Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matura. Pokaż wszystkie posty

16.05.2013

76. Matura to bzdura! :)

Stres, pot, ból brzucha, głowy, uczucie bezradności - nareszcie poznałam co to prawdziwy stres, ten na prawo jazdy to był pikuś. W tajemnicy Wam powiem, że ustny WCALE nie jest taki straszny, tylko człowiek się stresuje bo tak, a nie inaczej. Z polskiego byłam przygotowana na "picuś glancuś", a tak się stresowałam, że raz powiedziałam Werter zamiast Kordian, podejrzewam, że nie wysunęłam wniosków przy jednej lekturze i dupa, poległam w swoich oczach, bo maiło być idealnie. 

Dzisiaj miałam ustny język obcy, w moim przypadku niemiecki. Dziś to był szczyt stresu w moim życiu, myślałam, że nie wytrzymam, bo było mi wręcz słabo. Ale jak tylko weszłam do sali rozluźniłam się. Cały egzamin miałam po niemiecku, choć mogłam używać polskich zwrotów typu "dzień dobry" czy "Może pani powtórzyć?", ale nie, nie ja, postanowiłam, że sobie poradzę. Zaszpanowałam kilkoma "trudnymi" zwrotami i słówkami, rozbawiłam panie egzaminujące, egzamin był naprawdę PRZYJEMNY! :) 



Język polski: 85% 
Język niemiecki: 100% 

!!! 

PS: Rodzina się nabija, że polskiego zapomniałam ;D


Wiem, zmieniam szablony jak rękawiczki, ale nie mogę wybrać nic co zaspokoiłoby moje oczy. 

9.05.2013

72. Moja wielka miłość

Od kilku dni ten temat błąka się gdzieś w mojej głowie, przemieszcza się po opuszczonych komórkach mózgowych, co jakiś czas puka w płat skroniowy mówiąc "No weź, weź napisz." Postanowiłam ulec, dla świętego spokoju. Nie żebym tam chciała się Wam do czegoś przyznać.
 
Uwielbiam facetów. (To takie dziwne, nie?) Nie no, uwielbiam czytać męskie blogi. Nie wiem co mnie do nich ciągnie, może fakt, że facet ma inny światopogląd, no chyba, że jest gejem. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Jestem tolerancyjna.
 
Ale wróćmy do tematu. Dlaczego lubię mężczyzn i ich blogi?
 
Po pierwsze to właśnie ten światopogląd. Kilka osób stwierdziło, że mam męski mózg i dość męski charakter. Oglądam mecze, nie obrażam się, nie strzelam "fochów", uwielbiam samochody i motocykle. Jejku, jak ja się ostatnio śliniłam na widok nowego Mercedesa klasy S. Nie dość, że kosztuje 600 tysięcy złotych to w sumie bałabym się do niego wsiąść, a co dopiero mówić o zakupie. (Akurat nie mam wolnej gotówki)* no i troszeczkę tańsza Audi A3 sportback, takie tam 120 tysięcy.
 
Miłością do motocykli zaraził mnie mój tata, z którym czasami sobie jeżdżę, strasznie żałuję, że robiąc prawo jazdy kat. B nie zrobiłam od razu na motocykl, moglibyśmy na legalu sobie wyruszyć gdzieś, daleko, bez krzyku mamy "Boże, zwolnij!".  Wiatr we włosach to jest to. I o ile mój rodziciel preferuje spokojną jazdę, o tyle ja marzę o ścigaczu, wściekle czerwonym, czarnym, byleby przyspieszał do setki szybciej niż o tym pomyślę. Na razie pozostaje mi samochód. Lubię to!
 
To z facetami lepiej się dogaduję, znajduję więcej wspólnych tematów. Mam wiele koleżanek, szczególnie stąd, które cenię, uwielbiam i w ogóle traktuję jak siostry, z nimi mogę pogadać o wszystkim i to jest wspaniałe, bo znam wiele dziewcząt, które nie mają wartości, celi, nic. Najlepiej żyć od piątku do piątku, od kielicha do kielicha. Żenada.
 
Jak mam załatwić jakąś sprawę - prawda jest taka, że szybciej załatwię ją z nieznajomym przedstawicielem płci męskiej niż żeńskiej. Tu, czy w realu, bez różnicy.
 
