© Isabelle
Nowy miesiąc. Powinno się to jakoś nakładać na nowe możliwości, a tu brak weny i ochoty na wszystko. Nie chce mi się pisać, ani bloga, ani opowiadania, ani notatek. Oglądam seriale, trochę się uczę, trochę pracuję w domu i koło domu.
W ostatni weekend grabiłyśmy z mamą liście, nazbierało się tego okropnie dużo, brama była otwarta, kicia biegała po podwórku, Luxor wylegiwał się przy swojej budzie, około południa wbili na podwórko Jehowi. Których osobiście widzę w taki sposób, jak na poniższym obrazku.
© Kosovitz
Tak czy inaczej - nikt w głębsze rozmowy się nie wdawał, Luśka narobiła śmiechu, bowiem zaczęła rzucać się na ich nogi i gryźć mięśnie. Myślałam, że położę się ze śmiechu koło grab. Panowie byli wielce zadowoleni, że to nie pies, który też już ostrzył kły w zagrodzie. Mądre te moje zwierzęta. Nie żebym coś do nich miała, po prostu nie lubię, gdy ktoś wbija mi się na podwórko i głosi teorie, których ochoty nie mam słuchać.
W telewizji już świąteczne reklamy. Średnio mi się to podoba. Mimo, że kocham święta, czekam na święta i już o nich myślę, to reklamy - wypadałoby się jeszcze trochę wstrzymać. Mam metę na zajebiste świąteczne obrazki, ahhh. Nie mogę doczekać się grudnia, żeby móc Was zasypać klimatycznymi, świątecznymi obrazkami, gifami, zdjęciami, relacjami i piosenkami. Znalazłam też jeden plus tego, że mam zjazd przed samymi świętami, podejrzewam, że Gdańsk stroi się na święta, a ja nigdy nie miałam okazji być w okresie Bożego Narodzenia w wielkim mieście. I tak cholernie marzą mi się białe święta... Już się zastanawiam nad prezentami dla rodziców, zważywszy na to, że w ogóle nie mam pomysłu - zostało mi nieco ponad miesiąc. Jakieś pomysły? Bo dla znajomych to już wymyśliłam, mam nadzieję, że będą zadowoleni. A co to jest - zdradzę dopiero w poście świątecznym.
I na koniec, żeby nie było, że tylko święta mi teraz w głowie - piosenka, mi się podoba, może komuś wpadnie w ucho.
Kilka osób pytało mnie, czy będę zamieszczała tutaj posty powiązane z psychologią, obiecałam, że postaram się raz na jakiś czas napisać coś typowo psychologicznego. Jednakże zaszły pewne zmiany - w ramach zaliczenia technologii informacyjnej musiałam założyć bloga o tematyce psychologicznej, postaram się go w miarę regularnie prowadzić. Jeśli komuś zależy na adresie - proszę zostawić adres mail w komentarzu - wyślę adres. Z tego miejsca również proszę o nie łącznie tego bloga, z tamtym. W jakikolwiek sposób.



Tak białe świeta tez mi się marza i to bardzo:D zapraszam do siebie http://www.niebieskooka-dziewczyna.blogspot.com
OdpowiedzUsuńTeż czekam na święta. Mimo, że uwielbiam śnieg i zimę i tą całą piękną otoczkę to odstrasza mnie zimno i trochę tak sobie myślę, że w tym roku śniegu może być dla mnie mało... A z drugiej strony czekam na śnieg i wyjście na sanki z takim jednym miłym panem ;)
OdpowiedzUsuńDzisiaj u mnie też krążyli Jehowi .. ale doskonale wiedzą, że nie mają u mnie czego szukać.
OdpowiedzUsuńDlaczego Cię tak długo nie ma?
czasem cieszę się, że mieszkam w bloku... bo gdy widzę podejrzanych typów przez wizjer, to po prostu nie otwieram.
OdpowiedzUsuńwiesz, ja we wrześniu już widziałam czekoladowe mikołaje... chyba w Lidlu. i ginie gdzieś cała magia tego świątecznego czasu.
jak dla mnie Charlie (łowca tvd) jest tak bardzo ciachowy, że gdyby był jehowy to pewnie przeszła bym na ich wiarę ^^ co to za meta z tymi świątecznymi obrazkami? jak ja cię nimi zasypię sama to zobaczysz :D
OdpowiedzUsuńJa zawsze mam problem z prezentami, nawet dla najbliższych...
OdpowiedzUsuńDostałaś moje zaproszenie na bloga?
Nic nie mam w mailach, Emi :(
UsuńDobra, wysłałam jeszcze raz. :)
UsuńDziękuję ;*
UsuńCała przyjemność po mojej stronie. :)
Usuńemi, mam szansę na zaproszenie również? :<
UsuńOczywiście, już wysłałam. :)
Usuńoch, jehowi... mam taki obrazek w głowie. wieś gdzie mieszkała moja babcia ma taki układ, ze z naszego salonu można zobaczyć każdy jej zakątek. i pewnego dnia siedząc w oknie zaobserwowałam coś takiego: przyjechał dość duży samochód, wysypała się z niego masa ludzi. podzielili się na grupki: ona, on, dziecko - i każde z nich poszło w kierunku innego domu. wyglądali jak roboty zaprogramowane na nawracanie.
OdpowiedzUsuńU mnie Jehowi pojawili się ostatni raz lata temu, na szczęście.
OdpowiedzUsuńI ostatnio chodzą po głowie bożonarodzeniowe piosenki. Gdy wracałam ostatnio do domu nuciłam driving home for christmas.
Ja o świętach pomyślę dwa dni przed:D
OdpowiedzUsuńJa marzę już o pierwszym śniegu! Nie lubię zimy, ale kocham widok pruszącego śniegu w sztucznym świetle... cudo. Ale jak na razie nic mi się nie chce, dosłownie nic. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńNiech ten śnieg już spadnie...
OdpowiedzUsuńŚwiadkowie Jehowi... Ostatnio dorwali mnie na cmentarzu jakoś w sierpniu, tacy nachalni, że pozbyć się ich nie mogłam, ale zaczęłam im gadać takie rzeczy, że doszli do wniosku, że nie dam sobie wmówić ich paplaniny i ostatecznie dali mi spokój wyraźnie zdegustowani moimi poglądami na tematy, które podjęli.
OdpowiedzUsuńMasz obronnego kota! :) Jaki agresor mały :D
OdpowiedzUsuńCo do braku weny, to mienie, potrzeba trochę czasu i zobaczysz wrócisz ze zdwojoną energią do pracy.
Co do dekoracji też się nie mogę doczekać tego, szczególnie wieczorem i nocą - cudo.