Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutek. Pokaż wszystkie posty

22.02.2013

46. "Nie zostawiaj mnie bo, czarne smutne niebo"

Tak, przyznaję się - rozpamiętuję. Takim jestem człowiekiem, myślę, często myślę o przeszłości, o tym jak było, jak mogło być i jak mogłoby być gdyby tylko włożyć w to wszystko starań. Nikt nie mówił, że życie to droga, a na niej róże. Miało być tak jakby Nas nigdy nie było. 
Ale to nie jest takie proste. W pamiętniku piszę listy, których nigdy nie wyślę, czasami wracam do archiwum, żeby coś, cokolwiek pozytywnego znaleźć. Zastanawiałam się dlaczego do tego wracam. Po co wracać do przeszłości? Po co rozdrapywać stare rany? Po co zawracać sobie głowę pytaniem : Co by było gdyby?
Minęło tyle czasu. Prawie pół roku. To szmat czasu. Tyle się od tego czasu zmieniło, a zarazem prawie nic. Zależy z której strony na to spojrzeć. 
Po prostu czasami wieczorem leżę, patrzę w sufit i myślę o tym jak było. Po prostu czasami zastanawiam się co robisz. Po prostu czasami mam ochotę napisać. Po prostu czasami śpiewam nasze piosenki i mam ochotę wyczyścić sobie pamięć. Po prostu czasami czytam i odnajduję tą sytuację w życiu innych. Po prostu czasami coś mi się z Tobą kojarzy. Po prostu czasami przypominam sobie co chciałam z Tobą robić i o czym rozmawiać. Czasami widzę kogoś łudząco podobnego, z charakteru lub wyglądu i zastanawiam się, czy pamiętasz i czy Ci dobrze zapomniawszy o mnie. 
Po prostu czasami najzwyklej w świecie tęsknię, ale nie jestem pewna za czym. 


21.01.2013

36. Bezczas

Chłód i cień
Już czas na sen
Zachód słońca żegna dzień...
I ścichł Twój szept
Twój wzrok też zgasł
Wokół tylko cisza...

Znów jest zmierzch
Bez gwiazd, wśród łez
Każda myśl to cierń.
Bo los z nas drwi,
Drwi z nas co dzień.

Gdzieś we mgle gubię drogi swe
Nie odnajdę się
A w tych snach Twoja śmierć, mój strach
Nie chcę dłużej tak, nie...

Mur bez bram
Ja tu, Ty tam gdzieś po drugiej stronie nieba
Pięć Twych zdjęć
I list, w nim wiersz
Ciebie nie ma...

Wciąż tak trwam z pustką sam na sam
W beznadziei trwam...
Jak mam żyć?
Nie ma sensu nic,
Chcę do Ciebie iść...

Wciąż tak trwam z pustką sam na sam
Pośród wspomnień trwam...
Jak mam żyć?
Nie ma sensu nic,
Chcę do Ciebie iść...

Brnę we mgle gubię drogi swe
Nie odnajdę się
A w tych snach Twoja śmierć, mój strach
Nie chcę dłużej tak, nie...


Bezczas - Szymon Wydra.

Bardzo często wracam do tego utworu.


Wszystkiego najlepszego.

26.12.2012

29. "And all I want is the taste that your lips allow"

