Wyobraźcie sobie następującą sytuację...
Z kuchni dobiegają świąteczne zapachy wigilijnych dań, w salonie zasiedli już goście, słuchać gwar, szmer rozmów, chichot dzieci, kot wyleguje się na kanapie, a pies pod choinką, lampki rozświetlają całe pomieszczenia, pachną pomarańcze, świerk, mama robi ostatnie poprawki na stole, a najstarszy członek rodziny wstaje aby rozpocząć modlitwę i podzielić się opłatkiem, w tym czasie do drzwi dzwoni dzwonek.
Ktoś otwiera. A tam stoi człowiek w podeszłym wieku, w brudnych ubraniach, przemarznięty, głodny, spragniony, prosi o pomoc.
Co wówczas zrobisz? Co zrobisz, jak do Twoich drzwi zapuka zbłąkany wędrowiec? Tak, owszem, na stole masz zawsze to dodatkowe nakrycie, ale nigdy nie zamierzasz go użyć. A przynajmniej większość osób.
Pamiętam jak byłam dzieckiem, w dniu Wigilii, była już szarówka, pojechałyśmy z mamą po coś do sklepu, zostałam w samochodzie, obserwowałam ludzi, a moją uwagę przykuł starszy pan, skulony przy ścianie sklepu. Nie mogłam wtedy nic zrobić, byłam dzieckiem, nie miałam jak mu pomóc. Ale teraz bez wahania oddałabym mu chociaż swoje kieszonkowe. Dla mnie to żadna różnica czy ja w tym miesiącu kupię książkę/koszulkę/podkład/płytę. Ten głodny i spragniony człowiek nie ma nic, a ja przy nim mam wszystko. Mam dach nad głową, mam ciepło i czysto, mam rodzinę i zwierzęta, materialnie niczego mi nie brak. Dlaczego maiłabym nie pomóc?
Jeśli ktoś zadzwoniłby do moich drzwi poprosiłabym rodziców/dziadków aby się zgodzili by taka osoba spędziła z nami Wigilię. To jednak nie mój dom.
I tak zawsze jedzenia jest za dużo. I tak się marnuje. Gdzie jest problem aby udostępnić takiemu biednemu człowiekowi łazienkę na pół godziny aby się odświeżył? Gdzie jest problem aby dać mu stare ubrania męża/ojca/brata/dziadka aby poczuł się lepiej, czysto? Gdzie jest problem aby takiego człowieka napoić i nakarmić?
W Wigilię nikt nie powinien być sam. Chociaż wtedy trzeba okazać trochę miłosierdzia.
Jeśli ktoś zapuka do Waszych drzwi - pomóżcie temu człowiekowi, nie osądzajcie go z góry, sami możecie kiedyś takowej pomocy potrzebować. Nie bądźmy obojętni na ludzką krzywdę.
zależy jak na to spojrzeć, taką osobę trzeba by było mieć na oku cały wieczór, na pewno mógłby być to samotny i biedny człowiek, bardzo wdzięczny za pomoc, ale mógłby być to także, złodziej a co do udostępnienia łazienki, wiesz są przypadki, że prysznic nie wystarczy :/ pasożyty... na samą myśl mam ciarki xD ale po to jest ten talerz dodatkowy, po to są święta i wigilia, grzechem by było zamknąć przed taką osobą drzwi
OdpowiedzUsuńNa pewno nie zostawiłabym takiego człowieka. Jeśli nie wzbudziłby mojego zaufania to po prostu dałabym mu coś do jedzenia, picia, ubrania, ale jeśli widziałabym, że jego zamiary są czyste i szczere to przyjęłabym go do siebie, może nie na całą noc (bałabym się chyba jednak zasnąć...) ale przynajmniej na ten cały wieczór, udostępniłabym mu wszystko czego by potrzebował, zrobiła paczkę z jedzeniem, dała chociaż trochę pieniędzy na jakiś nocleg, cokolwiek. Zresztą, nie tylko w Wigilię bym się tam zachowała. Zawsze trzeba pomagać.
OdpowiedzUsuńZwróciłaś uwagę na problem, który w tej gonitwie zakupowej, pieczeniowej, przygotowawczej nam umyka. Jak każe tradycja szykujemy dodatkowe nakrycie, ale właśnie czy stać nas na taki gest by jednak zaprosić do domu tego zbłąkanego wędrowca? To tak niewiele dla nas, a tak dużo dla drugiej osoby, dla niej nawet kromka chleba oznacza ucztę, co dla nas jest codziennością. Dobry z Ciebie człowiek, nie masz znieczulicy, tak powszechnej w naszych świecie. Brawo! Postawa godna podziwu, możesz być z siebie dumna!