Mimo tego, że mam tendencję do zakochiwania się w naprawdę skrajnych przypadkach - nie narzekam na facetów jak niektóre dziewczęta, które są zawiedzione, że nie zalajkował zdjęcia na facebooku. Ową tendencję stwierdziłam u siebie około rok temu, ale - takie moje szczęście. Nie mam go ani w miłości, ani w kartach. To może lotto?
 
Męskie blogi - kilka ich odwiedzam, jak ktoś jest ciekawy to sobie może poszukać facetów na moim blogu. Pewnie się nie obrażą, ba jestem tego pewna, niektórzy będą nawet zadowoleni, bo narzekają na brak odwiedzających (tak się załatwia popularność kolegom^^).
 
Odwiedzam je z kilku powodów. Mężczyzn jest mniej, taki ewenement, choć nie "lecę" na każdy męski blog, co to, to nie. Blog musi być interesujący, koniec. Kropka. Nie ma innej opcji. To tyczy się też damskich blogów, ale dziś panie muszą mi wybaczyć. Lubię czytać męskie blogi, bo nie czytam o kolejnym błyszczyku, poznaję nowe horyzonty, gusta, zespoły, dzieła literackie.
 
Od zawsze miałam w miarę dobry kontakt z chłopakami, jakoś tak umiałam żartować i rozładowywać atmosferę (choć jeden był niereformowalny). Ludzie zazwyczaj wiedzą na ile mogą sobie pozwolić w moim towarzystwie, a, że jestem otwarta na każdy temat - mogą pozwolić sobie na dużo. No chyba, że kogoś nie lubię, to kaplica.
 
Mam tendencję do gadania z facetami otwarcie, co ponoć jest dobrą cechą, nie wiem jak to tam jest naprawdę, ale po co ściemniać? Lepiej jechać prosto z mostu. Tego właśnie nauczyłam się w ostatnich latach i to jedna z lepszych lekcji życia.
 
W męskich blogach jest to coś -Mężczyźni. :) Fajnie jest spojrzeć na świat Waszymi oczyma, które naprawdę różnią się od naszych damskich. Fajnie jest czytać o Waszych emocjach i uczuciach, dzięki temu kobiety mogą się czegoś o Was dowiedzieć, poznać Wasz sposób działania, myślenia. Panowie, piszcie, dla nas, takich nas jest wiele. Naprawdę.
 
I tak całkowicie prywatnie dodam, że nie ma nic seksowniejszego od męskich perfum i koszul.
 
***
 
Był polski, była matematyka, w piątek rozszerzenie z polskiego. Wybrałam temat o Przedwiośniu, ogólnie wydało mi się wszystko takie proste, ale oczywiście klucz założył inaczej. Sfiksuję w tym kraju niedługo. Zdziwiłam się tekstem do czytania, otwieram arkusz, a tam fizyka, biologia, ale ok, był nawet niezły, ale przesadzili z niektórymi zdaniami, a miało być tak pięknie. Boję się, że zawaliłam. Matematyka? Wstałam z ogromnym bólem żołądka i głowy, musiałam się czymś podtruć, wspaniale. Nafaszerowałam się tabletkami, jakoś przeżyłam Choć blada byłam jak trup. Motałam się jak pierwszoklasista przy pierwszym zadaniu. Które tak było banalne jak budowa cepa. Później już poleciało, lepiej, gorzej, ale napisałam. Miałam nie sprawdzać odpowiedzi, ale pokusa wygrała i tym razem. Oscyluję w okolicach 55%-60% i mam nadzieję, że będzie taki wynik. Choć straciłam masę punktów na głupich błędach, co cholernie boli, bo te są najgorsze. No i walkowerem oddałam cztery punkty, nie zrobiłam zadań na dowodzenie. Nigdy tego nie umiałam i tego nas nie uczyli. Z kosmosu miałam wziąć rozwiązanie? Gdyby nie logiczne myślenie nie miałabym nawet tego, pewnych rzeczy nie umiałam obliczyć, nie wiem dlaczego, ale wszystkie zadania, które zrobiłam "na logikę" mam dobrze. Oczywiście w ostatnich dwóch nie poszło, ale jakieś cząstkowe być muszą. Ogólnie myślałam, że będzie ze mną tragicznie, że stres mnie opanuje, że będę źle to znosiła, a tymczasem moja rodzina panikuje bardziej niż ja. Chodzę sobie na lajcie, siadam, piszę, wychodzę. Oby tak było też na ustnych. Nadal trzymajcie kciuki!