Grudzień to taki miesiąc podsumowań, wspomnień, rachunków sumienia i w ogóle wszelakich rozliczeń z innymi i z samymi sobą. Takie rozliczenie zrobiłam sobie w nocy z wigilii na pierwszy dzień świąt. Wróć. Chciałam zrobić, ale stanęło na pierwszym punkcie, nad którym debatowałam do trzeciej nad ranem z dobrym kolegą. 
I cholera jasna ! Wszystko wróciło, każde wspomnienie, każdy uśmiech i każda łza. I znów wszystko za mną chodzi jak cień. Bo to grudzień właśnie, który nie kojarzy mi się tylko z Bożym Narodzeniem i Sylwestrem. 
Jakby to było gdyby nie było tak jak było? Głupie pytanie stawiane samemu sobie, bo po co? Ale jednak człowiek taki jest, że myśli i wymyśla. Wspomina i się w tym zatraca. Ostatnio każda rzeczy jest taka. Każda rzecz przywołuje wspomnienia i takie, a nie inne myśli. 
Maniakalnie słucham Give Me Love Edda Sheerana i tak bardzo się z tym utożsamiam. W sobotę dostałam kartkę od wyżej wymienionego kolegi, życzył mi abym przestała czekać na miłość, bo sama przyjdzie, w najmniej oczekiwanym momencie. Wiem, że tak zawsze jest, ale żeby czekać na miłość trzeba być wolnym od miłości, trzeba nie kochać, prawda? Mylę się?
Nic nie ułożyło się po mojej myśli. Święta. Porównuję je z poprzednimi i z jeszcze wcześniejszymi. Wszystko tak bardzo się zmieniło. Na Sylwestra nie wychodzę nigdzie, tak jak zawsze. Sylwester rok temu był miły. Ale ten już nie będzie. 
Miałam nadzieję. Głupia. Naiwna. Jak zwykle. Jak zwykle czeka się na coś, co nigdy nie nadejdzie. Czy ja zawsze już będę tak wierząca w spełnienie marzeń? Nie chcę tak żyć. Nie chcę czekać na to, co nie nadejdzie. Ale z drugiej strony wiem, że o marzenia trzeba walczyć. Ale czasami istnieje coś takiego, zwane strachem. Ale nic dziwnego, że człowiek się boi, jak wie, że jest nieporządny. Cały czas, wszędzie jakieś "ale". Nigdy nic, tak jak miało być. 




W tej chwili jest 6.470.818.671 ludzi na świecie. Niektórzy z nich uciekają przestraszeni. Niektórzy wracają do domu. Niektórzy mówią kłamstwa, aby przetrwać dzień. Inni po prostu spoglądają prawdzie w twarz. Niektórzy są złymi ludźmi, w walce z dobrem, a niektórzy dobrzy walczą ze złem. Sześć miliardów ludzi na świecie. Sześć miliardów dusz. A czasami wszystko, czego pragniesz... to jedna. 


Nawet żadnego : "Wszystkiego dobrego". 

3.12.2012

23. "Bo czas wszystkie rany goi i zaciera, jedna tylko zgryzota w sercu nie umiera."

Mam tak koszmarne deja vu. Duża część dnia była taka sama jak trzy lata temu. Tysiąc dziewięćdziesiąt sześć dni temu. Nawet śnieg padał, tak jak wtedy. 
Dlaczego akurat trzy lata temu? Bo wtedy moje życie zmieniło się diametralnie, poznałam Kogoś. A za kilka dni miną trzy miesiące odkąd nie mamy kontaktu i nie jest to do końca jasna i łatwa sytuacja. 
Pamiętam grudzień dwutysięcznego dziewiątego roku jakby to było wczoraj, jakbyśmy znów pierwszy raz rozmawiali. Pamiętam jak uśmiechałam się na każdą wiadomość, pamiętam jak chichotałam z żartów i w ogóle byłam bardzo radosna, bo byłam potrzebna i doceniona. Czekałam. Nie raz i nie dwa. I nie tylko ja czekałam. I to było najfajniejsze, najlepiej układa się wówczas, gdy dwoje ludzi tak samo chce obecności tego drugiego, spędzania wspólnie czasu, w jakikolwiek sposób. 
Nie zawsze była sielanka, nie zawsze po burzy pojawiała się tęcza, nie zawsze człowiek umiał przyznać się do błędów, do tego co zrobił źle i spieprzył z premedytacją. Było burzliwie, kłótliwie, łzawo, były kłótnie i awantury, było warczenie na siebie i brak szczerości. Było chyba wszystko. 
Pamiętam większość słów, ba! Pamiętam nawet o co się sprzeczaliśmy. 
Może i spaliłam długi list. Może i schowałam wszystko co z Kimś związane do dużej białej koperty opisanej imieniem i datą. Może i zacisnęłam zęby, nie płakałam, nie pisałam, nie robiłam nic, ale nie zapomniałam. To silniejsze ode mnie, bo ludzi się nie zapomina. 
Nie raz i nie dwa byłam raniona, ale nie pozostawałam dłużna i również raniłam, czasami nieświadomie, czasami z premedytacją, choć to drugie znacznie rzadziej. Bywałam podła, zawistna, cholernie zazdrosna, tak małoletnia i głupia! 
Specjalnie i do znudzenia powtarzałam, że nie wybaczę. A jednak wybaczyłam, bo jest w życiu coś ważniejszego od nienawiści. Jest miłość i przyjaźń.
Umiem się długo gniewać i okazywać swą złość, umiem być naprawdę zawistna i uparta. Było tyle dobrych dni i tyle złych. Ale jakby czas cofnął się o trzy lata, jakbym znów miała podjąć decyzję, nie zmieniłabym jej. Je ne Regretter rien!* 
Może jestem naiwna, może głupia, może nawet więcej niż głupia, ale bardzo uczuciowa i sentymentalna. Słucham tych kojarzących się piosenek, bo każda się jakoś kojarzy. Cóż ja mogę poradzić, los jest zły i bezwzględny. Tęsknię, ale od dłuższego czasu jestem persona non grata** Za czym tęsknię? Ciężko powiedzieć. Przyjaciół nie da się tak po prostu wyrzucić, zapomnieć, oddać. Przestać w niewytłumaczalny sposób kochać. Ludzi się nie zapomina, nie tych, którzy coś znaczą w naszym życiu. 
Od myślenia nie mogłam zeszłej nocy spać, stwierdziłam, że obco czuję się sama, że moje łóżko jest dla mnie samej stanowczo za duże, wszystko co mnie otacza nie jest takie jak było kiedyś. Mimo iż Ktoś nigdy tu nie był, czuję czasami pustkę. W pokoju, czy w sercu? A to nie jedno i to samo? Czy to jest jakaś różnica?
Nie płaczę. Nie. Wcale. 
Muzyka na dzisiaj : 

