Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

26.12.2012

29. "And all I want is the taste that your lips allow"

Grudzień to taki miesiąc podsumowań, wspomnień, rachunków sumienia i w ogóle wszelakich rozliczeń z innymi i z samymi sobą. Takie rozliczenie zrobiłam sobie w nocy z wigilii na pierwszy dzień świąt. Wróć. Chciałam zrobić, ale stanęło na pierwszym punkcie, nad którym debatowałam do trzeciej nad ranem z dobrym kolegą. 
I cholera jasna ! Wszystko wróciło, każde wspomnienie, każdy uśmiech i każda łza. I znów wszystko za mną chodzi jak cień. Bo to grudzień właśnie, który nie kojarzy mi się tylko z Bożym Narodzeniem i Sylwestrem. 
Jakby to było gdyby nie było tak jak było? Głupie pytanie stawiane samemu sobie, bo po co? Ale jednak człowiek taki jest, że myśli i wymyśla. Wspomina i się w tym zatraca. Ostatnio każda rzeczy jest taka. Każda rzecz przywołuje wspomnienia i takie, a nie inne myśli. 
Maniakalnie słucham Give Me Love Edda Sheerana i tak bardzo się z tym utożsamiam. W sobotę dostałam kartkę od wyżej wymienionego kolegi, życzył mi abym przestała czekać na miłość, bo sama przyjdzie, w najmniej oczekiwanym momencie. Wiem, że tak zawsze jest, ale żeby czekać na miłość trzeba być wolnym od miłości, trzeba nie kochać, prawda? Mylę się?
Nic nie ułożyło się po mojej myśli. Święta. Porównuję je z poprzednimi i z jeszcze wcześniejszymi. Wszystko tak bardzo się zmieniło. Na Sylwestra nie wychodzę nigdzie, tak jak zawsze. Sylwester rok temu był miły. Ale ten już nie będzie. 
Miałam nadzieję. Głupia. Naiwna. Jak zwykle. Jak zwykle czeka się na coś, co nigdy nie nadejdzie. Czy ja zawsze już będę tak wierząca w spełnienie marzeń? Nie chcę tak żyć. Nie chcę czekać na to, co nie nadejdzie. Ale z drugiej strony wiem, że o marzenia trzeba walczyć. Ale czasami istnieje coś takiego, zwane strachem. Ale nic dziwnego, że człowiek się boi, jak wie, że jest nieporządny. Cały czas, wszędzie jakieś "ale". Nigdy nic, tak jak miało być. 




W tej chwili jest 6.470.818.671 ludzi na świecie. Niektórzy z nich uciekają przestraszeni. Niektórzy wracają do domu. Niektórzy mówią kłamstwa, aby przetrwać dzień. Inni po prostu spoglądają prawdzie w twarz. Niektórzy są złymi ludźmi, w walce z dobrem, a niektórzy dobrzy walczą ze złem. Sześć miliardów ludzi na świecie. Sześć miliardów dusz. A czasami wszystko, czego pragniesz... to jedna. 


Nawet żadnego : "Wszystkiego dobrego". 

3.12.2012

23. "Bo czas wszystkie rany goi i zaciera, jedna tylko zgryzota w sercu nie umiera."

