16.02.2014

106.

Jadę do domu, zostawiam za sobą swoje miejsce na ziemi. Uwielbiam rozświetlony, nocny Gdańsk. To miasto żyje. Każdego dnia i każdej nocy.  Nie wiem co powoduje to, że tak ja uwielbiam, może to, że są tam ludzie, którzy zmieniają moje życie na lepsze, czy może to, że tak uwielbiam swoją uczelnię? Na której siedzenie przez dwanaście godzin owszem, jest męczące, ale jestem tam i czuję, że żyję, czuję, że to moje miejsce, że to dobry czas i miejsce. Nie wiedziałam, że będę czuła tam taką energię. Chęć życia. Mogę narzekać, że męczące, że wymagają, ale cieszę się, że podjęłam decyzję o tym, że to właśnie tam zatrzymam się na kolejne pięć lat. Co później? Nie planuję. Ale Gdańsk uwielbiam. Co w najbliższym czasie? Nauka. Chcę się uczyć, sesję zniosłam całkiem dobrze, bez większych spięć i stresów. Nie ma spiny, są drugie terminy. Nie były mi potrzebne. Taka ulga! Siedem weekendów z rzędu na uczelni. Jestem już zmęczona jazdą w tę i z powrotem. Mam nadzieję, że do października znajdę jakiekolwiek rozwiązanie, by wynieść się do Gdańska na stałe, znaleźć jakąś pracę, realizować się, uczyć, poznawać nowych ludzi. Ż Y Ć. Nie jest mi źle w domu, tego nie mówię, ale czuję, że na dłuższą metę nie dam rady.  Że zapuszczę korzenie na tej cholernej wiosce i tam już zostanę. Kocham mój dom, moich rodziców, moje koty i mojego psa, ale czuję, że potrzebuję czegoś więcej od życia niż rodziców, trawnika i zwierząt. Nie mogę w nieskończoność siedzieć u rodziców. Mam dwadzieścia lat i ciągle wrzucam sobie, że nie robię nic w kierunku samorozwoju. Zmiany. A potrzebuję zmian. Może nawet drastycznych. Chcę próbować nowych rzeczy. Chcę własnego życia, chcę wracać do mieszkania, sprzątać je, zrobić wszystko po swojemu, mieć swoje, tylko swoje miejsca na ziemi. Chcę wychodzić gdziekolwiek. Chcę mieć swobodę. Chcę mieć blisko przyjaciół. Chcę mieć to swoje i tylko swoje miejsce. W którym będę robić co tylko chcę i kiedy chcę. Chcę móc wyjść w sobotę rano na uczelnie i wrócić wieczorem, położyć się spać u siebie. I nie myśleć, jakie połączenie do domu najbardziej mi pasuje. Narzekam na Gdańsk. Narzekam, że nauki dużo. Ale k o c h a m  t o.

9 komentarzy:

  1. Cieszę się, że podoba Ci się w Trójmieście. :) I gratuluję sesji zdanej za pierwszym podejściem. :)
    Co do samorozwoju i zmian - czuję się podobnie, ale nie wiem, co z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmiany są potrzebne i owszem, ale z drugiej strony nic na siłę i na szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze robić to, co się kocha ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, nie miałem okazji zaznać życia nocnego w Gdańsku - ale w za to w Sopocie nocą było grubo ;) Dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Żyj kochana żyj i ciesz się każdym dniem:D zapraszam do siebie http://www.niebieskooka-dziewczyna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszyscy jesteśmy ambiwalentni - narzekamy, ale tak naprawdę to kochamy. :) To wspaniale, że znalazłaś swoje miejsce na ziemi. To jedna z najważniejszych potrzeb w życiu. Ja już znalazłam to miejsce na ziemi. Niedługo się do niego przeniosę... Liczę w miesiącach.

    OdpowiedzUsuń
  7. ...w Trójmieście byłem tylko przejazdem w drodze do Łeby i spodobało mi się to co widziałem z okna autokaru...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze jest znaleść swoje miejsce na Ziemii, utwierdzić się w przekonaniu że studiuje się to co satysfakcjonuje i kocha się miejsce, w którym ładne parę lat się spędzi. Życzę powodzenia w planach : z mieszkaniem i przeprowadzką. Zmiany są dobre, trzeba się usamodzielnić i zacząć żyć własnym życiem - bez kontroli, na własną rękę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Swoje rodzinne miasto kocham tak samo jak Warszawę - wiele w nich uroku :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś.
Dziękuję, że poświęcasz mi czas.
Dziękuję, że piszesz, co myślisz o tym poście.
Dziękuję, za Twoją obecność, która być może odmieni moje życie :)

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.