* taki tam suchar
 
 

28.12.2012

30. "To nasze wybory ukazują kim naprawdę jesteśmy"

Za oknem ani śladu śniegu, rano, czyli po jedenastej, gdy wstałam za oknem ujrzałam Słońce, w pełnej krasie, cóż za radość, lekki przymrozek, ale znośny, tylko wiatr smagał po twarzy, wybrałam się na spacer z moim psem, który merdał ogonem cały czas, on też lubi taką pogodę. Lubi słońce, choć tarzanie w śniegu też sprawia mu radość. Kota nie ma. Poczuł marzec. Zdrajca! 
Wczoraj wrócił mi mój ogromny świt na punkcie Harrego Pottera. Zaczęło się na nowo od rozmowy na temat klocków Lego w święta z rodziną, wspomniałam, o tym, że kiedyś chciałam z ww serii, popatrzeli na mnie jak na kosmitę nie dowierzając mi, że takowe istnieją. Dzisiaj chciałam sprawdzić ich ceny i ledwo zebrałam zęby z podłogi. Na zebranie całego kompletu z tej serii trzeba prawie czterech tysięcy złotych. Współczują portfelom rodziców dzieci, które panicznie chcą takową serię zakupić. Przecież to tylko w sumie zabawki, rozumiem fenomen lego, ale nie rozumiem dlaczego klocki są tak drogie. Chociaż... co teraz jest tanie? 
Wracając do Harrego, poczytałam wywiad z J.K Rowling na temat dalszych losów bohaterów, pooglądałam nowe okładki książek debatując pół dnia czy wolę te, czy stare, a że nie mam własnego HP to pewnie w niedługim czasie będę chciała kupić. No i kupiłam nową książkę Rowling, przeglądałam w sieci opinie na temat Trafnego Wyboru i tak bardzo chce mi się śmiać z niektórych ludzi. Jak można porównywać książkę o charakterze społecznym, o zabarwieniu kryminalnym do serii o młodych czarodziejach z Hogwartu? Nie rozumiem toku myślenia tych osób. To tak jakby porównywać Biblię do Greya, no niebo,  a ziemia, ludzie!
Swoją drogą dodałam do panelu pod nagłówkiem dwie zakładki "Książki przeczytane" i "Lista książek do przeczytania". W jednej i drugiej są listy moich książek, które będę starała się na bieżąco aktualizować. Chcę mieć to wszystko w jednym miejscu, a na blogu tego nie zgubię, a może nawet Was coś zaciekawi? 
Mam trochę za mało czasu na czytanie książek, za dużo czasu spędzam przed komputerem, powinnam się uczyć zamiast czytać książki, ale cóż poradzić, kiedy ma się tyle pozycji do przeczytania, kiedy się to uwielbia. Teraz będę zabierała się za nowo kupioną książkę, któregoś dnia muszę wybrać się do Empiku na zakupy, może w niedzielę, w ogóle jest otwarty w niedzielę? Nie orientuję się za bardzo. 
Zmieniłam szablon, bardzo mi się podoba jego tło, w takich fajnych kolorach. Tamten już mnie nudził, doprowadzał mnie do szaleństwa. Było mi za ciemno (teraz jest mi za jasno) i jakoś tak chciałam się odciąć już od świąt, bo były odrobinę męczące, ale jednak udane. A to chyba najważniejsze. 
Tydzień wolnego cholernie szybko uciekł, a przed nami już tylko cztery wolne dni. Cóż. Później dwa i pół tygodnia szkoły, studniówka, ferie,  później dwa miesiące szkoły, święta i zaraz matura. A ja jestem w ogóle nieprzygotowana i już zaczynam się bać. Jakoś to będzie, lepiej niż jakoś. Wierzę w to. 
Może wreszcie jakoś wszystko się ułoży. 
Trzymajcie się i czytajcie książki :) 