Mam tak koszmarne deja vu. Duża część dnia była taka sama jak trzy lata temu. Tysiąc dziewięćdziesiąt sześć dni temu. Nawet śnieg padał, tak jak wtedy. 
Dlaczego akurat trzy lata temu? Bo wtedy moje życie zmieniło się diametralnie, poznałam Kogoś. A za kilka dni miną trzy miesiące odkąd nie mamy kontaktu i nie jest to do końca jasna i łatwa sytuacja. 
Pamiętam grudzień dwutysięcznego dziewiątego roku jakby to było wczoraj, jakbyśmy znów pierwszy raz rozmawiali. Pamiętam jak uśmiechałam się na każdą wiadomość, pamiętam jak chichotałam z żartów i w ogóle byłam bardzo radosna, bo byłam potrzebna i doceniona. Czekałam. Nie raz i nie dwa. I nie tylko ja czekałam. I to było najfajniejsze, najlepiej układa się wówczas, gdy dwoje ludzi tak samo chce obecności tego drugiego, spędzania wspólnie czasu, w jakikolwiek sposób. 
Nie zawsze była sielanka, nie zawsze po burzy pojawiała się tęcza, nie zawsze człowiek umiał przyznać się do błędów, do tego co zrobił źle i spieprzył z premedytacją. Było burzliwie, kłótliwie, łzawo, były kłótnie i awantury, było warczenie na siebie i brak szczerości. Było chyba wszystko. 
Pamiętam większość słów, ba! Pamiętam nawet o co się sprzeczaliśmy. 
Może i spaliłam długi list. Może i schowałam wszystko co z Kimś związane do dużej białej koperty opisanej imieniem i datą. Może i zacisnęłam zęby, nie płakałam, nie pisałam, nie robiłam nic, ale nie zapomniałam. To silniejsze ode mnie, bo ludzi się nie zapomina. 
Nie raz i nie dwa byłam raniona, ale nie pozostawałam dłużna i również raniłam, czasami nieświadomie, czasami z premedytacją, choć to drugie znacznie rzadziej. Bywałam podła, zawistna, cholernie zazdrosna, tak małoletnia i głupia! 
Specjalnie i do znudzenia powtarzałam, że nie wybaczę. A jednak wybaczyłam, bo jest w życiu coś ważniejszego od nienawiści. Jest miłość i przyjaźń.
Umiem się długo gniewać i okazywać swą złość, umiem być naprawdę zawistna i uparta. Było tyle dobrych dni i tyle złych. Ale jakby czas cofnął się o trzy lata, jakbym znów miała podjąć decyzję, nie zmieniłabym jej. Je ne Regretter rien!* 
Może jestem naiwna, może głupia, może nawet więcej niż głupia, ale bardzo uczuciowa i sentymentalna. Słucham tych kojarzących się piosenek, bo każda się jakoś kojarzy. Cóż ja mogę poradzić, los jest zły i bezwzględny. Tęsknię, ale od dłuższego czasu jestem persona non grata** Za czym tęsknię? Ciężko powiedzieć. Przyjaciół nie da się tak po prostu wyrzucić, zapomnieć, oddać. Przestać w niewytłumaczalny sposób kochać. Ludzi się nie zapomina, nie tych, którzy coś znaczą w naszym życiu. 
Od myślenia nie mogłam zeszłej nocy spać, stwierdziłam, że obco czuję się sama, że moje łóżko jest dla mnie samej stanowczo za duże, wszystko co mnie otacza nie jest takie jak było kiedyś. Mimo iż Ktoś nigdy tu nie był, czuję czasami pustkę. W pokoju, czy w sercu? A to nie jedno i to samo? Czy to jest jakaś różnica?
Nie płaczę. Nie. Wcale. 
Muzyka na dzisiaj : 

Myslovitz - Gdzieś
Myslovitz - Sprzedawcy marzeń
Myslovitz - Dla Ciebie
Myslovitz - My 
Myslovitz - Nienawiść 
Sunrise Avenue - Welcome to my life
Sunrise Avenue - Fairtale gone bad 
Sunrise Avenue - All Because Of You
Sunrise Avenue - Forever Yours
Sunrise Avenue - Only
Sunrise Avenue - Monk Bay 
Sunrise Avenue - Sweet symphony
Sunrise Avenue - Heal me
Sunrise Avenue - Somebodny help me
Dave O'Dowda*** - All Alone
Hurts - Evelyn 


* Niczego nie żałuję
** Osoba niepożądana 
*** Moje nowe uzależnienie 

"Bo czas wszystkie rany goi i zaciera, jedna tylko zgryzota w sercu nie umiera."
~A. Mickiewicz

Przepraszam. Ja też zawiniłam. Ja też spieprzyłam. Tego żałuję.

24.09.2012

17. "Przed nami mgła. Zamykam oczy."