OdpowiedzUsuńZnam osobę, która spędza święta sama. Jest nią mój ojciec, który od 8-10 lat spędza Wigilie samotny jak palec, także Sylwestra. Co roku ściska mnie serce i do oczu napływają łzy, bo nikt w święta nie powinien być sam. Jednak są ludzie, którzy mieli ciepło rodzinne i miejsce przy stole wigilijnym, jednak przez swoje zachowanie je straciło. Jest mi przykro co roku przed świętami, ale ojciec jak sobie pościelił tak się wyśpi. Z resztą on katolikiem nie jest, chyba ateistą. W sumie sama nie wiem, bo kiedyś płakał i mówił mi, że chciałby spędzić święta z nami. Serce się kraja, ale niestety muszę przejść obok niego obojętnie z walizkami i wyjść zza drzwi i jechać do rodziny, której bym sprawiła przykrość nieobecnością na wigilii. Wiele ludzi nie docenia to co ma, a inni którzy tego nie mają oddali by wszystko byleby to mieć. Nie mówię tutaj o przedmiotach i rzeczach, które ulegają materializacji, lecz chodzi mi o takie coś jak RODZINA, CIEPŁO, MIŁOŚĆ.
OdpowiedzUsuńCo do przyjmowania "wędrowca" do domu podczas wigilii - ludzie są strachliwi, podejrzliwi i nie ufni. Stąd się to bierze. Nie znasz tej osoby. Nie wiesz jak się zachowuje. Co może zrobić, np. okraść. Uważam, że państwo polskie powinno w ten dzień organizować Wigilię dla bezdomnych w jakiś budynkach, gdzie oni mogliby się spotkać i chociaż jeden raz do roku mogli poczuć się nieobojętni i że jednak komuś na nich zależy.
OdpowiedzUsuńsama wiele razy byłam świadkiem, bądź słyszałam z opowiadań poirytowanych znajomych, że osoba której dało się pieniądze wydała je na alkohol. No cóż, w takim wypadku lepiej wziąć taką osobę do restauracji i postawić obiad (jakiegoś schabowego lub zupę) byle na ciepło. Sama postąpiłabym w ten sposób, bo widziałabym że pieniądze faktycznie poszły na coś pożytecznego.
OdpowiedzUsuńDo domu bałabym się taką osobę wziąć, chyba że ktoś miałby ją cały czas na oku (czyt. przebywa w pomieszczeniu gdzie jest wiele osób)
Łatwiej jest mówić, niż zrobić, ale masz rację - ludziom powinno się pomagać. I nie tylko w Wigilię - cały rok.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że śnieg się roztopił i raczej nie będzie białych świąt.
Ładnie tutaj.
Zgadzam się, w Wigilię nikt nie powinien być sam. Ale wiemy, że nie jest to możliwe...
OdpowiedzUsuńMasz rację, ludzie gdzieś pogubili się w tym świecie. Nie zwracają uwagi na bliźniego, który potrzebowałby pomocy. Z drugiej strony są różne sytuacje i czasami nie wiadomo jak się zachować. Tyle, że wigilia to naprawdę szczególny dzień w roku i powinniśmy być okazać serce.
OdpowiedzUsuńGdyby do moich drzwi zapukał bezdomny, bez wahania posadziłabym go przy stole.
Straszne rzeczy się dzieją. Nie bez powodu mówi się, że święta cieszą tylko w rodzinie, a najlepiej bogatej.
OdpowiedzUsuńSama postąpiłabym tak jak ty i błagała mamę, żeby temu człowiekowi pomóc. Kasy, którą miałabym przy sobie też nie byłoby mi żal oddać, jeśli widziałabym, że to nie "pijak" a ktoś, kto pomocy potrzebuje.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Ludzie czasem są bardzo bezmyślni i bezuczuciowi.
OdpowiedzUsuńJa nigdy nie mam pustego talerza na stole i jeśli mam być naprawdę szczera to nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji.
OdpowiedzUsuńpamiętam za to inną, która miała miejsce na wigilii znajomej. Jej ciocia jest katechetką i bardzo pobożną osobą, oczywiście w wigilię kiedy do drzwi zapukał bezdomny pan oczywiście zaprosiła go do stołu. On widząc tyle jedzenia naładował cały talerz, potem się napchał a na talerzu zostało jeszcze dość trochę jedzienia i ta ciocia nie pozwoliła mu odejść od stołu dopóki nie zjadł tego co nałożył :-)
Za łatwo się wzruszam. Nie wiem dlaczego ale mam łzy w oczach...