Myslovitz - Gdzieś
Myslovitz - Sprzedawcy marzeń
Myslovitz - Dla Ciebie
Myslovitz - My 
Myslovitz - Nienawiść 
Sunrise Avenue - Welcome to my life
Sunrise Avenue - Fairtale gone bad 
Sunrise Avenue - All Because Of You
Sunrise Avenue - Forever Yours
Sunrise Avenue - Only
Sunrise Avenue - Monk Bay 
Sunrise Avenue - Sweet symphony
Sunrise Avenue - Heal me
Sunrise Avenue - Somebodny help me
Dave O'Dowda*** - All Alone
Hurts - Evelyn 


* Niczego nie żałuję
** Osoba niepożądana 
*** Moje nowe uzależnienie 

"Bo czas wszystkie rany goi i zaciera, jedna tylko zgryzota w sercu nie umiera."
~A. Mickiewicz

Przepraszam. Ja też zawiniłam. Ja też spieprzyłam. Tego żałuję.

18.10.2012

19. "This was once you and me"

Smutno jest dzisiaj. W dzień się śmieję. Śmieję się do łez, tak po prostu, aż boli mnie brzuch. Lubię się śmiać, lubię mieć powody do śmiechu. Wieczory? Cóż, tutaj już się nie śmieję. Siedzę przy laptopie, bo siedzę. Czasami się uczę, ale jakoś szału nie ma, muszę się wreszcie wziąć za naukę. Październik, klasa maturalna, wypadałoby. Tak samo jak wypadałoby zacząć pisać pracę maturalną, bardzo zależy mi na tym przedsięwzięciu, ponieważ bardzo podoba mi się temat, który wybrałam. Motyw samobójstwa w literaturze. Wybrałam literaturę, wiem co chcę napisać, tylko nie chce mi się pisać. Nic mi się nie chce. Nic nie umiem na test z Konstytucji, a zdaję maturę z WOSu, trochę niefajnie, ale nie mam już siły się uczyć, wstanę wcześniej i przeczytam sobie dział odnośnie konstytucji, a nóż może coś zapamiętam. Na pewno coś zapamiętam. 
Rok zaczął się dobrze, mimo iż już jedna jedynka dumnie stoi w dzienniku i się cieszy, no ale niech będzie. Zawaliłam dzisiaj sprawdzian z lektury, nie wiem co się ze mną dzieje, nigdy mi się nie zdarzyło nie przeczytać chociażby streszczenia.
Ludzie w moim wieku mają na swoim koncie osiągnięcia, coś już w życiu zdobyli. A ja? Cóż. Mam brzydką figurę, nie wiem co chcę robić w życiu, nie mam chłopaka i nie potrafię się wziąć za siebie na tyle, aby wyglądać tak jak chcę i czuć się tak jak chcę. 
Chcę wreszcie czuć, że jestem dobrym człowiekiem, chcę czuć, że dobrze robię, chcę czuć szczęście i motylki w brzuchu, chcę być jak inne nastolatki, martwić się, że nie ma w sklepie koloru danej bluzki czy też szpilek, akurat w takim modelu, a ja nie. Ja ciągle myślę jak się zmienić i niewiele robię w tym kierunku. A powinnam mniej myśleć i dużo więcej robić. Starać się bardziej. Żyć zdrowiej. Żyć lepiej.
Smutno mi bo... bo włączyła mi się tęsknota. Wspomnienia wracają, za każdym razem gdy spojrzę w niebo, za każdym razem gdy spojrzę na telefon i na te wszystkie rzeczy.

