Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problem. Pokaż wszystkie posty

12.12.2012

25. Ta (nie)szczególna data, kiedy to marzenia się spełniają, a świat się kończy.

Słyszałam, że tego dnia miały się spełniać marzenia, miał też być enty koniec świata, a o 12:12 trzeba było pomyśleć życzenie. I pewnie też słyszeliście parę innych takich stwierdzeń i obietnic. 
Żyjemy, czyli końca świata nie było, pod moimi drzwiami nie stoi facet mojego życia, więc życzenia się nie spełniają. A poza tym nic dobrego się nie wydarzyło. Dowiedziałam się, że zmienia mi się matura z języka polskiego, no śmiech na sali, puste krzesła. Dodatkowe wypracowanie na temat nieomawiany w szkole (no dobra, zniosłabym to) ale mogli by chociaż debile wydłużyć czas pracy, 170 minut to nie tak dużo na napisanie dwóch wypracowań i przeczytanie tekstu udzielając odpowiedzi na pytania z nim związane. A co ciekawsze możemy nawet nie dostać przykładowych zadań z tzw. "III części egzaminu", bo rozporządzenie wchodzi w maju 2013, zostało wydane 31 sierpnia 2011, a my dowiadujemy się w środku roku maturalnego, super, zajebiście. 
Przez przypadek usłyszałam jak "przyjaciel" stwierdził, że jestem tępaa. Bezczelny typ, nie ma odwagi powiedzieć mi co myśli prosto w oczy. I szczerze mówiąc wcale nie zgadzam się z jego opinią.
Wszystko się komplikuje i pieprzy, jedno za drugim. Strach pomyśleć co przyniesie jutro. 

A o 12:12 przez myśl przeszło mi tylko to, że za prawie sto lat znów nastąpi data (10.10.10) w 2110 która pewnie będzie następnym końcem świata, bo jest zapisana tak, a nie inaczej. 

Dziękuję, dobranoc. 

30.11.2012

22. "Czasami lepiej zadawać się z wrogiem niż z przyjacielem."

Ciężka sytuacja. Mam problemy damsko-męsko-damskie. Stworzył się chory trójkąt. Z nim przyjaźnię się od wielu lat, z nią o połowę mniej, oni byli ze sobą, mnie to nie przeszkadzało, oczywiście, że nie, nawet się cieszyłam z tego i życzyłam im dobrze. Ale im się rozleciało. Nie, z tego się nie cieszyłam. Lubię ich oboje, dobrze się czuję w ich towarzystwie, ale czuje, że coś wisi w powietrzu. On nigdy nie był dla mnie kimś więcej niż dobrym kolegą, kłóciliśmy się, ba, wyzywaliśmy i okładaliśmy po ramionach czy plecach, ale nie tak na serio, raczej dla wygłupu. Kłóciliśmy się na serio, raz nie rozmawialiśmy trzy miesiące siedząc w jednej ławce na wielu przedmiotach, chodząc do jednej klasy, mając wspólnych znajomych. Ale nadeszło Boże Narodzenie i jakoś trudno było, ale się pogodziliśmy, później bywało różnie, ale raczej lepiej niż gorzej, aż do teraz. Kiedy jest ona, on mnie ignoruje, nie, nie zabiegam o jego względy, po prostu parę rzeczy nas łączy, np. niemiecki, jesteśmy jakby to ująć... jednymi z lepszych osób w grupie i sobie pomagamy, prace zespołowe zawsze robimy razem i mamy zawsze za to dobre oceny. Czasami muszę mu coś powiedzieć, przekazać, zapytać, ale ja się nie liczę, zawsze mówiliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi i myślałam, że tak jest.
Moja przyjaciółka twierdzi, że może być tak, że ma coś do mnie, ale przez to, że był z nią nie chce pokazać niczego. Ale ja wolałabym aby tak nie było. To nie ktoś dla mnie. Różnych chłopaków znałam, z żadnym nie byłam, ale i z takim człowiekiem nie mogłabym być.
Źle się dzieje, bo nie rozmawiamy normalnie, jak kiedyś. Nic razem nie robimy, nigdzie razem nie wychodzimy i nie wiem co się w naszej "paczce" dzieje. Poza naszą trójką jest jeszcze kilka osób ale ewidentnie wszystko się komplikuje i pieprzy. Nie wiem co zrobić. Nie, nie pogadam z nimi, bo to oni się dziwnie zachowują, nie ja. Próbowałam rozmowy. Nie wyszło.