OdpowiedzUsuńZawsze łatwo się mówi... Nie twierdzę, że bym nie pomogła, ale znając życie znajdzie się teraz pełno miłosiernych ludzi, którzy z łezką w oku będą komentować, jak to by połowę majątku biednemu oddali, ech.
OdpowiedzUsuńSzczerze? Nie mam pojęcia, jak bym się zachowała. W moim przypadku to trochę trudno, bo mam domofon i ciężko dostać się do klatki.
Faktycznie, Boże Narodzenie ma ten swój niepowtarzalny klimat. O dziwo nawet Wielkanoc nie potrafi się przebić, choć teoretycznie dla katolików jest świętem wazniejszym. Ale cóż, naszym społeczeństwem w pewnym sensie rządzi komercha. Olać, niech rządzi. Miło jest sobie wręczać prezenty, spędzać ten czas z rodziną. I w końcu barszcz czerwony z uszkami. Wiem, płytka jestem pod tym względem xD
OdpowiedzUsuńFaktycznie, coś mi się obiło o uszy, ze Kevina jakoś wcześniej puścili ;p
Nowa forma matury z polskiego? Jakie drugie wypracowanie? I czemu oni tak późno o tym informują?
Ach, i słowa mojej ukochanej świątecznej piosenki w tytule 26 notki. Jakoś tak niesamowicie ją lubię i od razu mi się mordka uśmiecha jak ją słyszę w radiu.
Z tą znieczulicą masz rację. Choć nawet ja nie wiedziałabym jak się zachować w takiej sytuacji. Z jednej strony chce się pomóc, ale z drugiej jest pewien strach, że to jednak nie bezdomny, ale może złodziej lub jakaś wtyczka, która obada dom, co i jak, alarmy, układ pomieszczeń, a za kilka dni zastanie się wyczyszony dom, z wszelkich wartościowych przedmiotów. Żyjemy w czasach troszkę dziwnych, przynajmniej patrząc od tej strony. Gdy na przykład stoję w autobusie, zawsze trzymam torebkę blisko siebie, a ręką kontroluję zamek, czy nie rozpięty. Heh, tak to jest.
A z tą ostatnią notką u mnie to w ogóle jakoś dziwnie. Nie miałam na nią weny i do tej pory wydaje mi się bezbarwna. Muszę ją szybko zastąpić czymś lepszym i konkretniejszym, bo mnie trafi. Widzisz, interpetując temat myślałam tylko o żyjących osobnikach. Zapomniałam kompletnie o książkach czy muzyce. Ech :P
Ech, niech się CKE pierdyknie w łeb. Co z tego, że nawet gdyby powiedzieli o tym wcześniej, i tak specjalnie byście się do tego nie przygotowywali. Ale sama świadomość :D To tak jak ze sprawdzianami, i tak uczymy się dzień wcześniej. Ale dobrze jest wiedzieć te dwa tygodnie wcześniej. No nic, trzymam kciuki, żebyście jakoś to wytrwali. Założę się, że po pierwszej takiej maturze wycofają ten pomysł.
OdpowiedzUsuńTu nie ma czego ogarniać, jedynie wziąć jakiś karabinek i wystrzelać to towarzystwo!
OdpowiedzUsuńNa pewno! A jak nie to poszukamy na czarnym rynku! Nawet Ci się dołożę i dostaniesz moje błogosławieństwo. Ech, szalony kraj!
OdpowiedzUsuńNiestety dla mnie święta straciły ten swój dawny urok parę lat temu. Teraz to po prostu wolne od szkoły.
OdpowiedzUsuńA ja czuję coś niedobrego tuż za rogiem...
OdpowiedzUsuńAleż jest! Słucham jej bez przerwy próbując zinterpretować jej jakże skomplikowany pełen środków stylistycznych tekst. :P
Wbijesz do kogoś znajomego i posłuchasz przy okazji. ^^
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc, Wino polali Łowców jest dużo fajniejsze.
Nie pozwoliłabym rodzicom, aby nie wpuścili do domu takiej osoby.
OdpowiedzUsuń3,40 zł w portfelu? U, to musimy skrzyknąć jakąś załogę, bo ja też jestem biedny student :P I jeszcze muszę mieć drobne na autobus do domu.
OdpowiedzUsuńa u mnie ani śniegu, ani żadnej atmosfery
OdpowiedzUsuń