Przepraszam, że Was nie odwiedzam, że nie komentuję, nadrobię to w ten weekend.

Monk Bay - Sunrise Avenue

24.09.2012

17. "Przed nami mgła. Zamykam oczy."

I znów. I jeszcze raz. Wspomnienia same wracają. I znów. I jeszcze raz. Coraz częściej widzę, że nie tęsknię za ludźmi. Ja tęsknię za wspomnieniami związanymi z tymi czy owymi. Można mi zabrać słowa. Można mi zabrać zapiski, godność, podziw, moje zaufanie. Ale nie można zabrać mi wspomnień. Ich nie oddam nigdy nikomu. Moje wspomnienia, tak głęboko, tak skrycie schowane, a jednak co jakiś czas przedzierają się przez kurtynę z betonu, mimo iż tak bardzo się bronię wspomnienia zalewają moją słabą duszę. Boję się, że moja dusza jest za słaba. Kocham ludzi. Współczuję im. Staram się kierować empatią i altruizmem, próbuję dać zrozumienie, ale sama w głębi jestem taka... wątła. Moje wewnętrzne ja jest o wiele mniejsze od tego zewnętrznego. Ten głosik w mojej głowie mówi mi, że wcale nie powinnam o tym wszystkim myśleć. Chcę być dobrym człowiekiem, nie zawsze wychodzi, ale czy to wystarczy, by dusza kiedyś zaznała spokoju? Czy to mi da choć promyk nadziei na udaną wędrówkę poza ciałem?
Słucham Myslovitz i tak bardzo wczuwam się w ich muzykę. Sprzedaję im swoją duszę, za każdym razem, za którym ich słucham. Sprzedaję im siebie, moje serce. Przenikają przeze mnie do szpiku kości, doskonale wiedzą jak się czuję. Ciekawe skąd. Ciekawe ile takich osób jak ja jest na tym świecie. Ciekawe czy gdzieś istnieje ktoś tak bardzo do mnie podobny pod względem charakteru. Ciekawe czy jest gdzieś ta moja bratnia dusza, którą rzekomo każdy ma. I ponoć o każdym z nas ktoś myśli przed snem. 
Chciałabym teraz z gorącym kubkiem kakao zasiąść na huśtawce, z muzyką w uszach, z papierem i długopisem w ciemną gwieździstą i ciepłą noc. Chciałabym, by na powrót było lato. Chciałabym, by na powrót było dwa lata, dwa lata i miesiąc wcześniej. Tak bardzo bym chciała cofnąć się w czasie i zmienić tę jedną rzecz. 
Jakoś tak smutno mi się robi, kiedy ich słucham. Mam ochotę siąść i się rozpłakać. Jestem w rozsypce. Nie, nie jestem pewna dlaczego. Nie, to nie moja wina. Nie, nie potrzebuję psychologa. Nie, nie potrzebuję wcale płakać. Ja potrzebuję się przytulić. 
Brakuje mi kogoś, kto byłby dla mnie całym światem. Nie mam punktu skupienia, nie mam kogo kochać. Nie mam o kogo się troszczyć. Nikogo takiego nie mam, a chcę mieć. Ale może faktycznie lepiej odpuścić i samo wreszcie przyjdzie. 
Komplikują się wszystkie sprawy. 馬 rzadko pisze, ja piszę częściej. Dobrze nam się rozmawia, jak rozmawiamy to długo, ale jednak mam złe przeczucia. Może zbyt wiele rzeczy widzę w czarnych barwach, ale nie ma to takiego... rozmachu. Brakuje temu czegoś. Może mi samej brakuje mnie we mnie. Nie jestem sobą. Ja... ja jestem całkiem inna niż jestem teraz. Trzeba coś z tym zrobić. A na razie pozostaje się modlić o odrobinę transferu, bo już nic nie mam i nawet google już mi wyszukiwać nie chce.

