Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

22.04.2013

66. A miało być tak pięknie

Jednak to prawda, że kolejne z rzędu urodziny już tak nie cieszą, ani nie sprawiają tyle radości. Nie żebym się specjalnie skarżyła, ale to nie wymarzony scenariusz. 

Byłam na zakupach, zaszalałam i kupiłam dwie białe koszule i spódnicę na maturę, ale żeby nie było tak sztywno kupiłam sobie bluzkę w kolorze koralowym i turkusowe baleriny, bardzo fajne zresztą. Jestem zadowolona z zakupów. 

Ale popołudnie to koszmar dla mnie, mój kot poczuł się gorzej, pojechałam do weterynarza, trzy zastrzyki, codziennie przez trzy dni, cały wieczór przesiedziałam ze zwierzętami. A mój mądry, wspaniały pies ostatnio zrobił ze swojej zagrody wysypisko, a jak się oburzył, że wyrzuciłam jego 32 (!) butelki po wodzie mineralnej, ale i tak go kocham. 

Dziesiątki bezsensownych życzeń na facebooku, co mi to daje? Ci, którzy naprawdę pamiętali napisali smsa, zadzwonili, złożyli życzenia listownie bądź na gg, ale tablica na fb? Ludzie, tylko kilka osób złożyło mi na fb życzenia od serca. A reszta to pełne głębi i sensu "Najlepszego!". 

Prawie, że bezsenna noc, miałam koszmar, po którym bałam się otworzyć oczy, a co dopiero zasnąć, to straszne uczucie. Nienawidzę koszmarów. 

Ogólnie to wiem, że powinnam się cieszyć i tak dalej, bo to przecież moje urodziny, ale jest mi zwyczajnie przykro, że pamięta o mnie tylko rodzina ze strony mamy. Ale... to już norma. A znajomi - niby przyjaciele, nie oczekuję prezentów, nie oczekuję niczego poza pamięcią i zdaniem dłuższym nić "Stówka".
No i ogólnie - "Smutno, zimno mi". 

Chwała Bogu są jeszcze osoby, które o mnie pamiętają i mnie rozweselają. Ten post jest bez sensu. Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy od poprzedniego. 

30.04.2012

4. "So I'll settle for one day to belive in you"

Moja radość z tego, że kwiecień się kończy jest ogromna... Nareszcie nadeszła chwila wytchnienia i odpoczynku, nareszcie mogę położyć się i leżeć przez cały dzień i gapić się w sufit, albo czytać książkę. Nareszcie mogę włączyć muzykę na całą głośność i śpiewać z rockowym wokalistą. Bo mam na to czas. Ochotę. Zapotrzebowanie. Ostatni piątek wyprodukował we mnie chyba miliardy endorfin, tak dobrze jak tego dnia nie bawiłam się jeszcze nigdy w życiu. Ile radości może dać klasyczna mała czarna i szpilki. Ile radości może być w tańcu i muzyce. Przy ludziach, których się kocha. Mimo tego, że do dnia dzisiejszego bolą mnie piszczele i ręce - nie żałuję przetańczonego wieczoru, przetańczonej nocy. Długo nie pobawię się na takiej imprezie z rodziną. A poza tym - drugi raz osiemnastu lat nie skończę. Parkiet był mój, choć raz w życiu.
 A później przyszła sobota, która wszystko spieprzyła, ale przestałam się przejmować, chociaż na chwilę. Niedziela upłynęła na leniuchowaniu i czytaniu mojego prezentu, choć bardziej byłabym zadowolona jakby nikt nie zawracał mi gitary, kiedy widzi, że czytam. Jak tylko biorę książkę do ręki, to nagle każdy domownik czegoś potrzebuje. 
Pogoda jest taka... piękna. Dawno nie było tak ładnie. Jest zieloniutko, słońce przygrzewa, ciężko jest znieść ten żar, ale jest miło wyjść na dwór. Dzisiaj na ławce, tak po prostu przesiedziałam prawie cztery godziny, to z książką, to gadając, ale od razu człowiek się inaczej czuje, gdy taka pogoda w koło. 
A poza tym rano ucieszyłam się jak dziecko, kiedy zobaczyłam, że trzy z moich pięciu wysłanych pocztówek z postcrossingu dotarło do adresatów. Teraz czekam na moje pierwsze pocztówki. Nie mogę się doczekać. Zaadresowałam kolejne. Dalekie miejsca. Po jakimś miesiącu chyba przejdę z paniami z poczty na "Ty" bo tak często tam ostatnio bywam.
Źle się czuję. Od czwartku jadę na antybiotyku, który nie pomaga za bardzo. Najlepsze jest to.. Nie wiem co Ci jest, to dam Ci antybiotyk. Trochę głupie, prawda? Myślałam, że leki wypisuje się na podstawie jakichś większych badań niż wdech i wydech. No ale cóż. Uroki państwowej opieki medycznej, lepsza taka niż żadna. Grunt, że odrobinę pomogło, choć i tak kaszlę tak jak gruźlik. 
Jakoś tak... smutno. Noce są takie długie. Spać nie mogę. Ostatnie noce to maksymalnie cztery, pięć godzin snu. Dziś też szykuje się podobnie. Choć otwarte okno, świeże powietrze, rechot żab - no może będę lepiej spała. Mam nadzieję.
Jak jutro wrócę od lekarza, po zakupach i wysłaniu kolejnych pocztówek to pozwiedzam sobie Wasze blogi, bo ostatnio byłam tak zajęta przygotowywaniem przyjęcia dla rodziny, szkołą i swoim zdrowiem, że nawet nie miałam czasu połazić i po komentować.

