Wstałam piętnaście po szóstej, mama zaplotła mi dobieranego warkocza, zrobiłam sobie delikatny makijaż, założyłam czarną spódnicę i białą koszulę, w biegu pokłóciłam się z rodzicami, zapięłam złotą bransoletkę. Pojechałyśmy. Na zakończenie.
W drodze do szkoły wspominałam rozpoczęcie liceum. Trochę był człowiek zawstydzony, nieśmiały, przestraszony. A dziś? Dziś bardziej pewna siebie, z poczuciem, że dałam radę wyszłam na środek odebrać świadectwo. To nic, że nie mam czerwonego paska, to nic, że nie jestem laureatką żadnego konkursu. Jestem z siebie zadowolona, bo osiągnęłam to, czego chciałam, a do szczęścia brakuje mi jedynie zdania matury. Która już za pasem, ale nie boję się, tylko czekam.
W momencie hymnu narodowego zaszkliły mi się oczy. I w momencie, kiedy chłopak z naszej szkoły śpiewał Do kołyski również, ale nie płakałam.
Musiałam wyjść na środek po świadectwo, później po nagrodę "za celujące i bardzo dobre wyniki w nauce oraz wzorowe zachowanie i pracę na rzecz klasy i szkoły". Cóż, marzyła mi się encyklopedia "1000 miejsc, które musisz zobaczyć" ale szczegółowy, ilustrowany atlas geograficzny z pięknymi zdjęciami też jest okej. Dostaliśmy również kwiaty i co mnie w sumie rozśmieszyło - dyplomy za wzięcie udziału w akcji honorowego krwiodawstwa.
Wybór profilu? Dziś wiem, że nie był to najlepszy, ale i nie najgorszy wybór. Dałam radę z każdym przedmiotem.
W momencie, kiedy mogliśmy pożegnać się z nauczycielami zrobiło mi się smutno, że odchodzę z tej szkoły, że już nigdy nie opiszę obrazka na języku niemieckim i, że na wosie nie będę mogła wypełnić kolejnego miliona kserówek. Kupiłam bukiety z żółtych róż dla nauczycielek wyżej wymienionych przedmiotów. Nauczycielka wosu i historii się strasznie wzruszyła. Mówiła, że kompletnie się nie spodziewała podziękowań, a co dopiero kwiatów. No i pani od niemieckiego, strasznie się cieszyła, bo powiedziałam jej kilka słów o tym jak zmieniła moje podejście do tego języka. To miłe. A nauczycielka polskiego "Przygarnęła mnie do siebie jak córkę" Tudzież tak stwierdziła moja mama.
Zakończenie - piękne. Rada rodziców zachwycona moją klasą, najwyższe średnie, najwięcej osiągnięć, najwięcej nagród i dyplomów, najwyższe wyniki matur próbnych. No i strasznie zaabsorbowało wszystkich to, że nadal potrafiliśmy się zgrać w trzeciej klasie, mimo wszystko. Nasza wychowawczyni żegnała nas w imieniu wychowawców, kiedy skończyła przemawiać nasza klasa wstała i wszyscy biliśmy brawo, bez wyjątku. Żadna klasa na to nie wpadła.
Emocje i stres zżerał wszystkich. Mimo wszystkich kłótni, żali i sprzeczek, złych momentów i upadków czasy liceum będę wspominać dobrze, a szczególnie dzisiejszy dzień, kiedy to odebrałam świadectwo ukończenia szkoły średniej.
Jeszcze tylko matura. Jeszcze tylko miesiąc, a później rozejdziemy się w swoje strony, miną wakacje, znów będzie jesień i zacznie się nowy etap w moim, naszym życiu. Oby był dla nas dobry.