Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znieczulica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znieczulica. Pokaż wszystkie posty

16.12.2012

26. "Bo kiedy miasto na święta się stroi Niejeden z nas o przyszłość się boi."

Zbliża się Boże Narodzenie, za oknami mróz, biało, pada śnieg, dzieci biegają uradowane po białym puchu, a dorośli gonią za nimi z rękawiczkami, albo szalikiem pociechy, krzycząc "poczekaj bo zmarzniesz". Każdy żyje w swoim świecie, w swoim biegu, nie zwraca uwagi na innych. Ani na radość, ani na krzywdę drugiego człowieka  panuje wszechobecna znieczulica.
Wyobraźcie sobie następującą sytuację...
Z kuchni dobiegają świąteczne zapachy wigilijnych dań, w salonie zasiedli już goście, słuchać gwar, szmer rozmów, chichot dzieci, kot wyleguje się na kanapie, a pies pod choinką, lampki rozświetlają całe pomieszczenia, pachną pomarańcze, świerk, mama robi ostatnie poprawki na stole, a najstarszy członek rodziny wstaje aby rozpocząć modlitwę i podzielić się opłatkiem, w tym czasie do drzwi dzwoni dzwonek.
Ktoś otwiera. A tam stoi człowiek w podeszłym wieku, w brudnych ubraniach, przemarznięty, głodny, spragniony, prosi o pomoc.
Co wówczas zrobisz? Co zrobisz, jak do Twoich drzwi zapuka zbłąkany wędrowiec? Tak, owszem, na stole masz zawsze to dodatkowe nakrycie, ale nigdy nie zamierzasz go użyć. A przynajmniej większość osób. 
Pamiętam jak byłam dzieckiem, w dniu Wigilii, była już szarówka, pojechałyśmy z mamą po coś do sklepu, zostałam w samochodzie, obserwowałam ludzi, a moją uwagę przykuł starszy pan, skulony przy ścianie sklepu. Nie mogłam wtedy nic zrobić, byłam dzieckiem, nie miałam jak mu pomóc. Ale teraz bez wahania oddałabym mu chociaż swoje kieszonkowe. Dla mnie to żadna różnica czy ja w tym miesiącu kupię książkę/koszulkę/podkład/płytę. Ten głodny i spragniony człowiek nie ma nic, a ja przy nim mam wszystko. Mam dach nad głową, mam ciepło i czysto, mam rodzinę i zwierzęta, materialnie niczego mi nie brak. Dlaczego maiłabym nie pomóc? 
Jeśli ktoś zadzwoniłby do moich drzwi poprosiłabym rodziców/dziadków aby się zgodzili  by taka osoba spędziła z nami Wigilię. To jednak nie mój dom. 
I tak zawsze jedzenia jest za dużo. I tak się marnuje. Gdzie jest problem aby udostępnić takiemu biednemu człowiekowi łazienkę na pół godziny aby się odświeżył? Gdzie jest problem aby dać mu stare ubrania męża/ojca/brata/dziadka aby poczuł się lepiej, czysto? Gdzie jest problem aby takiego człowieka napoić i nakarmić?
W Wigilię nikt nie powinien być sam. Chociaż wtedy trzeba okazać trochę miłosierdzia.
Jeśli ktoś zapuka do Waszych drzwi - pomóżcie temu człowiekowi, nie osądzajcie go z góry, sami możecie kiedyś takowej pomocy potrzebować. Nie bądźmy obojętni na ludzką krzywdę. 

30.11.2012

22. "Czasami lepiej zadawać się z wrogiem niż z przyjacielem."

Ciężka sytuacja. Mam problemy damsko-męsko-damskie. Stworzył się chory trójkąt. Z nim przyjaźnię się od wielu lat, z nią o połowę mniej, oni byli ze sobą, mnie to nie przeszkadzało, oczywiście, że nie, nawet się cieszyłam z tego i życzyłam im dobrze. Ale im się rozleciało. Nie, z tego się nie cieszyłam. Lubię ich oboje, dobrze się czuję w ich towarzystwie, ale czuje, że coś wisi w powietrzu. On nigdy nie był dla mnie kimś więcej niż dobrym kolegą, kłóciliśmy się, ba, wyzywaliśmy i okładaliśmy po ramionach czy plecach, ale nie tak na serio, raczej dla wygłupu. Kłóciliśmy się na serio, raz nie rozmawialiśmy trzy miesiące siedząc w jednej ławce na wielu przedmiotach, chodząc do jednej klasy, mając wspólnych znajomych. Ale nadeszło Boże Narodzenie i jakoś trudno było, ale się pogodziliśmy, później bywało różnie, ale raczej lepiej niż gorzej, aż do teraz. Kiedy jest ona, on mnie ignoruje, nie, nie zabiegam o jego względy, po prostu parę rzeczy nas łączy, np. niemiecki, jesteśmy jakby to ująć... jednymi z lepszych osób w grupie i sobie pomagamy, prace zespołowe zawsze robimy razem i mamy zawsze za to dobre oceny. Czasami muszę mu coś powiedzieć, przekazać, zapytać, ale ja się nie liczę, zawsze mówiliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi i myślałam, że tak jest.
Moja przyjaciółka twierdzi, że może być tak, że ma coś do mnie, ale przez to, że był z nią nie chce pokazać niczego. Ale ja wolałabym aby tak nie było. To nie ktoś dla mnie. Różnych chłopaków znałam, z żadnym nie byłam, ale i z takim człowiekiem nie mogłabym być.
Źle się dzieje, bo nie rozmawiamy normalnie, jak kiedyś. Nic razem nie robimy, nigdzie razem nie wychodzimy i nie wiem co się w naszej "paczce" dzieje. Poza naszą trójką jest jeszcze kilka osób ale ewidentnie wszystko się komplikuje i pieprzy. Nie wiem co zrobić. Nie, nie pogadam z nimi, bo to oni się dziwnie zachowują, nie ja. Próbowałam rozmowy. Nie wyszło.