I znów. I jeszcze raz. Wspomnienia same wracają. I znów. I jeszcze raz. Coraz częściej widzę, że nie tęsknię za ludźmi. Ja tęsknię za wspomnieniami związanymi z tymi czy owymi. Można mi zabrać słowa. Można mi zabrać zapiski, godność, podziw, moje zaufanie. Ale nie można zabrać mi wspomnień. Ich nie oddam nigdy nikomu. Moje wspomnienia, tak głęboko, tak skrycie schowane, a jednak co jakiś czas przedzierają się przez kurtynę z betonu, mimo iż tak bardzo się bronię wspomnienia zalewają moją słabą duszę. Boję się, że moja dusza jest za słaba. Kocham ludzi. Współczuję im. Staram się kierować empatią i altruizmem, próbuję dać zrozumienie, ale sama w głębi jestem taka... wątła. Moje wewnętrzne ja jest o wiele mniejsze od tego zewnętrznego. Ten głosik w mojej głowie mówi mi, że wcale nie powinnam o tym wszystkim myśleć. Chcę być dobrym człowiekiem, nie zawsze wychodzi, ale czy to wystarczy, by dusza kiedyś zaznała spokoju? Czy to mi da choć promyk nadziei na udaną wędrówkę poza ciałem?
Słucham Myslovitz i tak bardzo wczuwam się w ich muzykę. Sprzedaję im swoją duszę, za każdym razem, za którym ich słucham. Sprzedaję im siebie, moje serce. Przenikają przeze mnie do szpiku kości, doskonale wiedzą jak się czuję. Ciekawe skąd. Ciekawe ile takich osób jak ja jest na tym świecie. Ciekawe czy gdzieś istnieje ktoś tak bardzo do mnie podobny pod względem charakteru. Ciekawe czy jest gdzieś ta moja bratnia dusza, którą rzekomo każdy ma. I ponoć o każdym z nas ktoś myśli przed snem.
Chciałabym teraz z gorącym kubkiem kakao zasiąść na huśtawce, z muzyką w uszach, z papierem i długopisem w ciemną gwieździstą i ciepłą noc. Chciałabym, by na powrót było lato. Chciałabym, by na powrót było dwa lata, dwa lata i miesiąc wcześniej. Tak bardzo bym chciała cofnąć się w czasie i zmienić tę jedną rzecz.
Jakoś tak smutno mi się robi, kiedy ich słucham. Mam ochotę siąść i się rozpłakać. Jestem w rozsypce. Nie, nie jestem pewna dlaczego. Nie, to nie moja wina. Nie, nie potrzebuję psychologa. Nie, nie potrzebuję wcale płakać. Ja potrzebuję się przytulić.
Brakuje mi kogoś, kto byłby dla mnie całym światem. Nie mam punktu skupienia, nie mam kogo kochać. Nie mam o kogo się troszczyć. Nikogo takiego nie mam, a chcę mieć. Ale może faktycznie lepiej odpuścić i samo wreszcie przyjdzie.
Komplikują się wszystkie sprawy. 馬 rzadko pisze, ja piszę częściej. Dobrze nam się rozmawia, jak rozmawiamy to długo, ale jednak mam złe przeczucia. Może zbyt wiele rzeczy widzę w czarnych barwach, ale nie ma to takiego... rozmachu. Brakuje temu czegoś. Może mi samej brakuje mnie we mnie. Nie jestem sobą. Ja... ja jestem całkiem inna niż jestem teraz. Trzeba coś z tym zrobić. A na razie pozostaje się modlić o odrobinę transferu, bo już nic nie mam i nawet google już mi wyszukiwać nie chce.
Hej:)
OdpowiedzUsuńMówią że każdy ma bratnią duszę, więc i Twoja gdzieś tam jest, może w Chinach, może na Biegunie. Kto wie? :) Jesienne wieczory są długie, wracają wspomnienia, dobrze że one zostają, bo można wracać do tych dobrych chwil kiedy się tylko chce. A te złe? Wszystko dzieje się po coś, zawsze jest jakaś przyczyna. Każda osoba napotkana w naszym życiu czegoś nas uczy.
A co do kogoś do przytulania, wieczorami powinni wynajmować męskie ramiona - zarobiliby majątek;) Mi też brakuje wieczorami faceta u boku, z którym można pogadać sącząc kakao i słuchając muzyki. Szczególnie tak cudownej jak Myslovitz..
Trzymaj się kochana:*
Pozdrawiam:*
w magii Myslovitz, wieczorów, huśtawek i ja tonę. czuję, że spotkałabyś wiele takich bratnich dusz, ale świat jest potwornie wielki... spotkasz jeszcze takie. w najmniej oczekiwanym momencie.
OdpowiedzUsuńtęsknisz za ludźmi, nie myśl, że jest inaczej. bo ludzie to wspomnienia, to słowa, daty, uśmiechy i niewysłane listy. to właśnie ludzie. coś więcej niż ciało. coś poza.
Też często mi brakuje zwykłego przytulenia się do kogoś bliskiego. Brak mi takich osób. Jakoś tak boję się ludzi, za wiele razy mnie zranili, ostatnio nawet osoba, która była dla mnie naprawdę ważna i po której bym się tego nigdy nie spodziewała. Teraz jestem sama i nade wszystko potrzebuję się do kogoś przytulić. Ale nie ma do kogo. Tak naprawdę nigdy nie było.
OdpowiedzUsuńTeż chcę być dobra. Ale ciągle wytykam sobie swoje błędy, zachowania. Mimo iż ogółem raczej siebie akceptuję. Chociaż to też różnie bywa.
Kurde ja też chciałabym cofnąć się o dokładnie tyle samo i może... spróbować czegoś innego, bo wydaje mi się, że w pewien sposób gorzej by nie było.
OdpowiedzUsuńCzytając to wszystko czuję, że piszesz o mnie - bo sama mogłabym to wszystko opisać na swoim blogu, tylko zespół byłby inny.
Szkoda więc, że nie mamy maszyny do cofania czasu. Ilu ludziom dałoby to szczęście... hmm
OdpowiedzUsuńTeż potrzebuję tej osoby. Która byłaby moim całym światem. Tak bardzo bym jej chciała. Ale wychodzę z założenia, że pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. A przynajmniej mam taką nadzieję.
OdpowiedzUsuńJezu, uwielbiam Myslovitz. Mają takie dobijające, ale prawdziwe utwory. I w ogóle lubię takie melancholijne piosenki. Może to też przez nie zagłębiam się bardziej w smutku, a niżeli powinnam.