 Takie małe, a tak cieszy.

21.04.2012

3. "Jutro będę duży, a dzisiaj jestem mały."

Czas przekroczyć tą granicę dzieciństwa z dorosłością. Nie czuję jakoby coś miało zmienić się w moim życiu. Nie wyobrażam sobie, by miało być ono inne, nagle poukładane, szczęśliwe i beztroskie. Nie ma czegoś takiego. Tak samo jak nie da się z dnia na dzień wydorośleć. Osiemnaście lat to tylko pełnoletniość. Nic poza tym, dostajesz dowodzik, stajesz się w pełni prawnym obywatelem państwa, w którym się urodziłeś i mieszkasz, masz prawo iść i wyrobić sobie prawo jazdy lub jakiś inny świstek wymagający skończenia osiemnastu lat. 
Prawdę mówiąc w ogóle nie czuję się tak, jakbym miała cokolwiek w sobie zmienić. Człowiek dorosły jest w momencie, kiedy psychicznie w pełni dojrzewa, a nie wtedy, gdy kończy osiemnaście lat. Niektórzy za pewne mogę mi zarzucić, że ja dojrzała nie jestem, ale to może być tylko ich opinia.
Jakże śmieszą mnie osoby, które mają osiemnaście lat i jeden dzień, czy nawet już dziewiętnaście lat i robią sobie co chcą, rodzice zwracają im uwagę, a oni "Mogę robić co chcę, jestem dorosła/y". No i co z tego? Dopóki mieszka się z rodzicami i siedzi się w ich kieszeni, fakt - można być dorosłym, ale rodzice wówczas też mają coś do powiedzenia w naszym życiu, mają prawo zwrócić nam uwagę, nawrzeszczeć i kazać coś zrobić. Nieważne, czy ma się osiemnaście, czy dwadzieścia sześć lat - dopóki nie zarabiamy na siebie, nie odłączymy się całkowicie od rodziców - oni mają do tego prawo. Tłumaczenie się słowami "Ale ja jestem dorosły" jest niemalże dowodem na brak tej dojrzałości, bo wiele rzeczy można uargumentować inaczej.
Cóż, każdy ma swoje zdanie na ten temat. Każdy może mnie poprzeć bądź też obalić mój pogląd.
Pamiętam jak ponad dwa lata temu chciałam dorosłości, ale zrozumiałam, że dorosłość to nie jest dowód. Lecz on jest mi potrzebny, wiele mi ułatwi. Bardzo chcę oddawać krew, a aby to zrobić muszę przedstawić dowód osobisty, osoby niepełnoletnie nie mogą tego robić. Chcę również podpisać oświadczenie woli, ale również wolę z tym poczekać do uzyskania dowodu, będzie to lepiej wyglądało, respektowane i uważane przez służby ratownicze w razie czego. Mam jeszcze w planach wyrobienie prawa jazdy, a bez pełnoletności egzaminu zdać nie mogą, choć mogę ukończyć kurs i wyjeździć swoje godziny. Nie mogę się już tego doczekać. 
Wczoraj świętowałam swoje osiemnaście z moimi znajomymi i przyjaciółmi. Zabawa dobra, kulturalna tylko męcząca. Jako, że bawiliśmy się u mnie w domu miałam wszystko na swojej głowie, ale podołałam. Mam nadzieję, że wszystkim się podobało, a jeśli nie - drugiej osiemnastki już nie zrobię, bo nie czuję się na siłach. Tort był, toasty były, pasowanie było, mogę jutro na spokojnie przyjmować życzenia. :)