I znów. I jeszcze raz. Wspomnienia same wracają. I znów. I jeszcze raz. Coraz częściej widzę, że nie tęsknię za ludźmi. Ja tęsknię za wspomnieniami związanymi z tymi czy owymi. Można mi zabrać słowa. Można mi zabrać zapiski, godność, podziw, moje zaufanie. Ale nie można zabrać mi wspomnień. Ich nie oddam nigdy nikomu. Moje wspomnienia, tak głęboko, tak skrycie schowane, a jednak co jakiś czas przedzierają się przez kurtynę z betonu, mimo iż tak bardzo się bronię wspomnienia zalewają moją słabą duszę. Boję się, że moja dusza jest za słaba. Kocham ludzi. Współczuję im. Staram się kierować empatią i altruizmem, próbuję dać zrozumienie, ale sama w głębi jestem taka... wątła. Moje wewnętrzne ja jest o wiele mniejsze od tego zewnętrznego. Ten głosik w mojej głowie mówi mi, że wcale nie powinnam o tym wszystkim myśleć. Chcę być dobrym człowiekiem, nie zawsze wychodzi, ale czy to wystarczy, by dusza kiedyś zaznała spokoju? Czy to mi da choć promyk nadziei na udaną wędrówkę poza ciałem?
Słucham Myslovitz i tak bardzo wczuwam się w ich muzykę. Sprzedaję im swoją duszę, za każdym razem, za którym ich słucham. Sprzedaję im siebie, moje serce. Przenikają przeze mnie do szpiku kości, doskonale wiedzą jak się czuję. Ciekawe skąd. Ciekawe ile takich osób jak ja jest na tym świecie. Ciekawe czy gdzieś istnieje ktoś tak bardzo do mnie podobny pod względem charakteru. Ciekawe czy jest gdzieś ta moja bratnia dusza, którą rzekomo każdy ma. I ponoć o każdym z nas ktoś myśli przed snem. 
Chciałabym teraz z gorącym kubkiem kakao zasiąść na huśtawce, z muzyką w uszach, z papierem i długopisem w ciemną gwieździstą i ciepłą noc. Chciałabym, by na powrót było lato. Chciałabym, by na powrót było dwa lata, dwa lata i miesiąc wcześniej. Tak bardzo bym chciała cofnąć się w czasie i zmienić tę jedną rzecz. 
Jakoś tak smutno mi się robi, kiedy ich słucham. Mam ochotę siąść i się rozpłakać. Jestem w rozsypce. Nie, nie jestem pewna dlaczego. Nie, to nie moja wina. Nie, nie potrzebuję psychologa. Nie, nie potrzebuję wcale płakać. Ja potrzebuję się przytulić. 
Brakuje mi kogoś, kto byłby dla mnie całym światem. Nie mam punktu skupienia, nie mam kogo kochać. Nie mam o kogo się troszczyć. Nikogo takiego nie mam, a chcę mieć. Ale może faktycznie lepiej odpuścić i samo wreszcie przyjdzie. 
Komplikują się wszystkie sprawy. 馬 rzadko pisze, ja piszę częściej. Dobrze nam się rozmawia, jak rozmawiamy to długo, ale jednak mam złe przeczucia. Może zbyt wiele rzeczy widzę w czarnych barwach, ale nie ma to takiego... rozmachu. Brakuje temu czegoś. Może mi samej brakuje mnie we mnie. Nie jestem sobą. Ja... ja jestem całkiem inna niż jestem teraz. Trzeba coś z tym zrobić. A na razie pozostaje się modlić o odrobinę transferu, bo już nic nie mam i nawet google już mi wyszukiwać nie chce.

12.09.2012

16. "Koniec świata staje się już."

Piętnaście kremowych kartek zapisanych drobnym maczkiem, długopisem z niebieskim wkładem. Każda strona ponumerowana... Moje dłonie je zrodziły, moje dłonie je zabiły. Spłonęły na moich długi palcach, a wraz z nimi spłonęła część mojego wewnętrznego ja. Spłonęły uczucia, troski, zmartwienia, nawet łzy ugasić nie mogły tego płomienia. Koperta A4 zapełniona pocztówkami, słowami, plikami umieszczona na dnie brązowego kartonu zapadnie za kilka tygodni w zapomnienie, a jak za kilka lat będę szukała figurki słonika, trafię na kopertę i tylko spojrzę co jest w środku, tylko przypomnę sobie, tylko pomyślę, tylko uronię łzę i odłożę z powrotem.
Trzy lata wspomnień. Trzy lata nieprzespanych nocy. Trzy lata trosk, uśmiechów, łez, chwil zapomnienia, smutków i radości. Ale chyba wszystkiego w życiu nadejdzie kres, zresztą samo życie kiedyś się skończy. "Koniec świata staje się już" jak to pięknie ujął Miłosz w swojej piosence o końcu świata.
Przecież każdego z nas to czeka, dziś, jutro, a może za sześćdziesiąta osiem lat. Nie znamy dnia, ani godziny. Przecież wszystko ma swój początek i koniec. Wszystko w końcu przechodzi do historii, zaczynamy o tym mówić w czasie przeszłym i wtedy wiemy, że tkwimy już w innym rozdziale życia. W całkiem innej bajce. 
Ja swoją nową bajkę rozpoczęłam przyzwoicie, ale co będzie dalej? Uśmiecham się i nie wiem co powiedzieć. Chciałabym żeby wszystko wreszcie się ułożyło. Ale nigdy nic nie będzie idealne, zresztą ja tego nie wymagam, chcę tylko, by było dobrze.
Może tak musiało być. Może to zaczyna ten okres, kiedy mam naprawdę dorosnąć, zmienić się i być lepszym człowiekiem niżeli jestem. Wiem jak bardzo uparta jestem, wiem jak bardzo przekorna i zaborcza. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale mam dobre serce i to jest też dość ważne. Kiedyś będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem dumna iż jestem jaka jestem.
Praca nad ciałem i charakterem. Każdy musi to przejść. Każdy jakoś się zmienia. Więc ja też się dostosuję.
Widać tak musiało być. Jak to mówią - Bóg tak chciał. Będzie dobrze.

Je ne regrette rien !