12.09.2012

16. "Koniec świata staje się już."

Piętnaście kremowych kartek zapisanych drobnym maczkiem, długopisem z niebieskim wkładem. Każda strona ponumerowana... Moje dłonie je zrodziły, moje dłonie je zabiły. Spłonęły na moich długi palcach, a wraz z nimi spłonęła część mojego wewnętrznego ja. Spłonęły uczucia, troski, zmartwienia, nawet łzy ugasić nie mogły tego płomienia. Koperta A4 zapełniona pocztówkami, słowami, plikami umieszczona na dnie brązowego kartonu zapadnie za kilka tygodni w zapomnienie, a jak za kilka lat będę szukała figurki słonika, trafię na kopertę i tylko spojrzę co jest w środku, tylko przypomnę sobie, tylko pomyślę, tylko uronię łzę i odłożę z powrotem.
Trzy lata wspomnień. Trzy lata nieprzespanych nocy. Trzy lata trosk, uśmiechów, łez, chwil zapomnienia, smutków i radości. Ale chyba wszystkiego w życiu nadejdzie kres, zresztą samo życie kiedyś się skończy. "Koniec świata staje się już" jak to pięknie ujął Miłosz w swojej piosence o końcu świata.
Przecież każdego z nas to czeka, dziś, jutro, a może za sześćdziesiąta osiem lat. Nie znamy dnia, ani godziny. Przecież wszystko ma swój początek i koniec. Wszystko w końcu przechodzi do historii, zaczynamy o tym mówić w czasie przeszłym i wtedy wiemy, że tkwimy już w innym rozdziale życia. W całkiem innej bajce. 
Ja swoją nową bajkę rozpoczęłam przyzwoicie, ale co będzie dalej? Uśmiecham się i nie wiem co powiedzieć. Chciałabym żeby wszystko wreszcie się ułożyło. Ale nigdy nic nie będzie idealne, zresztą ja tego nie wymagam, chcę tylko, by było dobrze.
Może tak musiało być. Może to zaczyna ten okres, kiedy mam naprawdę dorosnąć, zmienić się i być lepszym człowiekiem niżeli jestem. Wiem jak bardzo uparta jestem, wiem jak bardzo przekorna i zaborcza. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale mam dobre serce i to jest też dość ważne. Kiedyś będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem dumna iż jestem jaka jestem.
Praca nad ciałem i charakterem. Każdy musi to przejść. Każdy jakoś się zmienia. Więc ja też się dostosuję.
Widać tak musiało być. Jak to mówią - Bóg tak chciał. Będzie dobrze.

Je ne regrette rien ! 