12.12.2012

25. Ta (nie)szczególna data, kiedy to marzenia się spełniają, a świat się kończy.

Słyszałam, że tego dnia miały się spełniać marzenia, miał też być enty koniec świata, a o 12:12 trzeba było pomyśleć życzenie. I pewnie też słyszeliście parę innych takich stwierdzeń i obietnic. 
Żyjemy, czyli końca świata nie było, pod moimi drzwiami nie stoi facet mojego życia, więc życzenia się nie spełniają. A poza tym nic dobrego się nie wydarzyło. Dowiedziałam się, że zmienia mi się matura z języka polskiego, no śmiech na sali, puste krzesła. Dodatkowe wypracowanie na temat nieomawiany w szkole (no dobra, zniosłabym to) ale mogli by chociaż debile wydłużyć czas pracy, 170 minut to nie tak dużo na napisanie dwóch wypracowań i przeczytanie tekstu udzielając odpowiedzi na pytania z nim związane. A co ciekawsze możemy nawet nie dostać przykładowych zadań z tzw. "III części egzaminu", bo rozporządzenie wchodzi w maju 2013, zostało wydane 31 sierpnia 2011, a my dowiadujemy się w środku roku maturalnego, super, zajebiście. 
Przez przypadek usłyszałam jak "przyjaciel" stwierdził, że jestem tępaa. Bezczelny typ, nie ma odwagi powiedzieć mi co myśli prosto w oczy. I szczerze mówiąc wcale nie zgadzam się z jego opinią.
Wszystko się komplikuje i pieprzy, jedno za drugim. Strach pomyśleć co przyniesie jutro. 

A o 12:12 przez myśl przeszło mi tylko to, że za prawie sto lat znów nastąpi data (10.10.10) w 2110 która pewnie będzie następnym końcem świata, bo jest zapisana tak, a nie inaczej. 

Dziękuję, dobranoc. 

27.11.2012

21. "Nocami myślę, ciemność porusza wyobraźnie, zasypia cały świat, ze snu budzą się fantazje. Reset systemu, cztery zera na zegarze."

