Rok temu, kiedy dostałam wiadomość, że jest organizowana akcja krwiodawstwa pobiegłam jak najszybciej zapytać czy ja też mogę. Brakowało mi miesiąca do skończenia osiemnastu lat, nie mogłam. Wówczas obiecałam sobie, że "za rok na pewno pójdę."
Poszłam, dzisiaj. O akcji wiedziałam od prawie tygodnia, zeszłej nocy prawie nie spałam, mam taką tendencję panikary. Wstałam rano, uszykowałam i pojechałam. Wypełniłam ankietę, całkiem szczerze, za co dostałam niewąski opierdol od lekarza. Pytanie "Czy kiedykolwiek chorowałeś na...." Zaznaczyłam jedną odpowiedź, rzucił się do mnie po co to zaznaczyłam, mówię, że tak trzeba i że kiedyś miałam z tym problemy, a on do mnie "kiedy?". Odpowiadam mu, że około osiem lat temu, a ten do mnie z mordą, że takich rzeczy się nie zaznacza. To po kiego kija w pytaniu zawarto słowo: kiedykolwiek?
Nie dość, że czekałam dwie godziny aż pobrano mi próbkę krwi, to jeszcze taki zjazd na dzień dobry. Spojrzałam na telefon - 16 połączeń nieodebranych. Wiedziałam, że coś się dzieje. Rzadko mam takie przeczucia. No ale wstępne badania przeszłam, zaproszono mnie na fotel. Wyjęłam telefon, dzwonię do mamy. Dziadek miał zawał. Głowa w drugą stronę, 450 ml krwi w saszetce, wstaję - szumi mi w głowie, nie wypuścili mnie dopóki wszystko się nie poprawiło. Nie dość, że źle znoszę widok krwi - mdleję, bądź przelewam się przez ręce to jeszcze zdenerwowałam się bo z dziadkiem coś nie tak. Jak już pozwolono mi wstać, podpisałam się, odebrałam czekoladę, prawie biegłam do szpitala na intensywną terapię.
Weszłam, nikt mnie nie zatrzymywał, dziadek ucieszył się jakby nie widział mnie kilka lat, rzucił komplementem "Słabo wyglądasz". Ogrzał mi dłonie swoimi, porozmawialiśmy, pożartowaliśmy. Musiałam wyglądać strasznie, ponoć byłam biała jak ściana bo wygonił mnie do niego do domu, żebym coś zjadła i wypiła kawę.
W domu u dziadków dopadły mnie moje dzieciaki, oddałam im czekolady, sama zostawiłam sobie jedną, bo to jednak prawie pół litra krwi. Poszłam babci po zakupy, jedne, drugie. Nie ważne, że czułam się źle, nie lubię kiedy babcia czuje się źle, rodzina jest dla mnie ważniejsza. Poszłam odebrać jeszcze jedno dziecko z przedszkola, żeby babcia nie musiała gonić - problemy, bo nie jestem upoważniona, ale w końcu udało się, doprowadziłam jeszcze jednego rozrabiakę. Troje dzieci - istny Sajgon. W dodatku nasilający się ból głowy i ręki po ukłuci. A oni dorwali trąbki urodzinowe, całe osiedle słyszało tę trójcę. Ale to jednak dzieci.
Babcia się denerwowała na mnie, bo nic nie chciałam cały dzień jeść, po prostu nie mogłam. I nawet kawy nie wypiłam, a ja przecież uwielbiam kawę.
Wieczorem znowu byłam u dziadka, tym razem z mamą, strasznie się w pracy denerwowała, o dziadka, rano i o mnie, bo nie odbierałam. Potem się z niej nabijaliśmy, że jak dzwoni, ktoś nie odbiera, to dzwoni non stop, że trafić na otwartą linię, to tak jak w tych wszystkich telekonkursach.
Oczywiście będąc na oddawaniu krwi nie musiałam iść do szkoły, tak czy tak miałabym chyba tylko dwie lekcje, teraz okres oczekiwania, na książeczkę krwiodawcy, będę wiedziała w końcu jaką mam grupę krwi, przy okazji dostanę wyniki badań.
Ale nie oddałam krwi dla poznania ich, oddałam krew bo chcę jakoś przyczynić się do ratowania życia, chciałam oddawać również szpik, ale szczerze mówiąc - strasznie się boję. Chcę podpisać również kartę dawcy, ale o to toczę ogromny bój z rodzicami i strasznie się o to kłóciliśmy już nie raz.
Od dawna chciałam oddawać krew, nie mogła, po osiemnastce jakoś tak się nie złożyło, nie będę tego robiła regularnie co trzy miesiące, muszę zdecydować, czy będę dalej oddawała krew, poza tym muszę się dowiedzieć czy jestem całkowicie zdrowa.
Czuję się dobrze, dobrze z tym, że w końcu oddałam krew i nie zemdlałam. Boli mnie ręka, głowa, zimno mi, ale jeśli tylko moja krew uratuje kiedykolwiek jedno życie - będzie to dla mnie wystarczającą nagrodą.
I nie musicie uświadamiać mnie, jakie są koszty oddawania krwi. Wiem. Podpisując zgodę, wiedziałam co robię, doskonale. Nie raz i nie dwa to analizowałam. Nie raz i nie dwa się tego bałam. Ale jeśli to może komuś pomóc, to jak najbardziej.