brązowy dywan, na którym wylegiwałabym się czytając książki. Ściana skierowana na ogród byłaby cała przeszklona, abym mogła co wieczór oglądać zachód słońca nad moim ogrodem, za szklanymi drzwiami byłby drewniany, duży taras na którym zmieściłby się stół, krzesła, szerokie schody prowadziłyby prosto na łono natury. 
Kuchnia... z meblami koloru kalwados, piaskowe płytki na ścianach, ułożony kosz z owocami z płytek dekoracyjnych, wyspa z kilkoma barowymi stołkami, akcesoria ze stali nierdzewnej i duże okno wychodzące na podjazd zbudowany z ozdobnej kostki brukowej, widać by było schody zbudowane z tego samego materiału co podjazd. Kuchnia byłaby duża i słoneczna, w niej mogłabym popisywać się swoimi daniami i wypiekami. 
Drzwi na przeciwko kuchni prowadziłyby do wspaniałej krainy jaką byłaby domowa biblioteczka, której ściany stanowiłyby piękne, drewniane regały zastawione książkami wszelkiego rodzaju, moimi książkami, na które miałabym wystarczającą ilość czasu. Na środku stanęłoby biurko z takiego samego drewna jak regały,  a na nim komputer, koniecznie Sony. 
Schody prowadzące na piętro byłyby normalnymi schodami, bez prześwitów, bo widzę jak spadam. Na górze znajdowałaby się sypialnia moja i mojego męża, urządzona skromnie w kolorach brązu, beżu i pomarańczu, koniecznie połączona z łazienką, która cała byłaby wyłożona błyszczącymi płytami, biało zielona, dla odmiany, dla innych kolorów w domu. Po przeciwnej stronie znajdowałyby się dwa pokoje - dzieci. Połączone wspólnym balkonem, z drewna. Jeden urządzony dla chłopca, drugi dla dziewczynki. Przed domem stałby wymarzony samochód, a w garażu motocykl. Moje dwa psy i dwa koty wylegiwałyby się na tarasie, a w nocy albo w domu, albo w swoich budach, budy moich dwóch owczarków niemieckich byłyby zrobione na wzór górskiego domku, dwoje dzieci bawiłoby się w salonie, ja mogłabym piec dla nich babeczki, a mąż około siedemnastej wracałby do domu z uśmiechem na twarzy. 

Chciałabym by moje życie kiedyś wyglądało chociaż w połowie tak kolorowo jak opisałam to powyżej. Takie tam... marzycielskie wizje przyszłości.  

14.01.2013

34. "Give me love like her 'Cause lately I've been waking up alone."

Cześć, Kochanie.

Moja podświadomość płata mi figle. Nieładnie. Byłeś ze mną. Byłeś przy mnie w pół śnie. Objąłeś mnie tak, jak chciałabym być mnie objął od pierwszego dnia. Na karku czułam Twój oddech,a  Twoje palce muskały moje ramie i zagłębienie pod kolanem. 
Nie odezwałeś się, ani razu, po prostu byłeś przy mnie, otuliłeś do snu. 
Byłeś przy mnie, dla mnie, nie chciałeś niczego w zamian, elektryczność. Nieznany prąd, to było takie przyjemne.
Moja dłoń, pieszczona Twoim uściskiem. Moje włosy przeczesywane Twoimi zwinnymi palcami, chciałam więcej i więcej. 
Pokój otaczała głęboka noc, dochodziła godzina trzecia nad ranem, a Ty... Ty byłeś spełnieniem moich marzeń. Snów. 
Wystarczył mi ten subtelny dotyk, nie potrzebowałam niczego innego, tylko złakniona tego dotyku czekałam,  czekałam aż mnie przytulisz. I zrobiłeś to tak, jak sobie wymarzyłam. Idealnie współgraliśmy, a ja nareszcie czułam się bezpieczna i taka potrzebna... Tak powinnam się czuć codziennie. 

Całuję, 
Twoja. 

22.07.2012

11. "Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też chyba tak chciałem przez cały czas."

Czuję, że gdzieś tam jesteś, że czaisz się, może jeszcze daleko ode mnie, ale Ty też czujesz gdzieś mnie. Gdzie teraz jesteś?  Wróć. Dlaczego nie ma Cię jeszcze przy mnie? Co teraz robisz? Musisz gdzieś tam być, nie wyobrażam sobie innej opcji, nie dopuszczam nawet takiej myśli. Nie chcę być sama. 
Możesz pojawić się w każdej chwili, jeśli chcesz, bezceremonialnie zapukaj w drzwi mojego domu, po prostu niech nadejdzie ta chwila, że nie miniemy się.
Chcę widzieć Twój rozpromieniony uśmiech, czuć zapach Twoich perfum, gładzić Twoje włosy, dotykać Twych dłoni, czuć Twój oddech na mojej skórze.
Chcę dostawać gęsiej skórki na Twój widok, czuć te motylki w brzuchu, wariować z miłości, kochać na zabój. Być nie mniej kochaną.
Chcę oglądać z Tobą wschody i zachody Słońca, masz przytulać mnie, kiedy mój pies drepcze przede mną na smyczy, masz lubić mojego kota i słuchać ze mną smutnych piosenek.
Zakładaj koszulę do ciemnych jeansów,  używaj pięknych, męskich perfum. Znoś moje trzynastu-centymetrowe szpilki i nie mów mi, że  nie lubisz jak ktoś inny zagląda mi w dekolt, wiesz, że nie lubię golfów. Wolę swobodne koszulki.
Kup mi czarną różę. Nie musisz wydawać na mnie majątku, nie lubię tego, jestem skromną dziewczyną, nie potrzebuję sześciu zer na koncie do szczęścia. Wystarczą mi Twoje szczere uczucia. Wystarczy mi, gdy będziesz mnie kochał, przytulał, całował i trzymał za rękę.
Budź mnie słowami "Dzień dobry!", odprawiaj spać słowem "Dobranoc". Nauczysz mnie siebie, powiesz mi co lubisz najbardziej, a czego nienawidzisz. Obejrzymy nasze ulubione filmy w ciemną noc. Będziemy gapić się w gwiazdy przez okno mojego pokoju, wszystko z niego doskonale widać.
Pójdziemy na taki bardzo długi spacer, pokażę Ci wszystkie moje ulubione miejsca w moim świecie, pokażę Ci, gdzie można mnie spotkać wówczas, gdy mam problemy i nie wiem co ze sobą zrobić.
Kupimy czerwone, słodkie wino, zapalimy świeczki o zapachu kawy i będziemy rozmawiać do późnej nocy, a później zaśniemy ze splecionymi dłońmi na miękkim kocu. Rano zrobię Ci świeżo mieloną kawę i jajecznicę ze szczypiorkiem.
Zwiedzimy razem świat, pojedziemy na wyspy Brytyjskie, do Egiptu, Turcji, Chorwacji, Słowenii, Zakopanego i nad Bałtyk. Będziemy szczęśliwi, tylko wiesz co, kochanie?
Zjaw się wreszcie!