Noce są ciężkie. Noce są bolesne. Albo nie sypiam, albo sypiam bardzo źle. Ciągle towarzyszą mi koszmary. Każdy jest inny, ale w każdym umiera ktoś mi bliski, co noc inna osoba. Ja już nic nie rozumiem, nie wiem dlaczego tak się dzieje. Mam pewne podejrzenia, ale bez przesady. Boję się zasypiać, boję się spać. Mimo iż to tylko sny, są strasznie bolesne. Chodzę jak niewyspane zombie, pod oczami malują się ciemne cienie. 
Wszystko po kolei się wali, kończy, umyka, wszystko się zmienia, wcale chyba nie na leprze? 
Za mną ciężki tydzień, próbne matury - poszły mi tragicznie. A polski to już w ogóle. Wzięłam pierwszy temat, który napisałam źle, nie, nie zrobiłam z Izabeli Łęckiej prostytutki, ba, ja nawet nie wiedziałam kto to Marianna, nie wspomnieliśmy o niej słowem na lekcji. A lekturę przecież całkiem dobrze znam. Dwie strony o jakiejś kurtyzanie, ot super temat na maturę. Ja napisałam tylko, że Łęcka jest upadła duchowo, 3/4 Polski pisało o Łęckiej, a chodziło o Mariannę. <Faceplam> Jestem zła na siebie, że nie przypomniałam sobie treści Lalki, Zbrodnie i Karę przerobiłam jeszcze raz i popłaciło, Sonię mam dobrze scharakteryzowaną. Dupa, a nie wypracowanie. Napisałam pracę na ponad sześćset pięćdziesiąt słów i jak dowiedziałam się, że jest źle to miałam ochotę się po prostu rozpłakać. Tak, mogłam wziąć drugi temat, ale czułam, po prostu czułam, że klucz do niego będzie nieciekawy. (Nie żeby do pierwszego tematu był w porządku). Nie znam jeszcze wyniku, ale wiem, że będzie niezadowalający, tak samo z niemieckiego, z geografii jest mi obojętny, mamy wyniki tylko z matematyki, 62% mogło być lepiej, ale mogło być też gorzej. Do sali wchodziłam z nastawieniem "Po prostu napisz na 30% i będzie dobrze." Także nie jest źle. Z matematyki można powiedzieć, że jestem zadowolona, ba, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że arkusz był łatwy, miałabym procent więcej, ale tak głupie błędy, cóż. Najwięcej straciłam na głupotach. Na wszystkich przedmiotach straciłam na głupotach. Brawo ja. Ale cóż, byleby w maju poszło lepiej. 
Czekam na święta, ostatnio wymieniam telefon, nie miałam czasu pisać, czytać, na nic nie miałam czasu. Strasznie boli mnie gardło, mam wrażenie, że palą mnie żywcem, a moja temperatura waha się w koło 35 stopni. Coś jest nie tak, jak zwykle. Piję okropne Febrisany i marzę o długim wolnym, zostałam w domu, jestem blada jak ściana, pod oczami mam sine wory, głowa mnie boli. 
W zeszły piątek byłam w kinie, obejrzałam ostatnią część Zmierzchu, spektakularny, piękny koniec, film świetnie nagrany, ba, lepiej zrobiony niż ostatnia część książki. Do tej pory wieszałam psy na prawie każdej części, bo ja wolę książki, ale przy tej części włożyli chyba w to całe serce i wiele umiejętności, naprawdę, dawno nic nie wbiło mnie w fotel tak jak zrobiła to scena bitwy, nic mnie tak nie zaskoczyło jak ten film. Strasznie się cieszę, że poszłam na Przed świtem do kina, jak i na poprzednie części. Szkoda tylko, że to się skończyło. Bite cztery lata. Pamiętam jak dostałam książki, pochłonęłam je cztery lata temu w święta prawie na raz. Później wyszły po kolei filmy, a teraz to się skończyło. Pusto. Tak jak było pusto po zakończeniu Harrego Pottera. Tak pusto jak po odejściu przyjaciela.
W życiu czeka jeszcze wiele przygód, wiem to, wiem, że życie ciągle ma się zmieniać, ale zawsze będziemy wracali do znanych nam utworów. Może nie jest to książka umoralniająca czy coś w ten parkiet. Ale miło się czyta. Ot co. Od tego się zaczęło, od Zmierzchu zaczęło się moje zamiłowanie do książek, od tamtego czasu kupuję je jak szalona (jak to stwierdzili moi znajomi) i to zawsze będzie książka, która mnie odmieniła, bo przez Zmierzch zobaczyłam, że wiele światów mamy, wystarczy zacząć czytać, by odciąć się od szarego świata, od szarej jesieni, od problemów. Miło było wrócić do Forks ostatni raz na wielkim ekranie :) Ahhh i nareszcie Bella była taka piękna jak miała być. I te śmieszne wstawki, typu "Mogę do Ciebie mówić tato?" rozwaliły całe kino.
To by było na tyle z bezsensownego pieprzenia. Dziękuję, dobranoc.
 

18.10.2012

19. "This was once you and me"

Smutno jest dzisiaj. W dzień się śmieję. Śmieję się do łez, tak po prostu, aż boli mnie brzuch. Lubię się śmiać, lubię mieć powody do śmiechu. Wieczory? Cóż, tutaj już się nie śmieję. Siedzę przy laptopie, bo siedzę. Czasami się uczę, ale jakoś szału nie ma, muszę się wreszcie wziąć za naukę. Październik, klasa maturalna, wypadałoby. Tak samo jak wypadałoby zacząć pisać pracę maturalną, bardzo zależy mi na tym przedsięwzięciu, ponieważ bardzo podoba mi się temat, który wybrałam. Motyw samobójstwa w literaturze. Wybrałam literaturę, wiem co chcę napisać, tylko nie chce mi się pisać. Nic mi się nie chce. Nic nie umiem na test z Konstytucji, a zdaję maturę z WOSu, trochę niefajnie, ale nie mam już siły się uczyć, wstanę wcześniej i przeczytam sobie dział odnośnie konstytucji, a nóż może coś zapamiętam. Na pewno coś zapamiętam. 
Rok zaczął się dobrze, mimo iż już jedna jedynka dumnie stoi w dzienniku i się cieszy, no ale niech będzie. Zawaliłam dzisiaj sprawdzian z lektury, nie wiem co się ze mną dzieje, nigdy mi się nie zdarzyło nie przeczytać chociażby streszczenia.
Ludzie w moim wieku mają na swoim koncie osiągnięcia, coś już w życiu zdobyli. A ja? Cóż. Mam brzydką figurę, nie wiem co chcę robić w życiu, nie mam chłopaka i nie potrafię się wziąć za siebie na tyle, aby wyglądać tak jak chcę i czuć się tak jak chcę. 
Chcę wreszcie czuć, że jestem dobrym człowiekiem, chcę czuć, że dobrze robię, chcę czuć szczęście i motylki w brzuchu, chcę być jak inne nastolatki, martwić się, że nie ma w sklepie koloru danej bluzki czy też szpilek, akurat w takim modelu, a ja nie. Ja ciągle myślę jak się zmienić i niewiele robię w tym kierunku. A powinnam mniej myśleć i dużo więcej robić. Starać się bardziej. Żyć zdrowiej. Żyć lepiej.
Smutno mi bo... bo włączyła mi się tęsknota. Wspomnienia wracają, za każdym razem gdy spojrzę w niebo, za każdym razem gdy spojrzę na telefon i na te wszystkie rzeczy.