20.07.2012

10."Ile smutku i bólu można opowiedzieć w ciągu niespełna dwóch minut?"*

Są takie dni w życiu każdego z nas, że nie chcemy mieć nic wspólnego z innymi, a w szczególności z ludźmi. Bywają momenty, że życie choć nie miało Bóg wie jakiego sensu, a małe cele - staje się kompletnym bezsensem, niechcianą chorobą, trudnością do przetrwania. Chce się wówczas po prostu odciąć, zniknąć, przestać zważać na innych. Chciałabym tak po prostu móc zniknąć na kilka tygodni, pobyć w samotności, w czterech ścianach sam na sam, poczuć tęsknotę za wszystkim co mam, by znów móc doceniać to wszystko. By znów cieszyć się małymi rzeczami, by nie wymagać od życia i ludzi zbyt wiele... Lecz jest to niemożliwe i nic nie mogę na to poradzić. Nie mogę odejść i zniknąć, bo mój pies zawyłby się z tęsknoty, rodzina by mi tego nie wybaczyła, tyle obowiązków i terminów przede mną - nie mogę zrobić tego mimo iż chcę. Nienawidzę samotności. Nienawidzę tego cholernego uczucia w moim ciele. Nienawidzę tej istoty, która odbiera mi uśmiech, radość z życia, lecz ona, samotność tli się gdzieś w dole mego serca i nijak nie daje się zalać. Czuję jej obecność mimo iż za oknem w ogrodzeniu siedzi pies, obok mnie śpi kot, za ścianą jest mama... ale to nie ten stan bycia samemu ze sobą. By być samemu trzeba się wynieść bardzo daleko. Najlepiej tam gdzie nie ma możliwości komunikacji ze światem zewnętrznym. Lecz czy będąc całkiem samemu, w gąszczu lasu, w starej opuszczonej chacie zapomni się o problemach? Przytłaczającym świecie? O tym ile krzywd ten świat wyrządził nie tylko nam? Jestem wstrząśnięta okrucieństwem człowieka wobec innego człowieka, ale nie tylko, również wobec zwierząt. Kocham zwierzęta i pomogłabym każdemu zwierzęciu, jeśli bym mogła. No może pomijając pająki i węże, bowiem to już podchodzi pod fobię. W każdym razie - dlaczego zwierzęta cierpią? Grzech pierworodny ich nie dotyka, a jednak są tak źle traktowane przez ludzi, katowane, żywcem obdzierane ze skóry...Miałam w życiu już kilka kotów, a to wpadły pod samochód, a to psy rozszarpały - za każdym na swój sposób tęskniłam, ostatni mój kot polazł i do dziś go nie ma, dostałam nowego kotka, ale nadal mam nadzieję, że tamtemu nic nie jest. Sama czasami strzelę swoje zwierzaki jak coś zmajstrują ścierą po grzbiecie, ale nic więcej, podrę się trochę i już głaszczę, karmię i się z nimi bawię.. Nie wiem, nie rozumiem tego świata. Nie powinno mnie tu być. Nie w tym świecie. Nie w tym wieku. Nie w tej epoce. Nie pasuję do tych czasów! 
Noce spędzam czytając przy świecach bardzo smutne książki, później próbuję zasnąć, lecz często jest to niemożliwe, bowiem mój mózg prowadzi żwawe konwersacje z sercem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że i jedno i drugie ma rację, tylko, że obie racje nie splatają się w całość i znów zostaję bez wyjścia. Pewne sytuacje są zbyt skomplikowane jak na mój osiemnastoletni mózg. Strasznie tęsknię za czasami, kiedy wszystko było proste, kiedy coś było dobre lub złe, białe lub czarne. Nigdy nic nie było pomiędzy. Wybory były oczywiste i zawsze dobre. A teraz? Teraz jest plątanina myśli, słów, uczuć i emocji. Miliony kabelków pomieszało się w mojej głowie, a ja nic nie mogę na to poradzić. Bezradność jest kolejną po samotności najgorszą rzeczą. Źle z duszą, źle ze zdrowiem, nic nie jest okej. To co dzieje się w NFZ'cie mnie całkowicie przeraża, banda konowałów, która ma ciche umowy z najdroższymi producentami lekarstw, ot leczenie - "dam to, bo obiecałem temu, koniecznie na 100%" Śmiech mnie ogarnął, gdy realizowałam dzisiaj receptę, bowiem z moim stawem kolanowym zamiast być lepiej jest gorzej poszłam do ortopedy, pan nieogarnięty jak paczka gwoździ najpierw pomylił strony prawą z lewą (dwa razy! w ciągu 2 minut) później wypisał mi zwykłą glukozaminę, którą można kupić (uwaga!) bez recepty o siedemdziesiąt zł taniej, a nie oszukujmy się - w tych czasach zaoszczędzenie siedemdziesięciu zł na lekarstwie jest znaczną różnicą. No czyż to nie jest chamstwo w państwie? Robią z ludzi głupszych niż sami są. Może i babcie mające po dziewięćdziesiąt lat się nabierają, ja nie. Robią pacjentów seryjnie i mają głęboko w poważaniu to czy im pomogli, czy może jeszcze zaszkodzili. Nic tylko pierdolnąć bombę na ten cały rząd i te wszystkie dziwne, podejrzane sprawy, nie żebym się na to zamierzała, ale ten kraj zmierza donikąd. A my siłą rzeczy żyjemy zamiast lepiej - gorzej. Ciągła pogoń, ja mam dość. Chcę odpocząć od tego wszystkiego. Może faktycznie powinnam to wszystko jakoś zmienić, wynieść się na jakiś czas, może ktoś zauważyłby, że mnie nie ma. 
Focus.

* S@motność w sieci - J.L. Wiśniewski