Przepraszam, że Was nie odwiedzam, że nie komentuję, nadrobię to w ten weekend.

Monk Bay - Sunrise Avenue

6.09.2012

15. "Nieodporny rozum."

No to się zaczęło. W poniedziałek zaczęła się klasa maturalna i już mi się odechciało wszystkiego, po tym jak usłyszałam ile nauczyciele chcą zrobić nam testów w najbliższym tygodniu, czasami mam wrażenie, że przez poprzednie dwa lata nic nie robiliśmy, po to by w trzeciej klasie zrobić nas zarobionych wielbłądów. Plan to totalna porażka, poza tym nawet nauczyciele nie wiedzą o co w nim chodzi - brawo! 
Straszą nas maturą, no bez przesady, sama trochę się boję, że coś pójdzie nie tak, ale na każdej lekcji przypominać nam o egzaminie dojrzałości to odrobinę przydużo. W dodatku na przedmiotach, których się nie zdaje. (Bitch, please!). Osobiście w rozszerzeniu realizuję WOS i geografię, a rozszerzoną maturę chyba zdaję z polskiego. Cóż, niełatwo było pogodzić fakultety, ale jakoś to zostało ogarnięte, także powinnam się wyrobić i zdążyć na wszystkie. Trochę przegięcia zadawać już tak ogromne prace domowe jak dzisiaj, ale jest na to wytłumaczenie - matura. 
Pierwszaki chodzą u nas tak wystraszone, że nigdy nie widziałam takiego strachliwego rocznika. W ogóle pierwsze klasy robią co chcą, co jest odrobinę dziwne. W mojej szkole trwa w sumie rewolucja, bo jak nigdy mamy tak zwany ruchomy plan. Naprawdę, nie do wiary. 
Wstawanie rano jest ciężkie, ranki są bardzo zimne, jak dla mnie. Także bez kurtki z domu nie wychodzę, lipa. W sumie to nadeszła już jesień, liście opadają, coraz mniej Słońca, aż szkoda. Miałam nadzieję na kilka dni pogody, miałam jechać nad morze, połazić, ale nic z tego. Kurcze, ja w te wakacje nie byłam nigdzie, nawet nad morzem przez jeden dzień. 
Jeździć wcale nie jeździ mi się na razie łatwo, bo moja mama to choleryk, samej mi samochodu nie da, bo nabyliśmy nową zabawkę dla dorosłych i cholera trochę duży ten samochód po takim filigranowym puncie. Cóż, jeszcze naszej Skodzianki nie rozbiłam, więc może nie jest ze mną tak źle. Już pierwszego dnia wlekła się za mnie policja, w korku, pod górę, na ręcznym i "psy na dupie". No, ale udało się.
Ostatnio tak bardzo wszystko się zmienia. Poznałam kogoś, naprawdę przemiły chłopak, wszystko w koło staje się tłem. Ale co z tego wyniknie to cholera wie. Z moim szczęściem to pewnie nic, ale wierzyć chyba trzeba w swoje powodzenie. A jeśli nie, to zyskam ciekawego kolegę. Ciągłe powtarzanie "Nie angażuj się" nie pomaga, więc co mi pozostało, niż spróbować? Choć bezsenne noce mi nie sprzyjają za bardzo. Cóż.